— Następnym razem można im dopierdolić poltergeista, jak się da — zaproponowała entuzjastycznie, wyraźnie jeszcze podbuzowana całym wydarzeniem. A może i przede wszystkim, swoim własnym rzutem butelką, który wyszedł jej bardzo ładnie. Dobrze jednak było wreszcie znaleźć się w domu. W znajomych czterech ścianach, a do tego nie słyszeć tej rozwrzeszczanej jaszczurki nad głową, która obudziła pewnie całą okolicę. Zbiła z ochotą piąteczkę z Tarpem, a potem z Lewisem. — Mam nadzieję, że żaden nie będzie oczekiwał jakiegoś okupu za wstrzymanie się! Ja tam rzuciłam jakiegoś obrzydliwego pierdziucha czy inną sraczkę, wyglądał jakby go nieźle bolało, ale to może lepiej bo każdy klient na jego widok będzie uciekał z piskiem i trzymał do domu. Albo srał w zaułku, szczerze mam nadzieję że to akurat nie — bo niestety, ale tych srających to mieli momentami na pęczki. Jak się człowiek nad tym nie zastanowił, to miejscami na Nokturnie panowała kiła i mogiła. — Nie mamy jeszcze jakichś wrogów? Albo takich personalnych? Ktoś groził koledze? Moglibyśmy do Sfory, ale te psy zaraz wywęszą czyje są na tym ręce — westchnęła, załamując nad tym faktem ręce. Aczkolwiek bardzo chętnie zaserwowałaby takie opętanie Maddoxowi.
— Nie no już bez takich. Jak się go naprostuje, to będzie całkiem dobrze. Wróci do normy, czy coś. A przynajmniej ja mam taka nadzieję. — jak na zawołanie sięgnęła po różdżkę i wycelowała ją prosto w siebie. — O, dobre, dobre. Tak na początek w sam raz. Zlepiony się chyba lepiej będzie naprawiał — zawyrokowała jeszcze, łykając eliksir szybciutko i bez grymaszenia. Różdżka jednak nie opadła, zamiast tego idąc wreszcie w ruch i rzucając zaklęcie transmutacyjne by naprawić poprzednią porażkę.
// transmutacja ◉◉◉○○ na naprawienie noska
Akcja nieudana
Blood is rare and sweet as cherry wine