Kaprysy chatki zdecydowanie utrudniały ci życie ostatnimi czasy, a spadnięcie akurat kiedy z niej wychodziłaś, przelało czarę goryczy. Trzeba się było wziąć za wszystko na poważnie;
Na próby komunikacji, chatka pozostawała niewzruszona. Trzeszczała, jak to miała czasem w zwyczaju, kiedy stała prosto na nóżce, ale zadrżała nieco wyraźniej, kiedy wspomniałaś o Matce Naturze. Ciężko ci jednak było sprecyzować, jakiego rodzaju było to drżenie, bo czułaś w kościach, że twoja przemowa nie była mocno skonstruowana, a może to twój odbiorca był zbyt drewniany.
Początkowo nów wydawał ci się niezbyt dobrym znakiem, ale kiedy się nad tym zastanowiłaś, uświadomiłaś sobie, że jest dość dobry czas do zbierania nowych informacji i refleksji nad nimi. Idealny moment, by ustalić plan działania i być może własnoręcznie wyciągnąć od zbuntowanej chatki tego, co się z nią działo, nawet jeśli nie reagowała na werbalne ponaglenia. Pomyślałaś, że może dobrze byłoby nad całą sprawą pomedytować, kiedy zrealizujesz swoje plany na wieczór i wreszcie się obudzisz.
Zdecydowałaś się napuścić wody do wanny i zasypać ją ziołami. Napar z kopru włoskiego przyjemnie rozsiadł się na żołądku ciepłotą, a wrzucone do kąpieli wrotycz, piołun i mięta, otulały zielnym zapachem i koiły zmysły. Namoczyłaś się dokładnie i faktycznie, za ich pomocą przyszła pewna relaksacja, która rozsupłała nieco splątane nerwy. Siedząc tak w naparze i kontemplując, doszłaś do wniosku, że stworzona przez ciebie mieszanka nie była zła, ale nie była też idealna. Oczyszczała ciebie. Twoje ciało, umysł, ale jeśli tylko przywołałaś śnione sny, uświadomiłaś sobie że nie oczyszczała z ciebie.
Następnie przyszedł czas na skorzystanie z Eksterioryzacji. Ciepła pierzyna sprzyjała senności, podobnie jak dopiero zażyta kąpiel. Sen przyszedł więc szybko, a twoja dusza oderwała się od ciała i zaczęła obserwować. Było ciemniej jak zwykle, przez księżyc znajdujący się w nowiu. Było też okropnie cicho, jakby sama chatka wstrzymała oddech i przestała się kolebać, uniesiona na nóżce. Coś jednak wreszcie skrobnęło. Coś zaszurało, przemieściło się. Mogłaś zwrócić uwagę na cień; przygarbiony, przypominający ludzki i sunący po ścianach. Nie ważne jak bardzo się wpatrywałaś, nie byłaś w stanie dostrzec kogoś, kto faktycznie by go rzucał, ale widziałaś jak dywan zostaje znowu przesunięty dłonią o długich paznokciach. Ogarek, który pozostał po poprzedniej świecy z dziurawca i czarciego żebra, został zastąpiony. Zniknął, a może po prostu w jego miejscu nagle wyrosła nowa świeca, której knot zapalił się, a dym poleciał leniwie ku górze.
Zrobiło ci się duszno, bardzo duszno. Słyszałaś też szept. Niezrozumiały, przypominający szelest zeschniętych liści, kiedy cień zastygł na ścianie, chyba pochylając się nad świecą. Wciąż jednak wydawał się nie zwrócić na ciebie uwagi, a ty byłaś wciąż pod wpływem eksterioryzacji.
Jeśli Hela podejmie się rytuału, rzuć zwyczajną kością k100. Jej wynik określi nie tylko wnioski, które wyciągnie Helloise, ale będzie stanowić dodatkowy bonus do dowolnego kolejnego rzutu na dziedzinę teoretyczną z której będziesz korzystać odnośnie sprawy chatki (nie musi to być konkretnie w tej sesji, może być w jakiejkolwiek innej, która ma związek z Zieloną godziną, a w której Helunia nad czymś intensywnie myśli lub szuka w głowie powiązań).
P.S. cały ten opis pisałam do tego, pozdrawiam