31.07.2026, 09:37 ✶
— Hmm… Może łatwiej wydaje się osądy w sprawie religijnych ekstremistów niż biednych bojowników, którzy chcą tylko i wyłącznie utrzymać tradycyjne wartości i moralność w mocy — odparł, pozwalając, aby jad sarkazmu rozlał się po jego języku. — A może to po prostu kolejna oznaka tego, że szczęście nam nie sprzyja.
I nawet największa machina biurokratyczna w tym kraju musi być przeciwko nam, dokończył w myślach Longbottom, starając się stłumić ciężkie westchnienie rodzące się w jego piersi. Walka ze Śmierciożercami była wystarczająca trudna bez dodatkowych kłód rzucanych im pod nogi przez Ministerstwo Magii. Z drugiej jednak strony, gdyby zaczęli otwarcie zacząć żądać zmiany podejścia do tej sprawy, to kto wie, czy nie ściągnęliby na siebie jeszcze większej uwagi?
Skrzywił się na tę myśl. W ich obecnym położeniu na pewno w niczym by to nie pomogło. Pomimo tego, że Erik skupił na sobie uwagę publiki przez wywiad po ataku na Beltane, to koniec końców oberwało się nie tylko jemu. Fakt, poskutkowało to tym, że zapewne to jemu przyjdzie dokonać nieco bardziej drastycznej zmiany w życiu, ale czy uchronił jednocześnie krewnych przed jakimikolwiek konsekwencjami? A może po prostu byli następni w kolejce do odstrzału, gdy na nowo rozgorzeją plotki na temat ich rodu?
— Chyba, że by nie wiedzieli o tym, że pochodzą z nieoficjalnych źródeł — podsunął Erik, bardziej dla kontynuowania wymiany myśli niż w imię walki o wprowadzenie tego jakże niewinnego planu w życie. — Twoja doba i tak wydaje się już oscylować w okolicy jakichś trzydziestu dwóch godzin. Parę uśmiechów i odgarnięcie kosmyka włosów za ucho na pewno sprawi, że dowództwo uwierzy w jakieś… nowe… przydatne… pasje, którymi do tej pory nie zawracałaś sobie głowy.
Nie znał drugiej takiej osoby jak ona. To jest kogoś, kto potrafił zorganizować swój kalendarz na tyle dokładnie, że wyciskał z niego dosłownie każdą wolną minutę. Czasem zdarzało mu się zastanawiać, czy przypadkiem Brenna nie weszła w tajną komitywę z wujem Morfeuszem, żeby zyskać dostęp do zmieniacza czasu, jednak… To chyba był po prostu jej naturalny talent. Z rodzaju tych, którym po prostu należało oddać pokłon.
Nawet on by uwierzył, gdyby siostra podczas odprawy w dzień Samhain oświadczyła zespołowi, że zdołała przygotować zestaw magicznych pułapek. Jakim cudem? Bo udawało jej się wygospodarować parę minut dziennie przed pójściem spać, aby móc przewertować podręczniki z zakresu magi-techniki, a w przerwach lunchowych słuchała audycji radiowych z najtęższymi umysłami z tej dziedziny. Po prostu pokiwałby z uznaniem głową. Bo jak nie ona, to kto byłby zdolny do tak dobrego zarządzania swoim czasem?
— Cóż, wiem, że potrafisz o siebie zadbać — mruknął z lekkim uśmiechem na ustach. — Nie dasz się stłamsić pierwszemu facecikowi z brzegu. Co najwyżej sama go zdominujesz. Chociaż Millie może potrzebować jakiegoś dodatkowego dowodu na to, że ma z miejsca nie iść ci na pomoc.
I nawet największa machina biurokratyczna w tym kraju musi być przeciwko nam, dokończył w myślach Longbottom, starając się stłumić ciężkie westchnienie rodzące się w jego piersi. Walka ze Śmierciożercami była wystarczająca trudna bez dodatkowych kłód rzucanych im pod nogi przez Ministerstwo Magii. Z drugiej jednak strony, gdyby zaczęli otwarcie zacząć żądać zmiany podejścia do tej sprawy, to kto wie, czy nie ściągnęliby na siebie jeszcze większej uwagi?
Skrzywił się na tę myśl. W ich obecnym położeniu na pewno w niczym by to nie pomogło. Pomimo tego, że Erik skupił na sobie uwagę publiki przez wywiad po ataku na Beltane, to koniec końców oberwało się nie tylko jemu. Fakt, poskutkowało to tym, że zapewne to jemu przyjdzie dokonać nieco bardziej drastycznej zmiany w życiu, ale czy uchronił jednocześnie krewnych przed jakimikolwiek konsekwencjami? A może po prostu byli następni w kolejce do odstrzału, gdy na nowo rozgorzeją plotki na temat ich rodu?
— Chyba, że by nie wiedzieli o tym, że pochodzą z nieoficjalnych źródeł — podsunął Erik, bardziej dla kontynuowania wymiany myśli niż w imię walki o wprowadzenie tego jakże niewinnego planu w życie. — Twoja doba i tak wydaje się już oscylować w okolicy jakichś trzydziestu dwóch godzin. Parę uśmiechów i odgarnięcie kosmyka włosów za ucho na pewno sprawi, że dowództwo uwierzy w jakieś… nowe… przydatne… pasje, którymi do tej pory nie zawracałaś sobie głowy.
Nie znał drugiej takiej osoby jak ona. To jest kogoś, kto potrafił zorganizować swój kalendarz na tyle dokładnie, że wyciskał z niego dosłownie każdą wolną minutę. Czasem zdarzało mu się zastanawiać, czy przypadkiem Brenna nie weszła w tajną komitywę z wujem Morfeuszem, żeby zyskać dostęp do zmieniacza czasu, jednak… To chyba był po prostu jej naturalny talent. Z rodzaju tych, którym po prostu należało oddać pokłon.
Nawet on by uwierzył, gdyby siostra podczas odprawy w dzień Samhain oświadczyła zespołowi, że zdołała przygotować zestaw magicznych pułapek. Jakim cudem? Bo udawało jej się wygospodarować parę minut dziennie przed pójściem spać, aby móc przewertować podręczniki z zakresu magi-techniki, a w przerwach lunchowych słuchała audycji radiowych z najtęższymi umysłami z tej dziedziny. Po prostu pokiwałby z uznaniem głową. Bo jak nie ona, to kto byłby zdolny do tak dobrego zarządzania swoim czasem?
— Cóż, wiem, że potrafisz o siebie zadbać — mruknął z lekkim uśmiechem na ustach. — Nie dasz się stłamsić pierwszemu facecikowi z brzegu. Co najwyżej sama go zdominujesz. Chociaż Millie może potrzebować jakiegoś dodatkowego dowodu na to, że ma z miejsca nie iść ci na pomoc.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