— Lepszego, albo chociaż drugiego takiego, nie ma na całym Nokturnie — dodała, idąc w ślady za zachwalaniem Tarpaulina, jednocześnie mieszając łyżką w nalanej zupie. Była pyszna, ale to akurat nie było żadnym zdziwieniem, bo nie przypominała sobie sytuacji, w której jedzenie gotowane przez Lewisa byłoby niesmacznie. Zawsze stawał na wysokości zadania i nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że w kwestii jedzeniowej był zwyczajnie fenomenalny. Najlepszym chyba komplementem, było zachowanie Keyleth, która wciągała wszystko aż jej się uszy trzęsły (albo jakby jej nikt nie karmił w Rejwachu).
Atak szczuroszczetów został przez nią w pewien sposób zignorowany. Bezwłosa armia nie stanowiła jej zdaniem zagrożenia dla talerza, kręcąc się między nogami w grupie i z zainteresowaniem wyciągając noski wyżej i wyżej, podchwytując tym samym smakowite zapachy. Senka zerkała jednak co jakiś czas w ich kierunku, a w szczególności już tego, którego sobie Tarp złapał na kolana, gotowa skarcić za ewentualne dokarmianie.
— Pewnie wystarczyłoby iść spróbować obciągnąć pierwszemu lepszego obdartusowi w zaułu i miałbyś całą paletę smakową — rzuciła w kierunku Zenka, który postanowił rozważać smaki jakie nieść mogła nieść za sobą skóra z napletka. W tym czasie doskrobała łyżką do końca zupy i odstawiła ją na bok, zabierając się również za pieczeń i nakładając sobie nieco na talerz w towarzystwie ziemniaków.
Blood is rare and sweet as cherry wine