16.07.2026, 11:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2026, 12:31 przez Delyra Dolohov.)
OH HELL NAH. Polizać? Chyba coś świsnęło w dunder w Helloise. Delyra prawie krzyknęła w horrorze. Jeżeli kobieta mieszkała w lesie, to mogła mieć różne pasożyty! Dolohov wyraźnie wydała z siebie oddech ulgi, kiedy drugia kobieta w końcu jej nie polizała. Czy naprawdę wielka Delyra Dolohov czekała na zgodę na umycie rąk od jakiejś wiedźmy z lasu? Naprawdę? Prawie prychnęła i powiedziała coś zgryźliwego. Ale czasem warto było powstrzymać się od słów. Jednakże poszła umyć ręce, w kąt ogrodu.
Aha już się nie lubimy paniusiu. Delyra posłała gniewne spojrzenie Helloise. Czemu ta kobieta nagle działała jej tak na nerwy? I do tego nie chciała z łaski swojej powiedzieć jej o tych składnikach. Kwiaty księżycowej rosy, woda różana i krew. Woda różana się oczywiście zgadzała, bo to była opiekunką róż i zaatakowane zostały róże. Chwila, czy to mogło mieć związek z tymi różami? Jeszcze do tego są Czarne. Nie nie, po co on miał by to robić, zatruwać róże w jakimś mało znaczącym ogrodzie.
Najeżyła się — Dolohov — poprawiła ostro, choć nie bardzo lubiła swojego męża, ale dumnie nosiła jego nazwisko. Na pytanie nie odpowiedziała, czemu miałaby w ogóle taką wiedźmę z lasu zaszczycać swoją obecnością.
Zabawne było jak Delyra była w stanie przejść z miłej pani do najeżonej arystokratki tylko dlatego, że nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie, To był jej ogród! Jako Lestrange! Musiała się opanować, bo arystokratki jak ona nie pokazywały swoich emocji, szczeólnie gniewu. Więc zrelaksowała swoją twarz.
— Musi już Pani iść — rzuciła Helloise zimny uśmiech, uprzejmy też, ale bardziej zimny. Wzięła ją pod rękę — Zaprowadzę Panią do wyjścia — faktycznie zaczęła iść do bramy Maida Vale.
Aha już się nie lubimy paniusiu. Delyra posłała gniewne spojrzenie Helloise. Czemu ta kobieta nagle działała jej tak na nerwy? I do tego nie chciała z łaski swojej powiedzieć jej o tych składnikach. Kwiaty księżycowej rosy, woda różana i krew. Woda różana się oczywiście zgadzała, bo to była opiekunką róż i zaatakowane zostały róże. Chwila, czy to mogło mieć związek z tymi różami? Jeszcze do tego są Czarne. Nie nie, po co on miał by to robić, zatruwać róże w jakimś mało znaczącym ogrodzie.
Najeżyła się — Dolohov — poprawiła ostro, choć nie bardzo lubiła swojego męża, ale dumnie nosiła jego nazwisko. Na pytanie nie odpowiedziała, czemu miałaby w ogóle taką wiedźmę z lasu zaszczycać swoją obecnością.
Zabawne było jak Delyra była w stanie przejść z miłej pani do najeżonej arystokratki tylko dlatego, że nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie, To był jej ogród! Jako Lestrange! Musiała się opanować, bo arystokratki jak ona nie pokazywały swoich emocji, szczeólnie gniewu. Więc zrelaksowała swoją twarz.
— Musi już Pani iść — rzuciła Helloise zimny uśmiech, uprzejmy też, ale bardziej zimny. Wzięła ją pod rękę — Zaprowadzę Panią do wyjścia — faktycznie zaczęła iść do bramy Maida Vale.
Koniec sesji