21.07.2026, 21:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2026, 23:22 przez Odile Fawley.)
Odile Fawley mogła do tej pory uznać rok 1969 za niezwykle udany – przynajmniej jeśli chodziło o kwestie zawodowe. Z początkiem stycznia rozpoczęła bowiem pracę na wymarzonym stanowisku niewymownego w Komnacie Badania Sekretów Mózgu. Pozycja ta wiązała się nie tylko z prestiżem w brytyjskim środowisku naukowym, ale przede wszystkim z możliwością badania materii, do której przeciętny czarodziej nie miał dostępu. Jednocześnie czarownica nie zamierzała spoczywać na laurach; skupiła się na pracy, motywowana w równym stopniu głodem wiedzy co ambicją (no i częściowo też chęcią zrobienia na złość czystokrwistym dziadom z ministerstwa).
Wysiłki te szybko się opłaciły, gdy zaproponowano jej udział w konferencji poświęconej tematowi najnowszych odkryć z zakresu metamorfomagii. Odile przez całą swoją karierę akademicką skupiała się na badaniu właśnie tego zagadnienia, więc oczywiście od razu się zgodziła (świadkowie tej rozmowy twierdzili nawet, że na jej twarzy widoczny był wtedy uśmiech, ale reszta osób mających styczność z powściągliwą niewymowną nie mogła w to uwierzyć). Okazja do wymiany zdań z największymi specjalistami w dziedzinie metamorfomagii nie zdarzała się przecież często. Fawley intrygowała zwłaszcza możliwość spotkania Marianne Delacour, której prace z zakresu transmutacji stanowiły dla młodej badaczki punkt odniesienia. A poza tym, tylko kompletny idiota nie skorzystałby z możliwości spędzenia prawie tygodnia w Paryżu na koszt Ministerstwa Magii.
Odile przybyła zatem do francuskiej stolicy bardzo zmotywowana i w rzeczy samej, konferencja nie zawiodła jej oczekiwań. Szczęśliwie, zebranemu towarzystwu badaczy naprawdę zależało na poszerzaniu granic nauki, więc pierwszy dzień obfitował w rozwijające dyskusje. Zadbano również, by zagraniczni goście zostali szybko oprowadzeni po najważniejszych atrakcjach Paryża. Na następny dzień zaplanowano więcej wykładów – włącznie z tym prowadzonym przed Madame Delacour. Wszystkie poruszały niezwykle ciekawe zagadnienia, lecz po dwóch intensywnych dniach Fawley zaczynała już odczuwać zmęczenie. Potrzebowała odreagować, najlepiej w swój preferowany sposób.
Kiedy wieczorem wreszcie wróciła do hotelu dla gości, zrzuciła czarodziejskie szaty i przebrała się luźne, mugolskie ubranie. Następnie opuściła magiczny hotel, zmierzając w stronę wypatrzonego wcześniej ciemnego zaułka. Tam, nie niepokojona przez nikogo, ukształtowała swoje ciało jak glinę, by przybrało żądaną formę. Odile miała sporą kolekcję tożsamości, w które potrafiła się przemieniać za pomocą metamorfomagii, lecz w tej chwili wybrała to, które opanowała najszybciej oraz które wymagało od niej najmniej skupienia. Była w końcu dość wymęczona całodzienną konferencja i nie chciała ryzykować przypadkowego ujawnienia się.
