26.07.2026, 19:28 ✶
Émile doskonale znał mieszaninę wyrazów, która zalała oblicze dziennikarza. Widywał to na salonach, w pracy. U pacjentów, u szefostwa, u starszych, a coraz częściej i u młodszych. Otóż był on właśnie oceniany. W głowie dziennikarza z każdą chwilą nabudowywały się nowe warstwy wrażenia. Mulciber żałował, że nie był bardziej wypoczęty. Wtedy na pewno nie pozwoliłby sobie na szczerość. A jednak nocny dyżur robił swoje. Sprawiał, że z każdą chwilą skronie pulsowały mu coraz większym bólem, a oczy trzeba było siłą woli powstrzymać przed zamykaniem się.
– Również witam – odrzekł, wiedząc, że mogłby skwitować to bardziej błyskotliwie. – Jestem pewny, że z czasem przywyknę do tego kraju i będę w stanie w pełni dostrzec jego uroki. Ale owszem, wywodzę się z bocznej gałęzi, a mój ojciec przed mym urodzeniem wyprowadził się do Francji.
Mimo niepokojów społecznych czas zapowiadał się tu dla Émile'a raczej bez fajerwerków. Niebawem miał oficjalnie zaręczyć się z panną Lydią Black, dostał stabilną pracę, wszystko układało się niemal zbyt dobrze. Oczywiście nie dało się nazwać takiego życia ideałem, bowiem Émile szczerze wolałby zostać wiecznym kawalerem i resztę życia spędzić w Paryżu. Każdy jednak miał swe obowiązki. Szanujący się dżentelmen musiał mieć żonę i nie było innej rady.
Zaczęły się pytania o politykę. Émile musiał jakoś wyważyć swoją odpowiedź, nawet jeśli narastała w nim frustracja. Nie spowodowana dziennikarzem, a raczej całym światem, który powstrzymywał go przed powrotem do domu. Jego rodzina rzeczywiście miała konserwatywne poglądy. Słyszał przecież o tym całym teatralnym opuszczeniu Ministerstwa przez sprawę Nobby'ego Leacha. Mężczyzna podejrzewał, że było to raczej czysto performatywne ze strony Mulciberów. Wyraz ich świętego sprzeciwu, który zrobił z nich jedynie pośmiewisko. Rodzinę, na której wspomnienie marszczyło się brwi.
– Zapoznałem się z hasłami głoszonymi przez zwolenników zachowania czystości krwi. Oczywiście dawny, tradycyjny porządek byłby lepszy niż chaos, który panuje w waszym Ministerstwie i legislaturze, to na pewno. Jedyne plotki, które słyszałem o działaniach Ministry Magii to te o jej kochankach – rzekł z większym przekąsem niż zamierzał. – Jednak uważam, że dążenie do wprowadzenia tradycyjnego porządku drogą rewolucji to, przepraszam pana bardzo, cyrk. Brak spójności i rozsądku. Te tendencje oczywiście nie wynikają znikąd. Kiedy przyjechałem do Anglii byłem wprost zszokowany brakiem jakiejkolwiek instytucji uniwersyteckich. Całe szczęście Święty Mung prowadzi nauki. Ale w innych dziedzinach wszyscy badacze to co najwyżej amatorzy, kształceni przez innych hobbystów, którym może czasem płacicie. Czystość krwi to rzecz drugorzędna, choć uważam, że w waszym systemie osoby wywodzące się z rodzin mugolskich nigdy nie będą w stanie się wykształcić na tyle, by w pełni poznać specyfikę czarodziejskiej polityki. Kontaminacja kulturą mugolską spowoduje jeszcze większy chaos. Choć niewykształconym elitom też nie powinno się powierzać władzy.
Rozkręcił się. Frustracja spowodowana nocnym dyżurem wybuchła w potoku słów. A najgorsze, że Émile dobrze się czuł z tym, czego potem miał żałować.
– Uważam zresztą, że to właśnie najmądrzejsi powinni rządzić krajem. Grono najwybitniejszych badaczy z różnych dziedzin powinno zaprojektować system jak najbardziej spójny, oświecony i bliski ludzkiej naturze – dodał po chwili. – Jeśli zaś chodzi o czystokrwistych zagranicznych arystokratów, nie potrafię stwierdzić, jak w rzeczywistości sprawy wyglądają, gdyż moje nazwisko jest angielskie. A i Delacourowie, rodzina mojej matki, znani są w tych stronach. Istnienie arystokracji lokalnej zapewnia jednak bytowanie zamkniętej elicie, w której prędzej może wykształcić się odpowiednie środowisko intelektualne niż w demokratycznym amalgamacie, gdzie nikt nie wie, jakie miejsce ma zająć w społeczeństwie.
