Od momentu, kiedy zdarzyło im się razem spać w upadającej ruinie zamieszkałej przez duchy czy inne straszydła, każdy pokój z łóżkiem który miał dach, nie miał widocznej pleśni czy robaków, wydawał się dobrym miejscem do spania. Szczytem luksusu, jakiego doznawali, to była osobna łazienka, a nie jakaś mieszcząca się na końcu korytarza, z której zmuszeni byli korzystać wszyscy goście.
— Miałem ochotę wysłać ci wyjca — przyznał się bez bicia, obserwując jak mocuje się z oknem. — Ale nie krzyczałby raczej o zdradzie, a nawoływał żebyś mi broń Merlinie nie kupowała szamponów z kaktusem. W sumie jak tak teraz myślę, to same kaktusy też wydają mi się złym pomysłem, bo proponowałaś mi w śnie, żebym sobie ten kaktus z głowy wziął i zabrał do domu — zdążył już o tym zapomnieć, bo do tego nie doszło. Podobnie z resztą jak do wygrania bójki czy odbierania nagrody, ale o tym nie musiała wiedzieć. Nie byłby sobą gdyby nie podkolorował historii w tak niewinny sposób.
— Oczywiście, że tak? — zdanie pobrzmiewało pytająco, ale w pewien pretensjonalny sposób, jakby niedowierzał że w ogóle mogła to kwestionować. — Jakąś miał taką krzywą szczękę i dziwne oczy. Nieprzyjemny typ strasznie, no bo przecież ja bym nigdy ci nie raczył wykrzyczeć, że macasz cudze kaktusy — pokiwał głową, niby to śmiertelnie poważny. — Nie wierzę trochę w to, że ty mi tu teraz robisz reklamę Mister Potter. Czy gdyby nie kariera detektyw to przekupstwo byłoby twoim powołaniem? — zapytał jeszcze, zanim sięgnął do kieszeni i wyciągnął plik kartek, trochę niechlujnie złożony na pół. — W ogóle, jak i tak nie mamy zaplanowanego wieczora, to może chciałabyś mi spojrzeć na taką jedną rzecz? Masz, poczytaj sobie — wyciągnął w jej stronę papiery. — Znalazłem je niedawno. Szczerze? Wyglądają jak pisane moją ręką, ale nigdy czegoś podobnego nie bazgrałem. To jakieś… listy? Opisy dni? Jeden z dziesiejszą datą i nie zgadniesz, był na nim zanotowany dzisiejszy wyjazd i to co robiłem z rana. A przecież wysłali nas bez uprzedzenia…