28.07.2026, 10:05 ✶
Zenek skrobał już łyżką o dno miski, gdy mignęła mu przed oczami pożerająca pajdę chleba Nico. Przejmujący był to widok. Kły rozrywały ścięgna na strzępy. Ze środka tryskały krople tłuszczu. Puree wylewało się z paszczy bestii. Prosto do brzucha. Pozbawiona nogi gęś mogła tylko patrzeć, jak bestia szarpie i konsumuje jej członki. Coś, co kiedyś należało tylko do niej. Baphomet zagryzała wszystko pajdą chleba.
Gęsi została tylko jedna noga. Zenek chwycił za miskę, na której dnie i tak pozostawały ostatnie krople. Wychłeptał, co było. Odstawił ze szczękiem szkła. Otarł usta jeżykami turlającymi jabłka. Zalał usta haustem wina, które ledwo zapiekło mu przełyk. A potem wstał i chwycił za metalowy szpikulec, co leżał przy talerzu pieczeni.
Ostre końce przez sekundę świsnęły w powietrzu. Wokoło rozbiegły się szczuroszczety. Każdy chwytał, co mógł. Woody chwycił najtłustszego. Keyleth poderwała się na nogi, by nimi dowodzić, niby to Mojżesz. Lewis zionął przekleństwami. Asena jadła zupę. A Zenek zatopił szpikulec w mięsiwie nogi pieczeni.
Pociągnął za mięso, odrywając nogę z cielska. Tłuszcz pociekł na talerz. Nogę Zenek przełożył na swój własny, ten spod miski do zupy. Z aromatem gęsi pod nosem, wrócił z powrotem na swoje miejsce.
— Myśleliście kiedyś o tym? Jak smakują naplety? — dołożył trzy grosze do dyskusji. — Pieczone naplety.
Nóżka na niego spoglądała i mrugała oczkiem, aj, aj, aj. Mocno ścisnął rękojeść szpikulca.
Gęsi została tylko jedna noga. Zenek chwycił za miskę, na której dnie i tak pozostawały ostatnie krople. Wychłeptał, co było. Odstawił ze szczękiem szkła. Otarł usta jeżykami turlającymi jabłka. Zalał usta haustem wina, które ledwo zapiekło mu przełyk. A potem wstał i chwycił za metalowy szpikulec, co leżał przy talerzu pieczeni.
Ostre końce przez sekundę świsnęły w powietrzu. Wokoło rozbiegły się szczuroszczety. Każdy chwytał, co mógł. Woody chwycił najtłustszego. Keyleth poderwała się na nogi, by nimi dowodzić, niby to Mojżesz. Lewis zionął przekleństwami. Asena jadła zupę. A Zenek zatopił szpikulec w mięsiwie nogi pieczeni.
Pociągnął za mięso, odrywając nogę z cielska. Tłuszcz pociekł na talerz. Nogę Zenek przełożył na swój własny, ten spod miski do zupy. Z aromatem gęsi pod nosem, wrócił z powrotem na swoje miejsce.
— Myśleliście kiedyś o tym? Jak smakują naplety? — dołożył trzy grosze do dyskusji. — Pieczone naplety.
Nóżka na niego spoglądała i mrugała oczkiem, aj, aj, aj. Mocno ścisnął rękojeść szpikulca.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.