03.08.2026, 16:26 ✶
Takie były uroki hazardu. Podbijało się stawkę, a potem druga strona dorzucała złote monetki i mówiła sprawdzam.
Szczerość Ceolsige rozbroiła Urd na ósmą część sekundy, czego oczywiście rezolutna potomkini babki selki nie zamierzała po sobie pokazywać, bo i nie do takich gier robiła najsłodszą minkę świata. Czego nie dało się ukryć to fakt, że rzuciła w stronę Brynji kontrolne spojrzenie, bo absolutnie nie takiej odpowiedzi spodziewała się po ich prześlicznej kuzyneczce, a już na pewno NIE WTEDY gdy Brynja znajdowała się w tym samym pomieszczeniu i była bardzo świadoma toczącej się rozmowy.
Nie zmieniało to faktu, że mimo ewidentnego negliżu zrobiło jej się bardzo gorąco, więc odebrała siostrzyczce butelkę i rozlała wino w sposób ostateczny, łamiąc przy tym każde serce szanującego się degustatora - butelka powędrowała w kosz, a wypełnione po brzegi szkła do rąk trzech zebranych gracji.
Nie zamierzała znajdować sobie ubrania, przynajmniej nie od razu, w ramach buntu przeciwko zrządzeniom losu, które ogniskowały się właśnie im nad głowami. Zamiast tego pociągnęła zdrowo alkoholu i wyszczerzyła się zawadiacko.
– Oj tam od razu duchy, które rozwiązały język, nie poświęcaj za dużo myśli tym kuzynowskim przepychankom. – rzuciła lekko Bryndzy, bo nie była pewna, czy chciała tę rozmowę przeprowadzić akurat dzisiaj. Nie były kuzynkami, nie szło to za krwią, nawet jeśli od strony formalnej wyglądało to nader jednoznacznie. – Ale racja, o co chodzi z tymi pytaniami? Nawdychałaś się oparów z rozbitej fiolki veritaserum? – cóż… to by wiele tłumaczyło. – Mi możesz nałożyć tak przy okazji… – zwróciła się jeszcze do siostry, odstawiając swoją brzytwę, którą się chwytała jako tonący porcję winka i finalnie decydując się na znalezienie jakiegoś okrycia wierzchniego, nawet jeśli patrząc na minę Ceo, mogłaby narzucić na siebie jutowy worek i nie polepszyłoby to jej sytuacji ani o jotę. W gruncie rzeczy jej serduszko zacisnęło się myślą, że Ceolsige rzeczywiście podczas tej wycieczki do Włoch się za nią stęskniła. Albo bardzo ją przycisnęło i chciałaby w o wiele aktywniejszy sposób spędzić ich następne wyjście. Albo oba. Z dna cudzej szafy wyrwala lekko zmęczoną życiem białą koronkową sukienkę, którą mogła z łatwością przerzucić przez głowę. Nie miała jej na sobie z tysiąc lat, ale gwarantowałoby to jej całkiem neutralny, niewinny wygląd. Jeśli ktokolwiek w tym pokoju mógłby uwierzyć w taką… maskaradę.
Szczerość Ceolsige rozbroiła Urd na ósmą część sekundy, czego oczywiście rezolutna potomkini babki selki nie zamierzała po sobie pokazywać, bo i nie do takich gier robiła najsłodszą minkę świata. Czego nie dało się ukryć to fakt, że rzuciła w stronę Brynji kontrolne spojrzenie, bo absolutnie nie takiej odpowiedzi spodziewała się po ich prześlicznej kuzyneczce, a już na pewno NIE WTEDY gdy Brynja znajdowała się w tym samym pomieszczeniu i była bardzo świadoma toczącej się rozmowy.
Nie zmieniało to faktu, że mimo ewidentnego negliżu zrobiło jej się bardzo gorąco, więc odebrała siostrzyczce butelkę i rozlała wino w sposób ostateczny, łamiąc przy tym każde serce szanującego się degustatora - butelka powędrowała w kosz, a wypełnione po brzegi szkła do rąk trzech zebranych gracji.
Nie zamierzała znajdować sobie ubrania, przynajmniej nie od razu, w ramach buntu przeciwko zrządzeniom losu, które ogniskowały się właśnie im nad głowami. Zamiast tego pociągnęła zdrowo alkoholu i wyszczerzyła się zawadiacko.
– Oj tam od razu duchy, które rozwiązały język, nie poświęcaj za dużo myśli tym kuzynowskim przepychankom. – rzuciła lekko Bryndzy, bo nie była pewna, czy chciała tę rozmowę przeprowadzić akurat dzisiaj. Nie były kuzynkami, nie szło to za krwią, nawet jeśli od strony formalnej wyglądało to nader jednoznacznie. – Ale racja, o co chodzi z tymi pytaniami? Nawdychałaś się oparów z rozbitej fiolki veritaserum? – cóż… to by wiele tłumaczyło. – Mi możesz nałożyć tak przy okazji… – zwróciła się jeszcze do siostry, odstawiając swoją brzytwę, którą się chwytała jako tonący porcję winka i finalnie decydując się na znalezienie jakiegoś okrycia wierzchniego, nawet jeśli patrząc na minę Ceo, mogłaby narzucić na siebie jutowy worek i nie polepszyłoby to jej sytuacji ani o jotę. W gruncie rzeczy jej serduszko zacisnęło się myślą, że Ceolsige rzeczywiście podczas tej wycieczki do Włoch się za nią stęskniła. Albo bardzo ją przycisnęło i chciałaby w o wiele aktywniejszy sposób spędzić ich następne wyjście. Albo oba. Z dna cudzej szafy wyrwala lekko zmęczoną życiem białą koronkową sukienkę, którą mogła z łatwością przerzucić przez głowę. Nie miała jej na sobie z tysiąc lat, ale gwarantowałoby to jej całkiem neutralny, niewinny wygląd. Jeśli ktokolwiek w tym pokoju mógłby uwierzyć w taką… maskaradę.