Senka nieco zjeżyła się w sobie niby na tę paniusię, ale tak naprawdę oburzyła ją dostępność samej lukrecji na straganie. Okropieństwo, bezbożność, tak w ogóle nie powinno się prowadzić biznesu. Było coś nieprawidłowego w tym, jak to wyglądało i smakowało, a do tego nawet odrobinka magii nie była w stanie uratować całego doświadczenia. Skrzywiła się więc wyraźnie, na teatralność sprzedawcy.
— Niestety, proszę pana, młodzież ma rację. Sugeruję zwiększyć asortyment na przyszłość — oznajmiła z pewną wyższością, na co mężczyzna wyraźnie się obruszył, nadął niczym te śmieszne rybki, ale cokolwiek miał na to do powiedzenia, zginęło to za plecami Greyback i Nico, dodatkowo pochłonięte przez odgłosy tłumu. Pomaszerowały żwawo dalej, rozglądając się dookoła, a przynajmniej głowa wilkołaczycy skakała to w jedną, to w drugą stronę, obserwując wszelkie dziwy i ciekawostki. Dużo się nie napatrzyła, bo zaraz znalazło się stoisko z pluszakami. Pełno na nim było wypchanych zwierzątek, które przy odrobinie znajomości bestiariusza, można było dopasować do bardziej popularnych gatunków.
— I jeszcze jakieś jednorożce, smoki czy psidwaki też widzę. No, niewątpliwie znasz się na magicznych stworzeniach, to ci mogę przyznać. Szkoda, że nie mają szczuroszczetów. A może mają? Dawaj, przebieramy je, bo jak jest to możemy dobrać do kolekcji — zachęciła młodą, samej pochylając się nad wystawionymi zwierzątkami. — Wyobraź sobie te wszystkie żarciki, jakie by można z nimi zrobić.
Blood is rare and sweet as cherry wine