- Liczyłam jednak na to, że nie będzie następnego razu. - Uśmiechnęła się do niego krzywo, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że na pewno będzie jeszcze niejeden raz, kiedy znowu znajdą się w podobnej sytuacji. To ciągle im się przytrafiało, jeśli miała przyłapać kogoś szlajającego się tam, gdzie nie powinien to zawsze był on i zawsze robił co, czego nie dało się tak po prostu zignorować, nieraz wpadała przez niego w kłopoty, w sumie pakowali się w nie razem, bo Prue również nie do końca umiała odpuszczać, czy przechodzić obok niego zupełnie obojętnie. Być może często straszyła go utratą punktów, ale tak naprawdę rzadko kiedy spełniała swoje groźby, bo musiałaby również pozbawiać Krukonów ich punktów.
Miała tendencje do rozkładania wszystkiego na części pierwsze, w ten sposób działał jej umysł, lubiła wiedzieć wszystko, przez to właśnie starała się nie doprowadzać do niedopowiedzeń, co w przypadku rozmów z Rookwoodem było naprawdę trudne, bo najchętniej nie dzieliłby się z nią żadną ze swoich tajemnic, udawałby, że nic takiego się nie dzieje, Prue za to potrafiła wywiercić dziurę, aby uzyskać potrzebne przez siebie informacje, poniekąd trafiła kosa na kamień, przez to też często dochodziło między nimi do konfrontacji, bo nie umieli odpuścić, byli okropnie uparci.
- Och, prawda, nowość, bo przecież zawsze wszystko wiesz najlepiej. - Prychnęła, kiedy usłyszała jego komentarz. Oczywiście, że musiał to podkreślić, nie mogła być obojętna wobec tych słów. - Pojawiła się pewnie po coś, zniknie jak to dostanie, nie pojawiałaby się przecież jakby nie miała żadnego celu. - Przynajmniej tak się wydawało Bletchley. Skoro fontanna wyrosła tutaj sama z siebie, to miała w tym jakiś cel, nie wydawało jej się, aby miała zniknąć bez osiągnięcia go, co właściwie nieco ją martwiło. Nie można było uznać, że ma dobre zamiary, właściwie, czy rzecz mogła mieć zamiary? No nie do końca, ale nie wydawało jej się, aby warto było ufać przedmiotowi, który pojawił się tu nagle, zupełnie niespodziewanie, a teraz zaczął wydawać jakieś dziwne dźwięki. Nie pasowało jej coś w tym wszystkim.
- Nie zawaliłby się, ale co jeśli coś by mi umknęło przez to, że nie postawiłam odpowiedniego pytania? - Obawiała się, że mogłaby coś przegapić, właśnie dlatego wolała od razu pytać o to, co przychodziło jej na myśl, to mogło być dosyć męczące dla rozmówców, ale dzięki temu przynajmniej miała pewność, że zapytała o wszystko, co w danej chwili wydawało się jej być istotne.
Zmrużyła oczy, kiedy zaczął mówić. Nie brzmiało to dobrze. Jakim cudem pod lodem mogła znajdować się twarz? Nim zdążyła zadać pytanie o patrzenie przez zamknięte oczy, sam ją uprzedził, niby jak to było właściwie możliwe? Później zniknęła, no pięknie, w głębi fontanny? Jak bardzo głęboka musiała być skoro ktoś tak po prostu mógł sobie w niej zniknąć, czy było to jakieś dziwne przejście? Fontanny miały przecież pewne ograniczenia, chociaż od początku wiedzieli, że nie była to zwykła fontanna, bo pojawiła się sama na środku dziedzińca, kto wie, kto mógł chcieć, by ten przedmiot się tu znalazł. To wszystko nie brzmiało jednak szczególnie optymistycznie, wręcz przeciwnie - aż zimny dreszcz przeszedł jej po plecach.
- Jeśli ktoś tam był, to powinien być zamarznięty, w sensie, skoro znajdował się pod lodem, co nie? - Starała się wierzyć w to, co mówiła, podchodziła do tego z jak największą ilością rozsądku, ale nie trzymało się jej to kupy zupełnie. Pojawił się, zniknął, tak samo jak ta nieszczęsna fontanna.