Osobą, która wynurzyła się z ciemnego zaułka był młody Azjata, o ponad 180 cm wzrostu i szczupłej sylwetce. Ubranie, które wcześniej wydawało się za duże na Odile na nim leżało idealnie. Wyglądał schludnie, ale nie przesadnie oficjalnie; jego krótkie czarne włosy były lekko zmierzwione a woń wody kolońskiej szybko zmieszała się z dymem papierosa, którego wyciągnął. Mężczyzna ruszył przed siebie, spacerując paryskimi uliczkami i wypatrując jakiegoś lokalu, w którym mógłby spędzić wieczór. Okazało się, że w tym okresie miasto to zamieszkiwały prominentne mniejszości ze wschodniej Azji, więc jego uroda nie przyciągała uwagi tak jak w Londynie. W końcu po jakimś czasie zauważył miejscówkę, która wydawała się jedną z tych luźniejszych, jeśli chodziło o przyjmowaną klientelę. Wszedł do La Pose i skierował się od razu do baru, by zamówić piwo. Ze względu na brak znajomości francuskiego, dogadanie się z obsługą zajęło chwilę, lecz finalnie mu się to udało. Ignorując ciekawskiego spojrzenia, zajął miejsce przy jednym z samotnych stolików. Popijał alkohol, robiąc sobie przerwy na nieodłącznego papierosa oraz wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Ponieważ znajdował się w obcym kraju nie liczył na jakiekolwiek spotkania, lecz najwyraźniej los miał wobec niego inne plany.
Ledwo zdążył kątem oka zarejestrować czerwoną spódnicę, miał przed sobą kobietę, opierającą się o krzesło przy jego stoliku. Powoli podniósł wzrok, spoglądając na nią z zaintrygowaniem. Nieznajoma sprawiała wrażenie osoby, która lubi zwracać na siebie uwagę i jednocześnie nie boi się wyzwań (mało która kobieta odważyłaby się zrobić pierwszy krok). Była również zjawiskowo piękna. Wzrok mężczyzny zatrzymał się na jej twarzy trochę dłużej niż zamierzał, ponieważ z jakiegoś powodu wydała mu się znajoma, ale nie potrafił określić dlaczego.
Oczywiście, nic nie zrozumiał z francuskich słów kobiety. Po tonie mógł jednak domyślić się jej zamiarów, co jeszcze bardziej wzbudziło zainteresowanie. Nie dał jednak po sobie tego poznać i po wydmuchaniu na bok dymu papierosowego, odpowiedział nieznajomej po angielsku.
– Nic nie rozumiem. – jego głos nie był szczególnie niski, lecz słychać w nim było zachrypnięcie od papierosów. – Jak pani widzi, dopiero tu przyjechałem. – powiedział spokojnym tonem, jak gdyby rozmawiał z Angielką. Usilne udawanie kogoś innego nie było w jego stylu. Poza tym ciekawiło go, czy kobieta domyśli się przekazu po jego tonie i co zrobi następnie.
Wysiłki te szybko się opłaciły, gdy zaproponowano jej udział w konferencji poświęconej tematowi najnowszych odkryć z zakresu metamorfomagii. Odile przez całą swoją karierę akademicką skupiała się na badaniu właśnie tego zagadnienia, więc oczywiście od razu się zgodziła (świadkowie tej rozmowy twierdzili nawet, że na jej twarzy widoczny był wtedy uśmiech, ale reszta osób mających styczność z powściągliwą niewymowną nie mogła w to uwierzyć). Okazja do wymiany zdań z największymi specjalistami w dziedzinie metamorfomagii nie zdarzała się przecież często. Fawley intrygowała zwłaszcza możliwość spotkania Marianne Delacour, której prace z zakresu transmutacji stanowiły dla młodej badaczki punkt odniesienia. A poza tym, tylko kompletny idiota nie skorzystałby z możliwości spędzenia prawie tygodnia w Paryżu na koszt Ministerstwa Magii.
Odile przybyła zatem do francuskiej stolicy bardzo zmotywowana i w rzeczy samej, konferencja nie zawiodła jej oczekiwań. Szczęśliwie, zebranemu towarzystwu badaczy naprawdę zależało na poszerzaniu granic nauki, więc pierwszy dzień obfitował w rozwijające dyskusje. Zadbano również, by zagraniczni goście zostali szybko oprowadzeni po najważniejszych atrakcjach Paryża. Na następny dzień zaplanowano więcej wykładów – włącznie z tym prowadzonym przed Madame Delacour. Wszystkie poruszały niezwykle ciekawe zagadnienia, lecz po dwóch intensywnych dniach Fawley zaczynała już odczuwać zmęczenie. Potrzebowała odreagować, najlepiej w swój preferowany sposób.
