13.07.2026, 23:03 ✶
Cisza, która zapadła po wyjściu pani Alderley, nie zdążyła jeszcze na dobre osiąść między nimi, kiedy Rodolphus z niezwykłą wręcz bezczelnością postanowił do niej wrócić. Astoria uniosła powoli spojrzenie znad karty dań, a w jej oczach zamigotało coś pomiędzy oburzeniem a rozbawieniem. Naturalnie. Oczywiście, że nie zamierzał jej tego odpuścić. Kącik jej ust drgnął niemal niezauważalnie, lecz szybko wygładziła tę zdradliwą oznakę rozbawienia. Nie zamierzała dostarczać mu satysfakcji. Jeszcze nie. Oparła łokieć o blat stołu i wsparła brodę na złączonych dłoniach, przyglądając mu się z tym charakterystycznym, analitycznym spokojem, który zwykle pojawiał się na jej twarzy podczas oględzin wyjątkowo zniszczonego obrazu. Im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej dochodziła do wniosku, że z Rodolphusem było dokładnie tak samo. Im bliżej podchodziła, tym mniej rozumiała.
- Och, proszę - westchnęła teatralnie i sama też przechyliła lekko głowę. - Nie schlebiaj sobie aż tak. Zarumieniłam się wyłącznie dlatego, że pani Alderley zdążyła zaplanować nam wspólną przyszłość szybciej, niż zdążyłam cokolwiek zamówić.
Kącik jej ust drgnął niebezpiecznie, więc szybko sięgnęła po kieliszek, ukrywając uśmiech za cienkim szkłem.
- Zresztą mam wrażenie, że akurat ty czerpałeś największą przyjemność z tej rozmowy. Jeszcze chwila, a sam zacząłbyś opowiadać pani Alderley, ile dzieci planujemy i jak nazwiemy kota.
Uniosła lekko brwi, kiedy zaproponował zawieszenie broni.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy prowadzili jakąkolwiek wojnę - odpowiedziała niewinnie, z miękką przekorą. - Co najwyżej odnoszę wrażenie, że od kilku tygodni z wyjątkową konsekwencją próbujesz wystawiać moją cierpliwość na kolejne próby.
Kilka chwil poświęciła na studiowanie menu, zanim podjęła ostateczną decyzję. - Vol-au-vents z grzybami i fondue - nie zdążyła nawet zapytać, co on zamówi, bo właśnie obok nich zmaterializował się kelner. Pozwoliła, żeby to mężczyzna jako dżentelmen złożył całość zamówienia.
W tym momencie awantura przy sąsiednim stoliku rozlała się po restauracji niczym rozbite czerwone wino po białym obrusie. Astoria zamilkła. Miała ochotę wywrócić oczami na tę scenę. Dźwięki sztućców ucichły. Kilku gości odwróciło głowy. Kelner, który właśnie niósł tacę, zawahał się na ułamek sekundy. Słowa obcej kobiety odbijały się od ścian restauracji ciężko, niemal boleśnie. Zawsze jest drugie dno. Kłótnia tej pary brzmiała dziwnie znajomo. Powoli uniosła wzrok na mężczyznę. Przez sekundę patrzyła na niego w milczeniu.
- To smutne, ale rozumiem ją - odezwała się cicho, odrobinę melancholijnie. - Kiedy długo żyje się w przekonaniu, że wszyscy mają ukryte intencje, w końcu przestaje się wierzyć w zwykłą życzliwość. Każdy dobry gest wydaje się podejrzany, a szczerość zaczyna sprawiać wrażenie najlepiej przygotowanego kłamstwa.
Z każdą kolejną podniesioną sylabą restauracja zdawała się kurczyć. Jeszcze przed chwilą była przyjemnie ciepła, wypełniona dyskretnym brzękiem sztućców, przyciszonymi rozmowami i światłem świec, które miękko odbijało się od kryształowych kieliszków. Teraz cała ta delikatna harmonia pękała jak cienka tafla lodu pod ciężarem cudzej kłótni.
