05.08.2026, 14:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2026, 13:15 przez Millie Moody.)
Zdarzało się to jej z rzadka, bo kurwa przecież teleportowała się po całej Anglii, robiąc rzeczy dla Zakonu czy dla Morpheusa, czy nawet chociażby przecież dla siebie, kiedy chciała sprawdzić czy wszystko jest ok u ludzi na których jej zależało.
Tak jak teraz.
Mdłości jednak brały górę nad wszystkim, a Moody w przypływie mózgu (niezbyt częste zjawisko) wyciągnęła gumkę z kieszeni i pospiesznie zrobiła sobie kitkę tak na wszelki wypadek.
I gdyby nie fakt, że absolutnie nie miała daru jasnowidzenia, a jedynie bardzo dobrze wytrenowane wróżbiarstwo, to poklepałaby się po ramieniu za ten moment przezorności, bo gdy tylko drzwi się otworzyły, właściwie nie zwróciła uwagi na to kto jej otwierał, a z wdzięcznością przyjęła wiadro i odsunęła się trochę w głąb mieszkania, żeby aż tak nie psuć dnia ludziom, którzy musieli tego słuchać. Wystarczy że jej dzień właśnie przez to srogo się zjebał.
– Kurwa sorka Olivka, na prawdę nie wiem co mnie tak tepnęło, normalnie tak… ej Ty nie jesteś Livką… – zmrużyła oczy przypatrując się twarzy nieznajomego, ale szybko połączyła kropki – Ty musisz być Tristan prawda! Pamiętam Cię z lammas, razem prowadziliście stoisko? – Na Lammas dużo się działo, ale gdzieśtam Moody odbijała się między straganami i cóż, dziewczynę która odbiła jej chłopaka miała na radarze. – Gdzie jest Twoja lepsza połowa? Przyniosłam Wam trochę fantów. I sorry, za to otwarcie… ee… zaraz eksmituje te rzygi na drugi koniec galaktyki – obiecała, nie będąc za bardzo zawstydzoną, ale w sumie nigdy wcześniej nie mieli okazji pogadać. Zaraz potem zmrużyła oczy. Nie mieli okazji? – Ej, nie, my się chyba znamy? – Majaczyła jej w głowie twarz. Ostatecznie wielokrotnie wpadała do biura aurorów, aby zobaczyć się z Alkiem czy Cainem, albo żeby powkurwiać Atreusa. Albo oba. Tymczasem oni, być może nie mieli okazji razem pracować ale… – Tristan? Tristan Ward? – Walnęła się w czoło, reagując dość spontanicznie tak, że prawie zawartość wiadra poleciałaby na podłoge – No tak kurwa, że też nie skojarzyła. Jestem Millie, siostra Alka, to w sumie mieszkanie mojej ciotki. Albo ee... wujka… – finalnie sieć mieszkań Moodych miała to do siebie, że po troche mieszkania były wszystkich i niczyje.
Tak jak teraz.
Mdłości jednak brały górę nad wszystkim, a Moody w przypływie mózgu (niezbyt częste zjawisko) wyciągnęła gumkę z kieszeni i pospiesznie zrobiła sobie kitkę tak na wszelki wypadek.
I gdyby nie fakt, że absolutnie nie miała daru jasnowidzenia, a jedynie bardzo dobrze wytrenowane wróżbiarstwo, to poklepałaby się po ramieniu za ten moment przezorności, bo gdy tylko drzwi się otworzyły, właściwie nie zwróciła uwagi na to kto jej otwierał, a z wdzięcznością przyjęła wiadro i odsunęła się trochę w głąb mieszkania, żeby aż tak nie psuć dnia ludziom, którzy musieli tego słuchać. Wystarczy że jej dzień właśnie przez to srogo się zjebał.
– Kurwa sorka Olivka, na prawdę nie wiem co mnie tak tepnęło, normalnie tak… ej Ty nie jesteś Livką… – zmrużyła oczy przypatrując się twarzy nieznajomego, ale szybko połączyła kropki – Ty musisz być Tristan prawda! Pamiętam Cię z lammas, razem prowadziliście stoisko? – Na Lammas dużo się działo, ale gdzieśtam Moody odbijała się między straganami i cóż, dziewczynę która odbiła jej chłopaka miała na radarze. – Gdzie jest Twoja lepsza połowa? Przyniosłam Wam trochę fantów. I sorry, za to otwarcie… ee… zaraz eksmituje te rzygi na drugi koniec galaktyki – obiecała, nie będąc za bardzo zawstydzoną, ale w sumie nigdy wcześniej nie mieli okazji pogadać. Zaraz potem zmrużyła oczy. Nie mieli okazji? – Ej, nie, my się chyba znamy? – Majaczyła jej w głowie twarz. Ostatecznie wielokrotnie wpadała do biura aurorów, aby zobaczyć się z Alkiem czy Cainem, albo żeby powkurwiać Atreusa. Albo oba. Tymczasem oni, być może nie mieli okazji razem pracować ale… – Tristan? Tristan Ward? – Walnęła się w czoło, reagując dość spontanicznie tak, że prawie zawartość wiadra poleciałaby na podłoge – No tak kurwa, że też nie skojarzyła. Jestem Millie, siostra Alka, to w sumie mieszkanie mojej ciotki. Albo ee... wujka… – finalnie sieć mieszkań Moodych miała to do siebie, że po troche mieszkania były wszystkich i niczyje.