Kiedy wieczorem wreszcie wróciła do hotelu dla gości, zrzuciła czarodziejskie szaty i przebrała się luźne, mugolskie ubranie. Następnie opuściła magiczny hotel, zmierzając w stronę wypatrzonego wcześniej ciemnego zaułka. Tam, nie niepokojona przez nikogo, ukształtowała swoje ciało jak glinę, by przybrało żądaną formę. Odile miała sporą kolekcję tożsamości, w które potrafiła się przemieniać za pomocą metamorfomagii, lecz w tej chwili wybrała to, które opanowała najszybciej oraz które wymagało od niej najmniej skupienia. Była w końcu dość wymęczona całodzienną konferencja i nie chciała ryzykować przypadkowego ujawnienia się.
Osobą, która wynurzyła się z ciemnego zaułka był młody Azjata, o ponad 180 cm wzrostu i szczupłej sylwetce. Ubranie, które wcześniej wydawało się za duże na Odile na nim leżało idealnie. Wyglądał schludnie, ale nie przesadnie oficjalnie; jego krótkie czarne włosy były lekko zmierzwione a woń wody kolońskiej szybko zmieszała się z dymem papierosa, którego wyciągnął. Mężczyzna ruszył przed siebie, spacerując paryskimi uliczkami i wypatrując jakiegoś lokalu, w którym mógłby spędzić wieczór. Okazało się, że w tym okresie miasto to zamieszkiwały prominentne mniejszości ze wschodniej Azji, więc jego uroda nie przyciągała uwagi tak jak w Londynie. W końcu po jakimś czasie zauważył miejscówkę, która wydawała się jedną z tych luźniejszych, jeśli chodziło o przyjmowaną klientelę. Wszedł do La Pose i skierował się od razu do baru, by zamówić piwo. Ze względu na brak znajomości francuskiego, dogadanie się z obsługą zajęło chwilę, lecz finalnie mu się to udało. Ignorując ciekawskiego spojrzenia, zajął miejsce przy jednym z samotnych stolików. Popijał alkohol, robiąc sobie przerwy na nieodłącznego papierosa oraz wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Ponieważ znajdował się w obcym kraju nie liczył na jakiekolwiek spotkania, lecz najwyraźniej los miał wobec niego inne plany.
Ledwo zdążył kątem oka zarejestrować czerwoną spódnicę, miał przed sobą kobietę, opierającą się o krzesło przy jego stoliku. Powoli podniósł wzrok, spoglądając na nią z zaintrygowaniem. Nieznajoma sprawiała wrażenie osoby, która lubi zwracać na siebie uwagę i jednocześnie nie boi się wyzwań (mało która kobieta odważyłaby się zrobić pierwszy krok). Była również zjawiskowo piękna. Wzrok mężczyzny zatrzymał się na jej twarzy trochę dłużej niż zamierzał, ponieważ z jakiegoś powodu wydała mu się znajoma, ale nie potrafił określić dlaczego.
Oczywiście, nic nie zrozumiał z francuskich słów kobiety. Po tonie mógł jednak domyślić się jej zamiarów, co jeszcze bardziej wzbudziło zainteresowanie. Nie dał jednak po sobie tego poznać i po wydmuchaniu na bok dymu papierosowego, odpowiedział nieznajomej po angielsku.
– Nic nie rozumiem. – jego głos nie był szczególnie niski, lecz słychać w nim było zachrypnięcie od papierosów. – Jak pani widzi, dopiero tu przyjechałem. – powiedział spokojnym tonem, jak gdyby rozmawiał z Angielką. Usilne udawanie kogoś innego nie było w jego stylu. Poza tym ciekawiło go, czy kobieta domyśli się przekazu po jego tonie i co zrobi następnie.