"Zawsze coś ukrywasz". Przez krótką chwilę miała absurdalne wrażenie, że nie słucha już tamtej pary. Że słucha samej siebie. Bo przecież dokładnie tak patrzyła na Rodolphusa od pierwszego dnia. Każdy jego gest rozbierała na części. Każde zdanie oglądała z każdej strony niczym obraz podejrzany o doskonale ukryte przemalowania. Szukała. Nie prawdy. Ukrytej warstwy. Drugiego dna. "Nie jesteś takim niewiniątkiem, na jakie się kreujesz".
- Chyba straciłam apetyt.
!BINGO C3
- Och, proszę - westchnęła teatralnie i sama też przechyliła lekko głowę. - Nie schlebiaj sobie aż tak. Zarumieniłam się wyłącznie dlatego, że pani Alderley zdążyła zaplanować nam wspólną przyszłość szybciej, niż zdążyłam cokolwiek zamówić.
Kącik jej ust drgnął niebezpiecznie, więc szybko sięgnęła po kieliszek, ukrywając uśmiech za cienkim szkłem.
- Zresztą mam wrażenie, że akurat ty czerpałeś największą przyjemność z tej rozmowy. Jeszcze chwila, a sam zacząłbyś opowiadać pani Alderley, ile dzieci planujemy i jak nazwiemy kota.
Uniosła lekko brwi, kiedy zaproponował zawieszenie broni.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy prowadzili jakąkolwiek wojnę - odpowiedziała niewinnie, z miękką przekorą. - Co najwyżej odnoszę wrażenie, że od kilku tygodni z wyjątkową konsekwencją próbujesz wystawiać moją cierpliwość na kolejne próby.
Kilka chwil poświęciła na studiowanie menu, zanim podjęła ostateczną decyzję. - Vol-au-vents z grzybami i fondue - nie zdążyła nawet zapytać, co on zamówi, bo właśnie obok nich zmaterializował się kelner. Pozwoliła, żeby to mężczyzna jako dżentelmen złożył całość zamówienia.
W tym momencie awantura przy sąsiednim stoliku rozlała się po restauracji niczym rozbite czerwone wino po białym obrusie. Astoria zamilkła. Miała ochotę wywrócić oczami na tę scenę. Dźwięki sztućców ucichły. Kilku gości odwróciło głowy. Kelner, który właśnie niósł tacę, zawahał się na ułamek sekundy. Słowa obcej kobiety odbijały się od ścian restauracji ciężko, niemal boleśnie. Zawsze jest drugie dno. Kłótnia tej pary brzmiała dziwnie znajomo. Powoli uniosła wzrok na mężczyznę. Przez sekundę patrzyła na niego w milczeniu.
- To smutne, ale rozumiem ją - odezwała się cicho, odrobinę melancholijnie. - Kiedy długo żyje się w przekonaniu, że wszyscy mają ukryte intencje, w końcu przestaje się wierzyć w zwykłą życzliwość. Każdy dobry gest wydaje się podejrzany, a szczerość zaczyna sprawiać wrażenie najlepiej przygotowanego kłamstwa.
Z każdą kolejną podniesioną sylabą restauracja zdawała się kurczyć. Jeszcze przed chwilą była przyjemnie ciepła, wypełniona dyskretnym brzękiem sztućców, przyciszonymi rozmowami i światłem świec, które miękko odbijało się od kryształowych kieliszków. Teraz cała ta delikatna harmonia pękała jak cienka tafla lodu pod ciężarem cudzej kłótni.
"Zawsze coś ukrywasz". Przez krótką chwilę miała absurdalne wrażenie, że nie słucha już tamtej pary. Że słucha samej siebie. Bo przecież dokładnie tak patrzyła na Rodolphusa od pierwszego dnia. Każdy jego gest rozbierała na części. Każde zdanie oglądała z każdej strony niczym obraz podejrzany o doskonale ukryte przemalowania. Szukała. Nie prawdy. Ukrytej warstwy. Drugiego dna. "Nie jesteś takim niewiniątkiem, na jakie się kreujesz".
- Chyba straciłam apetyt.
!BINGO C3
learn the rules
then break some
then break some