Astoria nigdy nie kochała mężczyzny tak, jak opowiadały o tym książki. A Desideria kochała wręcz obsesyjnie. Coś w gwiazdach kazało chyba utożsamiać się z jej imieniem w każdy możliwy sposób. Jej uczucia były duże, zbyt duże na jej małą osobę, ale wychowanie i wyrachowanie zawsze starały się trzymać w sztywnych ramach. Często czuła się przez to jak w potrzasku, bo głowa wiedziała co należało zrobić, ale serce nigdy nie chciało słuchać tych rad. Narzucane na siebie ograniczenia tylko wszystko utrudniały i powielały zgromadzoną wewnątrz plątaninę. Kiedyś zauroczona była Louvainem do granic możliwości. Teraz kochała go w sposób, który nie pozwalał jej patrzeć przychylnie na nikogo, kto znalazł się zbyt blisko niego. Może dlatego tak bardzo nienawidziła Cynthii, mimo że nigdy nie miała prawa dobrze jej poznać. Była niedoskonałością na portrecie ich narzeczeństwa. Szkoda, że od dłuższego czasu nie była to szczęśliwa relacja. A może to i dobrze, bo wtedy Desideria nienawidziłaby jej jeszcze bardziej.
W Astorię wpatrywały się wilgotne oczy, chyba przez ułamek sekundy autentycznie zdziwione szczerością, jaka płynęła z jej słów. Zabini postanowiła wylać przed nią swoje żale – niewiele ich było, bo mimo bólu i smutku próbowała być ostrożna i przebierać w słowach, ale spodziewała się chyba o wiele większej rezerwy. Potem ręce wyciągnęły się w jej stronę i nawet pociągnięcie było delikatne, a ona uległa mu ostrożnie, jakby nie chcąc spłoszyć przyjaciółki, gest ten przyjęła z ulgą.
Tego chyba w tym momencie potrzebowała – ramiona, które by ją otuliły i sprawiły, że nie była w tym wszystkim sama. Czegoś, co chociażby na chwilę mogłoby ją wzmocnić, a także zapewnić odrobinę ciepła. A obietnice szeptane jej teraz do ucha? Ah, jakże one były słodkie i chciała w nie wierzyć całą sobą, nie pozwalając dość do głosu podstępnym podszeptom, wznoszącym wszelkie ale i gdyby. Chciała się cieszyć tą chwilą; jedyną miłą tego dnia i jakże potrzebną.
— Może mogłybyśmy zacząć od wspólnej kawy któregoś dnia? — rzuciła nieśmiało, kiedy gardło rozwiązało się wreszcie i przestało ściskać pod wpływem emocji. Spróbowała się nawet zaśmiać, gdzieś spomiędzy łez, ale przynajmniej nie brzmiało to przesadnie przekonująco. Próbowała jednak i odsunęła się wreszcie, na moment ocierając łzy, zanim nie ujęła Astorii za dłonie. — Dziękuję. Ja… nie chciałam zrzucać tego na ciebie. Dziękuję że nie uciekłaś…
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.