22.07.2026, 23:45 ✶
Każdy inny czarodziej zapewne cieszyłby się z faktu, że jego urodziny wypadały w jedno z magicznych świąt; w końcu zebranie wszystkich krewnych w jednym miejscu wiązało się z hucznym świętowaniem oraz wieloma prezentami. Odile nie miała jednak podobnych doświadczeń. Pomijając kwestię ponurej atmosfery, którą charakteryzowało się Mabon u Fawleyów (zdążyła mimo wszystko do niej przywyknąć przez lata spędzone w Little Hangleton), celebracja ta odbywała się zazwyczaj w gronie ich czwórki. Nie było co też liczyć na prezenty od ojca; i tak mogła uważać się za szczęśliwą, jeśli nie podjadł jej urodzinowych smakołyków, które akurat sobie kupiła. Może wiec i lepiej, że Odile w sumie nie za bardzo przejmowała się swoimi urodzinami. Zdaniem czarownicy naturalny proces starzenia się nie był wart aż takiego świętowania – co innego na przykład osiągnięcie jakiegoś ważnego etapu w życiu albo dokonanie przełomu w nauce. Mimo to doceniała, że bracia pamiętali o niej w tym dniu i wysyłali prezenty. Ona sama również odwdzięczała się, kiedy nachodził czas ich urodzin. Relacja łącząca rodzeństwo Fawley była specyficzna, ale była i Odile nie zamierzała jej zrywać. W głównej mierze dlatego też zdecydowała się przyjść do Mauzoleum: dla braci, nawet jeśli ją wkurzali.
A naprawdę wkurzali.
Miała ochotę odpowiedzieć Odysowi, żeby się nie zesrał. Nie chciała jednak, by ostatnie słowo należało do niego. Zresztą, wiedziała, że jej bliźniak tylko się zgrywa.
– Dziękuję. Nikt nie dba o moją moralność tak, jak moja gorsza połówka. – odpowiedziała z przerysowaną słodyczą w głosie.
Szczerze mówiąc, również najchętniej zabrałaby się od razu za jedzenie (te mięsne paszteciki wyglądały wyśmienicie). Nie była jednak aż tak prostacka jak ojciec, który jak zwykle przejmował się wyłącznie sobą. Twarz Odile wykrzywiła się na widok tego, co wyprawiał ten stary dziad. Szkoda, że nie przetrzymali go dłużej w więzieniu. Wciąż nie mogła się nadziwić, że pomimo wszystkich nielegalnych eksperymentów przeprowadzanych w Mauzoleum, William Fawley zwrócił uwagę brygady dopiero swoimi rozróbami po pijaku. Być może ktoś inteligentniejszy specjalnie sprowokowałby taką sytuację, by wyjść na kogoś nieogarniętego i tym samym osunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Jednak ich ojciec był dokładnie tym, na kogo wyglądał, czyli pijanym cwelem.
Słowa skierowane w Othella dotknęły również Odile. Tak, jej młodszy brat miał tendencję do kwiecistych monologów i tak ona sama nie chciała wysłuchiwać tych dramatyzmów. Lecz sytuacja wyglądała inaczej, kiedy to ona lub Odys nabijali się z brata, a kiedy robił to ojciec. Rozkład sił między rodzeństwem był podobny, a tamten człowiek przez większość życia miał nad nimi przewagę. Odile nie znosiła tego, w jak bezczelny sposób się do nich odnosił. Przez całą wymianę zdań z Othellem starała się zachować kamienną twarz, żeby nie dawać Williamowi satysfakcji, ale potem usłyszała swoje imię. Już przed przyjściem tutaj czuła się poddenerwowana, jednak ten moment prawie wywrócił ją z równowagi (a Odile niemal się to nie zdarzało). Dobrze, jeśli chcesz być najgorszym człowiekiem na świecie, to ja będę godną ciebie córką, pomyślała, szykując się do odpowiedzi.
– Wolałabym słuchać jego pierdolenia, niż twojej gadaniny. – wyrzuciła, wbijając wzrok w starszego mężczyznę. – Matko, spraw, żeby Śmierciożercy nas nie zajebali. Albo żebyśmy my sami nie powybijali się nawzajem. – te słowa oczywiście kierowane były bardziej do mężczyzn przy stole, niż do bogini.
A naprawdę wkurzali.
Miała ochotę odpowiedzieć Odysowi, żeby się nie zesrał. Nie chciała jednak, by ostatnie słowo należało do niego. Zresztą, wiedziała, że jej bliźniak tylko się zgrywa.
– Dziękuję. Nikt nie dba o moją moralność tak, jak moja gorsza połówka. – odpowiedziała z przerysowaną słodyczą w głosie.
Szczerze mówiąc, również najchętniej zabrałaby się od razu za jedzenie (te mięsne paszteciki wyglądały wyśmienicie). Nie była jednak aż tak prostacka jak ojciec, który jak zwykle przejmował się wyłącznie sobą. Twarz Odile wykrzywiła się na widok tego, co wyprawiał ten stary dziad. Szkoda, że nie przetrzymali go dłużej w więzieniu. Wciąż nie mogła się nadziwić, że pomimo wszystkich nielegalnych eksperymentów przeprowadzanych w Mauzoleum, William Fawley zwrócił uwagę brygady dopiero swoimi rozróbami po pijaku. Być może ktoś inteligentniejszy specjalnie sprowokowałby taką sytuację, by wyjść na kogoś nieogarniętego i tym samym osunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Jednak ich ojciec był dokładnie tym, na kogo wyglądał, czyli pijanym cwelem.
Słowa skierowane w Othella dotknęły również Odile. Tak, jej młodszy brat miał tendencję do kwiecistych monologów i tak ona sama nie chciała wysłuchiwać tych dramatyzmów. Lecz sytuacja wyglądała inaczej, kiedy to ona lub Odys nabijali się z brata, a kiedy robił to ojciec. Rozkład sił między rodzeństwem był podobny, a tamten człowiek przez większość życia miał nad nimi przewagę. Odile nie znosiła tego, w jak bezczelny sposób się do nich odnosił. Przez całą wymianę zdań z Othellem starała się zachować kamienną twarz, żeby nie dawać Williamowi satysfakcji, ale potem usłyszała swoje imię. Już przed przyjściem tutaj czuła się poddenerwowana, jednak ten moment prawie wywrócił ją z równowagi (a Odile niemal się to nie zdarzało). Dobrze, jeśli chcesz być najgorszym człowiekiem na świecie, to ja będę godną ciebie córką, pomyślała, szykując się do odpowiedzi.
– Wolałabym słuchać jego pierdolenia, niż twojej gadaniny. – wyrzuciła, wbijając wzrok w starszego mężczyznę. – Matko, spraw, żeby Śmierciożercy nas nie zajebali. Albo żebyśmy my sami nie powybijali się nawzajem. – te słowa oczywiście kierowane były bardziej do mężczyzn przy stole, niż do bogini.