Asenka pewnie czułaby się odrobinę pod wrażeniem, widząc z jaką odwagą Bilius stał u jej boku, gdyby była w chociaż odrobinę mniej podłym stanie, ale niestety, procenty szumiały w głowie uporczywie i po prawdzie to się odrobinkę sama zdziwiła, że jej to zaklęcie tak pięknie wyszło. Wampir zakneblowany i przez chwilę poczuł falę tryumfu, która szybko opadła, kiedy bezwładne ciało dziewczyny gruchnęło w zaułku. Trudno, taki upadeczek to nie było nic, czego nie załatwiłoby parę eliksirów, a w ogóle to w ogóle nie powinna pozwalać się zaczepiać podejrzanym typom na Nokturnie! O.
Wampir, czując chyba że znajdował się na przegranej pozycji, uniósł ręce ku górze, ale zrobił to opornie. W pierwszej chwili bowiem, wydawał się siłować sam ze sobą, żeby otworzyć zalepiony otwór gębowy. Nie działało, bo i nie miało jak, a po różdżkę najwyraźniej miał za daleko (chociaż Senka nie byłą pewna, czy przypadkiem wampiry nie umiały czarować bez. Niestety, ale nigdy nie zaznajomiła się z ich umiejętnościami wystarczająco).
— Żadne chyba, nie ma chyba, ottoczenie jest! — poprawiła Weasleya, bo nie można było umniejszać sobie w takich sytuacjach. Trzeba było być pewnym, żeby przeciwnik sobie nie pomyślał że ma przewagę, nawet jeśli faktycznie ją miał. — Nie, nie ma żadnego rozpruwania. Ja tobie przypominam, że tu się podziało bezprawie, a tutaj panują zasady ulicy. Nie ma litości! — oznajmiła bojowo, zerkając to na rudego, to na wąpierza, który ewidentnie się trochę oburzył, a przynajmniej tak wnioskowała po jego zwiększonych jękach i próbie gestykulacji. To jednak wychodziło mu jeszcze gorzej, bo starał się wciąż trzymać ręce w górze, mając na uwadze dwie różdżki w niego wycelowane.
— Zrobimy tak — zarządziła, starając się brzmieć groźnie i poważnie, ale słowa ślizgały jej się w ustach. — Bibilius, idź sprawdź czy pani się czuje nie za słabo, a ja dziada będę pilnować, żeby tobie nic nie zrobił.
Blood is rare and sweet as cherry wine