- Muszę brać pod uwagę wszystkie możliwości, jesteś nieprzewidywalny, soreczka. - Wzruszyła jeszcze ramionami, nie sądziła, że tak się oburzy jej sugestią. Tak naprawdę to trochę jej ulżyło, kiedy tak zareagował, w sumie nie przypuszczałaby, że tak naprawdę będzie chciał ją skrzywdzić, wiedziała, że lubił doprowadzać ją do szału, ale nigdy nie przesunęłoby się to dalej, zbyt wiele przyjemności z tego czerpał, a też nie był jakimś zwyrolem.
- Tęskniłbyś za mną, co? - Powinna się ugryźć w język, ale oczywiście tego nie zrobiła, ona pewnie też by za nim tęskniła, gdyby nagle zniknął, chociaż nigdy nie przyznałaby tego w głos.
- Kto by się spodziewał, że będziesz taki przezorny, dobrze wiedzieć, że czegoś się nauczyłeś przez te wszystkie lata… - Argument o uniknięciu dywanika był całkiem akceptowalny, przecież nie pomyślała, że chociaż trochę ją lubi…
Nie ciągnęła dalej tematu transmutacji, nie zamierzała sama sobie strzelać w kolano, na początku swojej edukacji naprawdę bardzo się tym przejmowała, bo lubiła kiedy wszystko, czego się uczyła jej wychodziło, a tej jednej dziedziny magii nie była w stanie pojąć, drażniło ją to, spędziła godziny na najróżniejszych próbach, ale nic z tego nie wyszło - nie pozostało jej nic innego, jak zaakceptować tej drobnej ułomności magicznej. Nie znosiła jednak poruszać tego tematu.
- Nie bardzo mają wybór, skoro jako jedyny kręcisz się w tych miejscach. - Skomentowała jeszcze jego słowa, sam prosił się o kłopoty, a że ona zawsze pojawiała się w momencie w którym i one się zaczynały… cóż - może faktycznie była to jakaś klątwa. - Coś może w tym być, uważam jednak, że to ja zostałam przeklęta, a nie Ty, skoro ciągle na Ciebie wpadam. - Nie odniosła się do tego, że określił ją jako nieszczęście, chociaż miała ochotę mu to wygarnąć, mieli w tej chwili dużo większy problem przed sobą i musieli jakoś go rozwiązać.
Zamierzała tylko zerknąć okiem na tę nieszczęsną fontannę, niestety nieco jej to utrudnił, zlitował się jednak w końcu, dzięki czemu mogła chociaż odrobinę przyjrzeć się przedmiotowi. - Wyjątek potwierdzający regułę. - Oczywiście, że musiał to podkreślić, będzie miał teraz argument za swoją tezą. Fantastycznie.
- Dziwne, gdybym to ja była wyższa skoro jesteś facetem… - Tak już działał ten świat, a że do tego był jednym z wyższych osobników jakich znała… to cóż, niewiele mogła z tym zrobić, musiała stawać na palcach, żeby mieć lepsze spojrzenie na świat, kiedy on znajdował się przed nią.
Później ich jakże uroczą pogawędkę przerwał ten głośny dźwięk pękającego lodu. Zamarła niekoniecznie wiedząc, jak powinni się zachować, czy to był moment, w którym powinni się stąd zwijać? Jeśli by to zrobili to nie poznaliby odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania, byłoby to może rozsądniejsze, no ale właśnie, Prue lubiła wiedzieć.
Zareagowała odruchowo, złapała go za rękę, a on się nie odsunął, zaakceptował jej ruch, dobrze było czuć pod ręką ciepło drugiego ciała, czuła się bezpieczniej, zwłaszcza, gdy jeszcze się przesunął. Łatwiej było jej się skupić mając świadomość, że nie jest tutaj sama, zresztą ledwie chwilę wcześniej zapewniał ją, że nie zamierza jej tu skrzywdzić i naprawdę w to wierzyła, szczególnie, gdy zachowywał się w ten sposób. Nie zamierzała tego w tej chwili przesadnie analizować - po prostu znaleźli się razem przed tym dziwnym przedmiotem, dobrze by było, jakby razem wyszli stąd w jednym kawałku.
Spod lodu dobiegło głuche uderzenie, kiedy ustalili, że to chyba pierdolnie, potwierdzało to, że mieli rację. - Już pierdolnęło. - Dodała, chociaż na pewno to zauważył. Tafla zaczęła pękać, a ciemna, zimna woda powoli zaczynała wylewać się poza fontannę, w pewnej chwili między lodem i gęstą wodą pojawiła się ręka, blada, chuda, z bardzo długimi paznokciami, chyba ktoś kogo widział Aloysius postanowił się obudzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control