02.08.2026, 12:29 ✶
Zdążył odzyskać panowanie nad sobą, kiedy zaczerpnął świeżego powietrza. Na dobrą sprawę oddech nie był mu potrzebny — od dawna pozostawał jedynie odruchem dawnego człowieczeństwa, którego ciało uparcie nie chciało zapomnieć. Tego wieczoru jednak służył czemuś jeszcze innemu. (Prawdziwa elegancja polegała przecież nad tym, aby nikt nigdy nie dostrzegł, jak wiele wysiłku kosztowało ujarzmienie braku instynktów, prawda?)
— Nigdy nie jesteś za wcześnie. To ja pozwoliłem sobie na chwilę… roztargnienia — było to kłamstwo. Jedno z wielu, które przez lata praktyki prawniczej nauczył się wypowiadać swobodnie. — Przeciwnie. Gdybyś pojawiła się godzinę później, musiałbym uznać to za osobistą zniewagę wobec sztuki, a tego, jak zapewne wiesz, nie wybaczam łatwo — tym razem mówił już szczerze, gdy obserwował ją przez krótką chwilę, jak jej spojrzenie przesuwało się po wnętrzu salonu z dziecięcym zachwytem, którego nigdy nie udało jej się całkowicie ukryć pod profesjonalizmem kustoszki.
Wampir podszedł bliżej. Dla przypadkowego obserwatora byłby to jedynie przejaw dobrego wychowania francuskiego arystokraty. W rzeczywistości była to starannie odmierzona odległość — granica, której nie zamierzał przekroczyć. Z tej perspektywy nadal słyszał jej serce.
Równy, spokojny rytm. Niepokojąco żywy.
— Gdybym chciał podważyć twoją wiedzę, Astorio, sięgnąłbym po sztukę bizantyjską. Jest znacznie okrutniejsza dla historyków niż dla kolekcjonerów — na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Podążył wzrokiem za nią ku obrazowi. — W istocie, to nowy nabytek. Wisi tu od paru dni. Anonim. Przynajmniej oficjalnie. W rzeczywistości wyszedł spod pędzla pewnego francuskiego czarodzieja, który większą część życia spędził, fałszując dzieła swoich bardziej utalentowanych przyjaciół. Paradoksalnie dopiero po śmierci odkryto, że najlepszym obrazem, jaki stworzył, był ten podpisany cudzym nazwiskiem.
Powinien wskazać różnice w fakturze farby, zwrócić uwagę na sposób prowadzenia pędzla, zaprosić ją do tej intelektualnej gry, którą oboje tak cenili.
Dłonie ukrył za plecami. Palce zacisnęły się mocniej na skórzanych rękawiczkach. Jeden krok. Tylko tyle dzieliło go od ciepła bijącego od jej szyi. Gustaw odwrócił się dopiero, gdy wspomniała o dokumentach.
— Oczywiście. Później zajmiemy się podpisami, ale najpierw obrazy. Zgadzam się bez wahania. Ja… Miałem lepsze dni, dziękuję za troskę.
— Nigdy nie jesteś za wcześnie. To ja pozwoliłem sobie na chwilę… roztargnienia — było to kłamstwo. Jedno z wielu, które przez lata praktyki prawniczej nauczył się wypowiadać swobodnie. — Przeciwnie. Gdybyś pojawiła się godzinę później, musiałbym uznać to za osobistą zniewagę wobec sztuki, a tego, jak zapewne wiesz, nie wybaczam łatwo — tym razem mówił już szczerze, gdy obserwował ją przez krótką chwilę, jak jej spojrzenie przesuwało się po wnętrzu salonu z dziecięcym zachwytem, którego nigdy nie udało jej się całkowicie ukryć pod profesjonalizmem kustoszki.
Wampir podszedł bliżej. Dla przypadkowego obserwatora byłby to jedynie przejaw dobrego wychowania francuskiego arystokraty. W rzeczywistości była to starannie odmierzona odległość — granica, której nie zamierzał przekroczyć. Z tej perspektywy nadal słyszał jej serce.
Równy, spokojny rytm. Niepokojąco żywy.
— Gdybym chciał podważyć twoją wiedzę, Astorio, sięgnąłbym po sztukę bizantyjską. Jest znacznie okrutniejsza dla historyków niż dla kolekcjonerów — na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Podążył wzrokiem za nią ku obrazowi. — W istocie, to nowy nabytek. Wisi tu od paru dni. Anonim. Przynajmniej oficjalnie. W rzeczywistości wyszedł spod pędzla pewnego francuskiego czarodzieja, który większą część życia spędził, fałszując dzieła swoich bardziej utalentowanych przyjaciół. Paradoksalnie dopiero po śmierci odkryto, że najlepszym obrazem, jaki stworzył, był ten podpisany cudzym nazwiskiem.
Powinien wskazać różnice w fakturze farby, zwrócić uwagę na sposób prowadzenia pędzla, zaprosić ją do tej intelektualnej gry, którą oboje tak cenili.
Dłonie ukrył za plecami. Palce zacisnęły się mocniej na skórzanych rękawiczkach. Jeden krok. Tylko tyle dzieliło go od ciepła bijącego od jej szyi. Gustaw odwrócił się dopiero, gdy wspomniała o dokumentach.
— Oczywiście. Później zajmiemy się podpisami, ale najpierw obrazy. Zgadzam się bez wahania. Ja… Miałem lepsze dni, dziękuję za troskę.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw