23.07.2026, 23:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2026, 23:16 przez Odile Fawley.)
Może i nie prosiła o wiele, ale najwyraźniej dla ojca nawet stulenie pyska było czymś niemożliwym. Słysząc jego dalsze obelgi, Odile czuła, że gotuje się w niej krew (metaforycznie) a włosy oraz paznokcie zaczynają przybierać czerwonej barwy (dosłownie, ponieważ tak przejawiała się złość u metamorfomagów). Nie przypuszczałaby, że Odys podniesie rękę na ojca, lecz nie zdziwiło jej to; William Fawley w zupełności zasłużył, nawet jeśli nie za dzisiejszy wieczór, to za ostatnie trzydzieści lat.
Wstrzymała oddech, wpatrując się w różdżkę brata. Naprawdę wierzyła, że mu się uda. Że wreszcie odpłacą temu staremu dziadowi za wszystkie upokorzenia, których musieli doświadczyć w jego towarzystwie. Lecz pośród martwych ścian Mauzoleum nie można było żywić nadziei na szczęśliwe zakończenia. Marzenie o odwecie rozpłynęło się tak szybko, jak nieudane zaklęcie Odysa.
Eh czemu się łudziłam, pomyślała, ściskając również własną różdżkę w kieszeni kurtki. Podejrzewała, że zaraz może dojść do dalszych rękoczynów i nie pomyliła się, gdyż wtedy ojciec chwycił za nóż. W chwili zagrożenia nie dało się myśleć systemowo, więc Odile odsunęła na tył głowy wszystkie informacje na temat deeskalacji by dać się ponieść instynktowi. Już unosiła rękę celem rzucenia ofensywnego zaklęcia, ale Othello ją ubiegł.
Parę sekund po rzuceniu zaklęcia przez najmłodszego z Fawleyów dłużyło się niemiłosiernie. Kiedy jednak William zrozumiał, że czar kolejnego z bękartów nie zadziałała, jego twarz groteskowo wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
– Myśleliście, że wy dacie sobie radę ze mną?! – zarechotał. – Jesteście żałosnym ścierwem, cała trójka! – Przybrał pozycję, jakby zamierzał znów rzucić się na któreś z dzieci, ale nie wiedział na które. Ta chwila zawahania wystarczyła, by Odile szybko złapała braci za ręce i – zanim ojciec zorientował się, co zamierzała zrobić – deportowała się z Mauzoleum.
Rodzeństwo wylądowało w jakiejś ciemnej uliczce, tuż koło przepełnionych śmietników. Po krótkiej obserwacji można było się domyślić, że znajdowali się gdzieś w mugolskim Londynie. – Ja pierdolę. – Odile puściła ręce braci i oparła się o ścianę budynku. – Powinnam była też czymś w nim zajebać, ale już nie było czasu. Dobra robota z tymi zaklęciami. – ostatnie zdanie wypowiedziane zostało z przekąsem, ale Fawleyowie mogli wyczuć, że siostra mimo wszystko była zadowolona z ich inicjatywy. – To co, dalej świętujemy Mabon w trójkę? Od razu zastrzegam, że mam pierwszeństwo w wyborze miejsca, bo są moje urodziny. – Czarownica powróciła do swojego neutralnego tonu, co było znakiem, że czuła się już lepiej. – Złoty smok powinien być niedaleko. – Mówiła oczywiście o ulubionej knajpie z chińszczyzną.
Wstrzymała oddech, wpatrując się w różdżkę brata. Naprawdę wierzyła, że mu się uda. Że wreszcie odpłacą temu staremu dziadowi za wszystkie upokorzenia, których musieli doświadczyć w jego towarzystwie. Lecz pośród martwych ścian Mauzoleum nie można było żywić nadziei na szczęśliwe zakończenia. Marzenie o odwecie rozpłynęło się tak szybko, jak nieudane zaklęcie Odysa.
Eh czemu się łudziłam, pomyślała, ściskając również własną różdżkę w kieszeni kurtki. Podejrzewała, że zaraz może dojść do dalszych rękoczynów i nie pomyliła się, gdyż wtedy ojciec chwycił za nóż. W chwili zagrożenia nie dało się myśleć systemowo, więc Odile odsunęła na tył głowy wszystkie informacje na temat deeskalacji by dać się ponieść instynktowi. Już unosiła rękę celem rzucenia ofensywnego zaklęcia, ale Othello ją ubiegł.
Parę sekund po rzuceniu zaklęcia przez najmłodszego z Fawleyów dłużyło się niemiłosiernie. Kiedy jednak William zrozumiał, że czar kolejnego z bękartów nie zadziałała, jego twarz groteskowo wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
– Myśleliście, że wy dacie sobie radę ze mną?! – zarechotał. – Jesteście żałosnym ścierwem, cała trójka! – Przybrał pozycję, jakby zamierzał znów rzucić się na któreś z dzieci, ale nie wiedział na które. Ta chwila zawahania wystarczyła, by Odile szybko złapała braci za ręce i – zanim ojciec zorientował się, co zamierzała zrobić – deportowała się z Mauzoleum.
~*~
Rodzeństwo wylądowało w jakiejś ciemnej uliczce, tuż koło przepełnionych śmietników. Po krótkiej obserwacji można było się domyślić, że znajdowali się gdzieś w mugolskim Londynie. – Ja pierdolę. – Odile puściła ręce braci i oparła się o ścianę budynku. – Powinnam była też czymś w nim zajebać, ale już nie było czasu. Dobra robota z tymi zaklęciami. – ostatnie zdanie wypowiedziane zostało z przekąsem, ale Fawleyowie mogli wyczuć, że siostra mimo wszystko była zadowolona z ich inicjatywy. – To co, dalej świętujemy Mabon w trójkę? Od razu zastrzegam, że mam pierwszeństwo w wyborze miejsca, bo są moje urodziny. – Czarownica powróciła do swojego neutralnego tonu, co było znakiem, że czuła się już lepiej. – Złoty smok powinien być niedaleko. – Mówiła oczywiście o ulubionej knajpie z chińszczyzną.