– Również witam – odrzekł, wiedząc, że mogłby skwitować to bardziej błyskotliwie. – Jestem pewny, że z czasem przywyknę do tego kraju i będę w stanie w pełni dostrzec jego uroki. Ale owszem, wywodzę się z bocznej gałęzi, a mój ojciec przed mym urodzeniem wyprowadził się do Francji.
Mimo niepokojów społecznych czas zapowiadał się tu dla Émile'a raczej bez fajerwerków. Niebawem miał oficjalnie zaręczyć się z panną Lydią Black, dostał stabilną pracę, wszystko układało się niemal zbyt dobrze. Oczywiście nie dało się nazwać takiego życia ideałem, bowiem Émile szczerze wolałby zostać wiecznym kawalerem i resztę życia spędzić w Paryżu. Każdy jednak miał swe obowiązki. Szanujący się dżentelmen musiał mieć żonę i nie było innej rady.
Zaczęły się pytania o politykę. Émile musiał jakoś wyważyć swoją odpowiedź, nawet jeśli narastała w nim frustracja. Nie spowodowana dziennikarzem, a raczej całym światem, który powstrzymywał go przed powrotem do domu. Jego rodzina rzeczywiście miała konserwatywne poglądy. Słyszał przecież o tym całym teatralnym opuszczeniu Ministerstwa przez sprawę Nobby'ego Leacha. Mężczyzna podejrzewał, że było to raczej czysto performatywne ze strony Mulciberów. Wyraz ich świętego sprzeciwu, który zrobił z nich jedynie pośmiewisko. Rodzinę, na której wspomnienie marszczyło się brwi.
– Zapoznałem się z hasłami głoszonymi przez zwolenników zachowania czystości krwi. Oczywiście dawny, tradycyjny porządek byłby lepszy niż chaos, który panuje w waszym Ministerstwie i legislaturze, to na pewno. Jedyne plotki, które słyszałem o działaniach Ministry Magii to te o jej kochankach – rzekł z większym przekąsem niż zamierzał. – Jednak uważam, że dążenie do wprowadzenia tradycyjnego porządku drogą rewolucji to, przepraszam pana bardzo, cyrk. Brak spójności i rozsądku. Te tendencje oczywiście nie wynikają znikąd. Kiedy przyjechałem do Anglii byłem wprost zszokowany brakiem jakiejkolwiek instytucji uniwersyteckich. Całe szczęście Święty Mung prowadzi nauki. Ale w innych dziedzinach wszyscy badacze to co najwyżej amatorzy, kształceni przez innych hobbystów, którym może czasem płacicie. Czystość krwi to rzecz drugorzędna, choć uważam, że w waszym systemie osoby wywodzące się z rodzin mugolskich nigdy nie będą w stanie się wykształcić na tyle, by w pełni poznać specyfikę czarodziejskiej polityki. Kontaminacja kulturą mugolską spowoduje jeszcze większy chaos. Choć niewykształconym elitom też nie powinno się powierzać władzy.
Rozkręcił się. Frustracja spowodowana nocnym dyżurem wybuchła w potoku słów. A najgorsze, że Émile dobrze się czuł z tym, czego potem miał żałować.
– Uważam zresztą, że to właśnie najmądrzejsi powinni rządzić krajem. Grono najwybitniejszych badaczy z różnych dziedzin powinno zaprojektować system jak najbardziej spójny, oświecony i bliski ludzkiej naturze – dodał po chwili. – Jeśli zaś chodzi o czystokrwistych zagranicznych arystokratów, nie potrafię stwierdzić, jak w rzeczywistości sprawy wyglądają, gdyż moje nazwisko jest angielskie. A i Delacourowie, rodzina mojej matki, znani są w tych stronach. Istnienie arystokracji lokalnej zapewnia jednak bytowanie zamkniętej elicie, w której prędzej może wykształcić się odpowiednie środowisko intelektualne niż w demokratycznym amalgamacie, gdzie nikt nie wie, jakie miejsce ma zająć w społeczeństwie.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.