20.07.2026, 08:31 ✶
– Taaak, ale może znajdziemy jakieś podpowiedzi, co to do cholery było – powiedział Chris, który akurat w mitologii nordyckiej miał pewne braki. I chyb nawet jakby wiedział więcej, nie wpadłby na to, że w drzewie zamknięto vanira.
Niebo barwiło się szarością. Chris milczał już, skupiony na obserwacji, spięty. Zapiął na wszelki wypadek pasy, bo gdyby strach wyszedł na drogę i w niego walnęli, mogliby mieć tutaj kiepski problem. Nikt jednak nie wyszedł na drogę, pośród roślin nie mignęła im żadna złowroga sylwetka.
Pomyślał, że chciałby wiedzieć, jak do tego doszło. Kto wpadł na ten pomysł, w jaki sposób to zrealizował i w jak wielu miejscach mogłoby dojść do czegoś takiego. Ale nie wydawało się by mieli szansę poznać całą historię, a składanie ofiar o tej samej porze było jednak mało modne w dzisiejszych czasach. Wymagało rejonów mniej „cywilizowanych”, gdzie łatwiej ludzi „zniknąć”, i dostatecznej determinacji. Chris nie wątpił, że są ludzie gotowi na to – tutaj mieli tego pokaz – ale wątpił czy szybko natkną się na podobny przypadek.
Wszyscy milczeli, póki nie zostawili za sobą pól, nie wyjechali na główną drogę. Emily w końcu zaczęła zbierać swoje rzeczy, niewielki dobytek, jaki jej zostawiono, i układać na tylnym siedzeniu. Nie miała za wiele miejsca, bo leżały tam i rzeczy Chrisa i Victorii, a on nawet z westchnieniem w duchu pomyślał, że będzie trzeba dać jej kilka banknotów. Była skrzywdzonym dzieciakiem. Skrzywdzone dzieciaki łatwo padały łupem potworów. Czasem takich, które kryły się w ludzkiej skórze.
– Opowiecie mi o tym? – poprosiła w końcu, siadając wreszcie prosto, wciąż ze swoją torebką na kolanach. Schowała w niej z powrotem ramkę, upchnęła parę rzeczy, które upchnąć się dało. Oczy miała zaczerwienione, ale już zupełnie suche, i gdy Chris się obejrzał, zobaczył w nich płonącą determinację. – Jeżeli faktycznie chcecie mnie tam odstawić, to… to mamy jeszcze razem ładnych parę godzin. Nie chcę znowu…
Urwała na moment.
– Znowu przegapić potwory – dokończyła cicho.
Pierwsza lekcja brzmi: najgorszymi potworami są ludzie, pomyślał Chris, ale z nimi walczyli przecież rzadko. Ich zadaniem było coś zupełnie innego.
– Najlepiej zacząć chyba od tego, że każda bajka, każda legenda i każdy mit, o którym słyszałaś, ma w sobie ziarno prawdy… – zaczął Christopher Rosier.
A potem…
Potem się obudził.
We własnym łóżku, przytulony do własnej poduszki i w pierwszej chwili zdezorientowany dziwnym snem, z którego zapamiętał głównie mugolskie samochody.
Niebo barwiło się szarością. Chris milczał już, skupiony na obserwacji, spięty. Zapiął na wszelki wypadek pasy, bo gdyby strach wyszedł na drogę i w niego walnęli, mogliby mieć tutaj kiepski problem. Nikt jednak nie wyszedł na drogę, pośród roślin nie mignęła im żadna złowroga sylwetka.
Pomyślał, że chciałby wiedzieć, jak do tego doszło. Kto wpadł na ten pomysł, w jaki sposób to zrealizował i w jak wielu miejscach mogłoby dojść do czegoś takiego. Ale nie wydawało się by mieli szansę poznać całą historię, a składanie ofiar o tej samej porze było jednak mało modne w dzisiejszych czasach. Wymagało rejonów mniej „cywilizowanych”, gdzie łatwiej ludzi „zniknąć”, i dostatecznej determinacji. Chris nie wątpił, że są ludzie gotowi na to – tutaj mieli tego pokaz – ale wątpił czy szybko natkną się na podobny przypadek.
Wszyscy milczeli, póki nie zostawili za sobą pól, nie wyjechali na główną drogę. Emily w końcu zaczęła zbierać swoje rzeczy, niewielki dobytek, jaki jej zostawiono, i układać na tylnym siedzeniu. Nie miała za wiele miejsca, bo leżały tam i rzeczy Chrisa i Victorii, a on nawet z westchnieniem w duchu pomyślał, że będzie trzeba dać jej kilka banknotów. Była skrzywdzonym dzieciakiem. Skrzywdzone dzieciaki łatwo padały łupem potworów. Czasem takich, które kryły się w ludzkiej skórze.
– Opowiecie mi o tym? – poprosiła w końcu, siadając wreszcie prosto, wciąż ze swoją torebką na kolanach. Schowała w niej z powrotem ramkę, upchnęła parę rzeczy, które upchnąć się dało. Oczy miała zaczerwienione, ale już zupełnie suche, i gdy Chris się obejrzał, zobaczył w nich płonącą determinację. – Jeżeli faktycznie chcecie mnie tam odstawić, to… to mamy jeszcze razem ładnych parę godzin. Nie chcę znowu…
Urwała na moment.
– Znowu przegapić potwory – dokończyła cicho.
Pierwsza lekcja brzmi: najgorszymi potworami są ludzie, pomyślał Chris, ale z nimi walczyli przecież rzadko. Ich zadaniem było coś zupełnie innego.
– Najlepiej zacząć chyba od tego, że każda bajka, każda legenda i każdy mit, o którym słyszałaś, ma w sobie ziarno prawdy… – zaczął Christopher Rosier.
A potem…
Potem się obudził.
We własnym łóżku, przytulony do własnej poduszki i w pierwszej chwili zdezorientowany dziwnym snem, z którego zapamiętał głównie mugolskie samochody.
Koniec sesji