21.07.2026, 23:54 ✶
Jeszcze przez długą chwilę jego echo odbijało się od wysokich sklepień pracowni, niosąc się korytarzami skrzydła przeznaczonego wyłącznie dla personelu. Nawet zaklęte portrety, zawieszone na ścianach poza pomieszczeniem, zamilkły na moment, jakby same próbowały zrozumieć, co mogło wydarzyć się w miejscu, gdzie od lat panował niemal nabożny spokój. Stała nieruchomo. Różdżka zawisła bezwładnie w opuszczonej dłoni. Drugą trzymała przed sobą, wyciągniętą na wysokość wzroku, nie odrywając od niej spojrzenia. Miała wrażenie, że patrzy na fragment ciała należący do kogoś obcego. Skóra była błękitna. Nie sina, niepokryta żyłami ani plamami. Po prostu błękitna, jakby ktoś zanurzył jej dłoń w najczystszym kobalcie i pozostawił barwę pod samą skórą. Delikatne linie wnętrza dłoni pozostały widoczne, paznokcie nie zmieniły koloru, ale cała reszta wyglądała jak źle wykonana iluzja. Przekręciła nadgarstek. Raz. Drugi. Poruszyła palcami bez problemu. Nie bolały ani nie drętwiały. Nie czuła najmniejszego mrowienia. Organizm zachowywał się tak, jakby absolutnie nic się nie wydarzyło. Tylko kolor przeczył logice.
Pukanie do drzwi niemal zlało się z szumem krwi pulsującym w uszach Astorii. Drzwi uchyliły się, wpuszczając do środka znajomą sylwetkę. Dopiero wtedy odwróciła głowę.
- Hannibal? - nie spodziewała się go tutaj. Spojrzała na kuzyna, a potem bez słowa ponownie uniosła dłoń, jakby sam widok był wystarczającym wyjaśnieniem. Była w takim szoku, że nie pomyślała jak wygląda reszta jej ciała albo twarz. Zrobiła ostrożny krok w stronę Hannibala, jakby potrzebowała drugiej osoby, by upewnić się, że nie traci zmysłów.
- Nie… - wydukała, wciąż próbując znaleźć w tym jakąkolwiek logikę. - To nie ma najmniejszego sensu.
Nigdy nie należała do osób impulsywnych. Nawet teraz, kiedy serce biło szybciej niż zwykle, a rozsądek zderzał się z czymś całkowicie absurdalnym, nie wpadała w histerię. Próbowała zrozumieć.
Czy kiedykolwiek spotkała się z czymś podobnym? Jedyną sytuacją, jaką sobie teraz przypominała, był bal Lestrange'ów i wypite wino, przez które stała się niebieska na kilka minut. Może i tym razem kolor z jej skóry po prostu zniknie? Czy to znów jakiś żart? Może te dzieciaki od skurwyjców znów się mszczą?
- Dotknęłam filiżanki. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że mnie poparzyła. Zaraz potem wszystko ustąpiło - mówiła trochę do niego, trochę do siebie. Spojrzała na filiżankę, wciąż spoczywającą na spodku. Przesunęła jeszcze wzrokiem po własnym stanowisku konserwatorskim, jakby każdy przedmiot nagle stał się potencjalnym sprawcą. W głębi duszy liczyła, że za minutę, może dwie, wszystko wróci do normy, a dzisiejszy incydent stanie się jedynie osobliwą anegdotą, którą kiedyś opowie przy kieliszku wina.
Pukanie do drzwi niemal zlało się z szumem krwi pulsującym w uszach Astorii. Drzwi uchyliły się, wpuszczając do środka znajomą sylwetkę. Dopiero wtedy odwróciła głowę.
- Hannibal? - nie spodziewała się go tutaj. Spojrzała na kuzyna, a potem bez słowa ponownie uniosła dłoń, jakby sam widok był wystarczającym wyjaśnieniem. Była w takim szoku, że nie pomyślała jak wygląda reszta jej ciała albo twarz. Zrobiła ostrożny krok w stronę Hannibala, jakby potrzebowała drugiej osoby, by upewnić się, że nie traci zmysłów.
- Nie… - wydukała, wciąż próbując znaleźć w tym jakąkolwiek logikę. - To nie ma najmniejszego sensu.
Nigdy nie należała do osób impulsywnych. Nawet teraz, kiedy serce biło szybciej niż zwykle, a rozsądek zderzał się z czymś całkowicie absurdalnym, nie wpadała w histerię. Próbowała zrozumieć.
Czy kiedykolwiek spotkała się z czymś podobnym? Jedyną sytuacją, jaką sobie teraz przypominała, był bal Lestrange'ów i wypite wino, przez które stała się niebieska na kilka minut. Może i tym razem kolor z jej skóry po prostu zniknie? Czy to znów jakiś żart? Może te dzieciaki od skurwyjców znów się mszczą?
- Dotknęłam filiżanki. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że mnie poparzyła. Zaraz potem wszystko ustąpiło - mówiła trochę do niego, trochę do siebie. Spojrzała na filiżankę, wciąż spoczywającą na spodku. Przesunęła jeszcze wzrokiem po własnym stanowisku konserwatorskim, jakby każdy przedmiot nagle stał się potencjalnym sprawcą. W głębi duszy liczyła, że za minutę, może dwie, wszystko wróci do normy, a dzisiejszy incydent stanie się jedynie osobliwą anegdotą, którą kiedyś opowie przy kieliszku wina.
learn the rules
then break some
then break some