Najwyraźniej nie byli wystarczająco dyskretni w swoich dyskusjach na temat obecności pajęczaków w ich domu. Te dość szybko przejęły inicjatywę i postanowiły pokazać im kto tu rządzi. Nie spodziewała się tego, nie zakładała, że zdecydują się na taki ogromny pokaz swoich umiejętności. Zdecydowanie chciały im pokazać na co je stać, nie do końca wiedziała, czy był to dopiero początek, czy maksimum ich możliwości, jeśli miałaby być szczera to raczej wolałaby jednak tego nie sprawdzać, lepiej gdyby żyli w błogiej nieświadomości.
Musieli zdusić to w zarodku, chociaż na to było już trochę zbyt późno, bo przecież udało im się przejąć salon. Mieli swoje centrum dowodzenia, obawiała się, że sprawy potoczą się szybko, tyle, że póki co nie było widać żadnych przeciwników, no poza tym jednym który śmiał się jej w twarz, a później zniknął.
- Zastanówcie się nad tym, co możemy zrobić w tydzień? - Uniosła pytająco brew. Kto wiedział, co właściwie te okropne stworzenia miały na myśli, zdecydowanie coś demonstrowały. Przeniosła wzrok ponownie na salon, który nie przypominał już ich salonu, był miejscem opanowanym przez obcą cywilizację.
Zauważyła, że Benjy się wyprostował. Dobrze, niech mają świadomość z kim przyszło im walczyć, kto jak kto, ale akurat jej mąż potrafił zrobić wrażenie samą swoją postawą. Liczyła na to, że pająki właśnie zaczęły się trząść w tych swoich kątach, w których teraz się chowały. Ich sytuacja wcale nie była skazana na porażkę, jeszcze nie, a przynajmniej tak wydawało się Prue w tym momencie… dość szybko musiała zweryfikować swoją opinię, zbyt szybko. Spokój trwał ledwie kilka sekund, bo najwyraźniej któryś z ich wrogów postanowił przypomnieć o tym, że postanowiły przejąć ich dom.
Benjy krzyknął, w sumie to pisnął - nie sądziła, że jest w stanie wydobyć z siebie takie wysokie dźwięki, a później zaczął się wierzgać, wiedziała co to oznaczało - postanowiły doprowadzić do bezpośredniego starcia, były zbyt odważne, na za wiele sobie pozwalały i zupełnie jej się to nie podobało.
Oczywiście, że nie mogła zostawić go samego na placu boju, zbliżyła się więc do niego, tyle, że ciężko było wykonać jakikolwiek ruch, kiedy ten nie był w stanie ustać w jednym miejscu - nie obwiniała go za to, rozumiała sytuację. - Zdejmę go, jak przestaniesz się ruszać. - Naprawdę wierzyła w to, że uda jej się to zrobić.
- Jak się ruszasz i on się rusza, to wszystko się rusza, a tak się nie da. - Próbowała mu wytłumaczyć, jak ona to widziała. Ruszał się pająk, ruszał się Benjy - tylko ona zastygła w miejscu, żeby spróbować go dostrzec. Póki co jednak nie była w stanie wypatrzyć żołnierza wroga.
Jej mąż w końcu zapanował nad swoim ciałem, po wyrazie jego twarzy była w stanie stwierdzić, jak wiele go to kosztuje, na szczęście w tej chwili faktycznie był oazą spokoju, nawet się pochylił, aby ułatwić jej dostęp do swojego ciała. Współpracował, doskonale - tylko dzięki współpracy mogli wyjść stąd jako wygrani.
Spoglądała bardzo uważnie na jego kark, wydawało jej się, że dostrzegła małą, pulchną kulkę, która się poruszyła - niestety Benjy też to poczuł. - Dlaczego mam mówić, że go nie ma skoro wszyscy wiedzą, że tam jest? - Nie zamierzała go oszukiwać, cóż - Benjy dość szybko pokazał, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo znowu zaczął skakać. - Szlag! - Wyciągała już dłoń, aby zrzucić tego małego pająka z jego karku, a teraz nie była w stanie go zlokalizować.
- Nie musisz przysięgać, widziałam go, ale teraz zszedł niżej… wydaje mi się, że wlazł ci pod ubranie. - Może nie powinna tego mówić, ale jednak wolała postawić na szczerość, za chwilę pewnie i tak by to do niego dotarło. - Tylko spokój nas uratuje, pamiętaj. - Wolała o tym wspomnieć, chociaż wiedziała, że to raczej nie przejdzie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control