I właśnie za to ją cholera szanował. Normalna baba to pewnie by go pchnęła w stronę wampira, jak wilkom na pożarcie, co by ochronić swój tyłek i nie zostać zeżartym, a ona tak wojowniczo zaczęła istocie grozić. Na moment przeszła go nawet myśl, że to Asena powinna tego kopa wymierzyć, bo pewnie odniósłaby jakikolwiek skutek, ale było już po ptokach.
Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz, gdy potwor o licu bladym, jak dupa losowego Malfoya, wyszczerzył swe ostre zębiska w pokracznym uśmiechu. Widział krew już nie raz, w lustrze na swojej własnej twarzy na przykład, po kolejnym mordobiciu, ale i tak zrobiło mu się dziwnie niedobrze — najwyraźniej nie przywykł do widoku wanna be Nosferatu wysysającego krew z szyi przypadkowej niewiasty.
Był na szczęście na tyle niewstrząśnięty, by odsunąć się w czasie od różdżki i czarownicy dzierżącej ją w dłoni, zrobił krok w bok, by za chwilę być świadkiem imponujących czarów. Jemu to już całkiem imponowały, bo z transmutacji zawsze był cienki.
Widząc opadające na ziemie dziewczynę, jak prawdziwy Gryfon z dziada, pradziada i jeszcze kilka pokoleń wstecz, chciał się tam rzucić by sprawdzić, czy z nieznajomej zostało coś więcej niż pusty worek na krew, ale na pierwszej pomocy też kompletnie się nie znał. Właściwie to na prawie niczym się nie znał, oprócz żłopania piwska w podrzędnym barze.
Wyjął w końcu i swoją różdżkę, i rzucił na ciało? Kobietę? Prawie zwłoki? Może przyszłego wampira, zaklęcie tarczy, bo mordę i poczwara może miała zaklejoną, ale posiadała jeszcze pazury i ogólnie był chłop-niechłop upiorny.
— Panie wampirze, proszę podnieść ręce do góry, bo jest Pan chyba otoczony. — mówił pewnie siebie, sprawiało mu to niemały problem, bo po pierwsze primo był jeszcze pijany, a po drugie primo był też mentalnie obsrany. No, ale zgrywał bohatera przed niewiastą wiadomo, więc mu nawet brew nie drgnęła czy głos nie zadrżał. Powinien pewnie powiadomić magipały, ale istniało minimalne zagrożenie, że znajdą powód by i jego zgarnąć. Nie było wyjścia, musiał zgrywać odważnego, odważniaka.
No, ale zadziałało, bo w końcu wampir wstał, stary wstał i chyba chciał coś powiedzieć, ale przez te zatkane usta nie mógł. Uniósł ręce do góry, w geście poddania i zaczął coś mruczeć. Billius nie wiedział czy to dlatego, że mu było przyjemnie po ożłopaniu krwią czy może dlatego, że chciał się zacząć przed nimi tłumaczyć. Patrzył na niego próbując zrozumieć o chuj mu chodzi, ale nie rozumiał, więc zdezorientowany popatrzył na swoją towarzyszkę i rzekł.
— Dobra, Asenko, chyba możesz mu odrozpruć te usta.//rzucam na tarczę (rozproszenie)
Sukces!
//mam Zastraszanie I, więc wampir się poddał, bo Billius jest mega straszny
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river