18.03.2023, 03:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:07 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - osiągnięcie Bajarz II
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
To wszystko wydarzyło się przez ten przeklęty wiatr. To przez tę wichurę, którą musiały spowodować jakieś wydarzenia, o których teraz nie mogliście sobie przypomnieć. Nieważne co robiliście i jak bardzo próbowaliście uniknąć nieuniknionego, siły natury zadecydowały za was.
Podmuch wiatru, większy, silniejszy, taki który praktycznie się nie zdarza, ale wam się akurat przytrafił, poderwał was w górę jakbyście niewiele ważyli, miotał ciałami jak tylko chciał, kierował, gdzie chciał…
I nagle, w samym środku, gdy już wiedzieliście, że najpewniej umrzecie, wszystko pochłonęła ciemność.
*
Nora ocknęła się w ściółce leśnej. Niedaleko niej, z głową na mchu, znajdował się Cameron. Jak na to, co wydarzyło się zaledwie przed kilkoma minutami, było tu zaskakująco cicho i spokojnie. Jakby las nie przejął się wichurą albo pokonał ją tkwiącą w samym jego sercu starożytną magią. W powietrzu unosił się zapach świerków i igliwia. W panującym półmroku widać było drzewa: jedne stare i wiekowe, o koronach tkwiących tak wysoko, że trzeba było podnosić głowę do góry by je dostrzec; drugie młodziutkie, ledwie odrosłe od ziemi, banalnie proste do złamania. W pobliżu było też trochę krzaków, sporo mchu, paproci. Być może, z uwagi na późną porę, nie było słychać śpiewu ptaków lub pohukiwania sowy. W pobliżu nie przebiegał żaden lis, żadna sarna lub jeleń.
Byli sami, porzuceni przez wiatr w środku lasu. Nie do końca jeszcze wiedzieli, co się właściwie wydarzyło i jakim cudem znaleźli się w tym miejscu. Pamięć płatała im figle a magia nie chciała działać. Ale w chwili, w której oprzytomnieli na tyle, by zdać sobie sprawę z tego, że zostali porwani przez wiatr, między drzewami coś dostrzegli. Wyglądało jak poruszająca się półprzezroczysta, kobieca postać. Duch. Znajdował się na niewielkiej polance. Unosił nad zaniedbaną, porośniętą trawą i polnymi kwiatkami mogiłą.
Duch szlochał cicho, wpatrując się w grób, jeszcze nieświadomy tego, że jego rozpacz obserwowały jakieś żywe oczy. W półprzezroczystych dłoniach trzymał wianek. Całkiem normalny wianek, upleciony z kwiatków, które mógł zebrać na polanie lub na mogile, przy której tkwił. Po co mu był ten wianek?
Podmuch wiatru, większy, silniejszy, taki który praktycznie się nie zdarza, ale wam się akurat przytrafił, poderwał was w górę jakbyście niewiele ważyli, miotał ciałami jak tylko chciał, kierował, gdzie chciał…
I nagle, w samym środku, gdy już wiedzieliście, że najpewniej umrzecie, wszystko pochłonęła ciemność.
*
Nora ocknęła się w ściółce leśnej. Niedaleko niej, z głową na mchu, znajdował się Cameron. Jak na to, co wydarzyło się zaledwie przed kilkoma minutami, było tu zaskakująco cicho i spokojnie. Jakby las nie przejął się wichurą albo pokonał ją tkwiącą w samym jego sercu starożytną magią. W powietrzu unosił się zapach świerków i igliwia. W panującym półmroku widać było drzewa: jedne stare i wiekowe, o koronach tkwiących tak wysoko, że trzeba było podnosić głowę do góry by je dostrzec; drugie młodziutkie, ledwie odrosłe od ziemi, banalnie proste do złamania. W pobliżu było też trochę krzaków, sporo mchu, paproci. Być może, z uwagi na późną porę, nie było słychać śpiewu ptaków lub pohukiwania sowy. W pobliżu nie przebiegał żaden lis, żadna sarna lub jeleń.
Byli sami, porzuceni przez wiatr w środku lasu. Nie do końca jeszcze wiedzieli, co się właściwie wydarzyło i jakim cudem znaleźli się w tym miejscu. Pamięć płatała im figle a magia nie chciała działać. Ale w chwili, w której oprzytomnieli na tyle, by zdać sobie sprawę z tego, że zostali porwani przez wiatr, między drzewami coś dostrzegli. Wyglądało jak poruszająca się półprzezroczysta, kobieca postać. Duch. Znajdował się na niewielkiej polance. Unosił nad zaniedbaną, porośniętą trawą i polnymi kwiatkami mogiłą.
Duch szlochał cicho, wpatrując się w grób, jeszcze nieświadomy tego, że jego rozpacz obserwowały jakieś żywe oczy. W półprzezroczystych dłoniach trzymał wianek. Całkiem normalny wianek, upleciony z kwiatków, które mógł zebrać na polanie lub na mogile, przy której tkwił. Po co mu był ten wianek?
@Cameron Lupin
@Nora Figg