24.07.2026, 17:53 ✶
Nieznajomy pachniał hipnotyzująco, niczym słodka trucizna. Woda kolońska, zapach Émilie bliżej nieznany, ale przyjemnie nieokreślony. I oczywiście papierosowy dym, ostry i niezdrowy. Kobieta potrafiłaby wymienić wszystkie negatywne skutki palenia w pomieszczeniach i wdychania dymu tytoniowego w ogóle. Teraz jednak ta nonszalancja, nawet wobec własnego zdrowia, wydała się jej niebywale seksowna. Poza tym te kości policzkowe, ta obojętność w spojrzeniu, postawa smukłego ciała – wszystko to tworzyło obraz człowieka niemalże niebosko pociągającego. Nic nie szkodzi, że mówił po angielsku, z akcentem rodowitego Londyńczyka. To nawet lepiej, że miała pozostać dla niego jedynie wspomnieniem.
– Och, wybacz – mruknęła doskonałą angielszczyzną okraszoną przyjemnym, francuskim akcentem. – Pytałam, czy kogoś pan oczekuje. Uznałam za niemożliwe, że tak przystojny mężczyzna mógłby przyjść tu bez partnerki. – Jej palce przejechały po oparciu krzesła. – Jeśli natomiast, jakimś cudem, jest pan tu sam, czy pozwoliłbyś mi się przysiąść, monsieur?
Spojrzała na niego spod rzęs. Już dawno upewniła się, że do mężczyzn nie ciągnęło jej jedynie przez fakt rozkosznego łamania społecznych konwenasów. Właściwie to płeć nie obchodziła jej prawie w ogóle. Chodziło o pewne cechy i o pewien całokształt. Wrażenie, jakie ktoś robił. Sama przecież do konceptu płci szczególnie przywiązana nie była i uważała rozróżnianie ludzi po organach rozrodczych za nie tyle płytkie, co najzwyczajniej naukowo niepoprawne. Wiedziała jednak, że ludzie byli szczególnie przywiązani do konceptu, który bardzo łatwo organizował im świat. Kolejna maskarada, znów udawanie. Nie było rady, trzeba było zostać aktorką na scenie życia, a rolę społeczną odgrywać z jak największą przyjemnością, a nawet czasem lekką przesadą.
– Och, wybacz – mruknęła doskonałą angielszczyzną okraszoną przyjemnym, francuskim akcentem. – Pytałam, czy kogoś pan oczekuje. Uznałam za niemożliwe, że tak przystojny mężczyzna mógłby przyjść tu bez partnerki. – Jej palce przejechały po oparciu krzesła. – Jeśli natomiast, jakimś cudem, jest pan tu sam, czy pozwoliłbyś mi się przysiąść, monsieur?
Spojrzała na niego spod rzęs. Już dawno upewniła się, że do mężczyzn nie ciągnęło jej jedynie przez fakt rozkosznego łamania społecznych konwenasów. Właściwie to płeć nie obchodziła jej prawie w ogóle. Chodziło o pewne cechy i o pewien całokształt. Wrażenie, jakie ktoś robił. Sama przecież do konceptu płci szczególnie przywiązana nie była i uważała rozróżnianie ludzi po organach rozrodczych za nie tyle płytkie, co najzwyczajniej naukowo niepoprawne. Wiedziała jednak, że ludzie byli szczególnie przywiązani do konceptu, który bardzo łatwo organizował im świat. Kolejna maskarada, znów udawanie. Nie było rady, trzeba było zostać aktorką na scenie życia, a rolę społeczną odgrywać z jak największą przyjemnością, a nawet czasem lekką przesadą.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.