Tematu rodziny unikał jak ognia w większości przypadków. Nigdy się za bardzo na ten temat nie rozwodził. Stanley nie odpowiedział na pytanie o to czy jest jedynym dzieckiem Anne. Wolał o tym nie mówić… A na pewno nie w tym momencie.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia - przyznał - Nigdy się w takiej sytuacji nie znalazłem… - zmrużył lekko oczy - Nie liczę czasu Hogwartu oczywiście… Ale tam to co innego całkowicie. Tylko takie wiesz… Końskie zaloty… Nic szczególnego - zaczął się powoli uspokajać. Wziął głęboki wdech i wydech, a następnie zaczął się przyglądać dalej.
Stanley akurat zdążył wrócić z winem i zapytać Stelli ile sobie życzy wina - Ale byłaś w szoku wtedy - zaśmiał się - Całkowite zdezorientowanie - poprawił sobie humor. Jednak też potrafił być czasem zaskakujący. I to nie tylko dla innych, a dla samego siebie.
Borgin korzystając z okazji, że Anne wyszła po ciasto, rozpoczął rozmowę z Avery dotyczącą ich postępu. Zrobili mały wywiad aby wybadać jak do tej pory im to wyszło - Mi zawsze dobrze idzie. Powinieneś to zauważyć - zaczął przedrzeźniać Stellę. Zawsze wywoływało to na jego buzi uśmiech. Tak też było tym razem - Oczywiście, że zauważyłem - zapewnił - Wszystko zawsze idealnie. Dopięte na ostatni guzik - kontynuował - Jakbyś miała plan na każdy możliwy scenariusz. Trochę tak zapewne było, że posiadała jakiś chociażby wstępny zarys tego co chciała osiągnąć i w razie czego, szybko go dopasowywała do obecnej sytuacji.
- Całkowita prawda - pokiwał głową z uznaniem na słowa Stelli o tym, że to ona wykonała najgorszą robotę - Gdybyś nie zachowała chłodnej głowy wtedy to nie wiem co by się stało - spojrzał na nią - Ja byłem totalnie sparaliżowany. Zwłaszcza na samym początku. Nie wiem czemu - zaczął przejeżdzać sobie kciukiem po palcach - Może chciałem aby to dobrze wyszło? - rzucił pytanie jakby w eter.
- Tu Cię już nie chciałem trzymać - odparł na słowa Stanleya dotyczące jedzenia tortu i wolności - Nie chciałem też zbytnio przedłużać. Jeszcze bym się znowu zestresował albo jakąś głupotę palnął i cała sprawa by się rypła - przyznał. Lepiej było nie ryzykować w takim momencie. Kto wie co stałoby się później gdyby tak nie postąpili?
Panna Avery zjadła kawałek tortu z Borginami, a następnie podziękowała za spotkanie i ruszyła w kierunku drzwi. Stanley poszedł ją odprowadzić i pożegnać się. Stella musnęła jeszcze jego policzek, a następnie zniknęła w otchłani korytarza - To było miłe - stwierdził przyglądając się całej sytuacji.
- Patrząc na to, że to wspomnienie już się chyba kończy… To zaraz widzimy się na tej uliczce? - zapytał korzystając z okazji kiedy jeszcze nie bolała go głowa.
Nie musiał na to czekać jednak zbyt długo. Kiedy tylko skończył wypowiadać zdanie poczuł jakby ktoś zgniatał mu całą czaszkę. Gehenna powróciła. Stanley zamknął oczy i wyciągnął przed siebie rękę, pokazując, że wszystko w porządku. Mimo, że nie było.
Z każdą chwilą ból zdawał się ustępować. Zacisk na czaszce stawał się coraz lżejszy. Stanley wolał nie ryzykować, ponieważ wiedział, że za chwilę dziewczynka zapali ponownie zapałkę, a oni przeniosą się do innego wspomnienia. Tak się jednak nie stało.
Otworzył oczy i pierwsze co ujrzał to fakt, że znajdował się w ramionach Stelli. Musiała go złapać w momencie kiedy on osuwał się w bólu na ziemię - Dziękuje - spojrzał na nią - Jakbyś mnie nie złapała to bym sobie pewnie nos rozwalił - stanął na nogi, a później przeczeszał jej włosy.
Borgin zaczął się rozglądać wokół w poszukiwaniu tego dziecka, jednak nigdzie wokół go nie było. Rozmyło się. Jakby wcale nie istniało, a to wszystko było tylko wytworem ich wyobraźni - Widzisz gdzieś tę dziewczynkę? - zapytał swojej towarzyszki spoglądając na ziemię na której nie było żadnych spalonych zapałek.
- Dużo się dzisiaj działo - stwierdził - Chodźmy w kierunku Twojego mieszkania zanim ona jeszcze powróci - zaproponował, a następnie ruszył powoli przed siebie.
- W sumie… To cieszę się, że mogliśmy to przeżyć jeszcze raz - zaczął temat - Wiele rzeczy udało się wyjaśnić. Zrozumieć - kontynuował - Dobrze, że też byłaś - puścił jej oczko - Dziękuje - dodał, a następnie poprawił sobie płaszcz. Na całe szczęście nie było tak daleko, a spacerowe tempo wystarczało aby dotrzeć do zaplanowanego miejsca.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972