07.08.2026, 08:59 ✶
Mogła przewidzieć, że ta jedna butelka cydru na specjalne okazje nie wystarczy. Kolacja nie była bogata, ale miała w sobie tyle serca, że Urd wyszła po Wielką Dolewką lżejsza o kilka funtów, bo unosiła się w powietrzu ze szczęścia, że zdecydowała się na ten dość ryzykowny krok bardzo szybkiego dotarcia do Brynji.
Londyn prezentował się całkiem beznadziejnie, ale nie zapamiętała go dużo lepiej. Zdecydowanie lubowała się w posiadłościach położonych nad brzegiem morza, a tu… tu trudno było mówić o elegancji i zapachu świeżej bryzy. Nie miało to jednak znaczenia, skoro mały rozkoszny serek wybrał sobie właśnie to miejsce na swoje stacjonowanie, tak też zdecydowała Urd, póki wiatr znad Morza Północnego nie przegoni jej gdzieś indziej.
Chciała załatwić to szybko, złapać butelkę, może dwie i pospiesznie wrócić do siostry, gdy jej oczy ściągnął stragan z szatami przeganiającymi wszelkie straszliwości gnębiące umysł. Oczywiście sam koncept wyśmiała, bo nie straszne był jej duchy (ostatecznie jej specjalizacja, ale i słodka niewiedza klątw jakie krążyły wśród ludzi nękanych upiorami Spalonej Nocy). Magiczne owoce ususzone w popiele – mały, drewniany koszyczek wypełniony czarnymi węgielkami, które okazywały się całkiem niezłe w smaku i miały wspierać aktywności dnia następnego. Urd nie cierpiała na bezsenność (aczkolwiek dopytała sprzedawcy, czy ma może też coś wzmacnianego na leczenie kaca), ale lubiła zbierać różne śmieszne fanty, bo kto wie kiedy mogły się przydać. Zwykle wiodła dość przygodowe życie, lubiła ryzyko i wsadzanie nosa w przegrane sprawy, toteż garść spalonych dopalaczy mógł się okazać bardziej niż przydatny.
Zaopatrzona w swoje zakupy, podśpiewując pod nosem wróciła do mieszkanka Brynji, by dalej świętować prawdopodobnie najlepsze w swoim życiu Mabon.
Londyn prezentował się całkiem beznadziejnie, ale nie zapamiętała go dużo lepiej. Zdecydowanie lubowała się w posiadłościach położonych nad brzegiem morza, a tu… tu trudno było mówić o elegancji i zapachu świeżej bryzy. Nie miało to jednak znaczenia, skoro mały rozkoszny serek wybrał sobie właśnie to miejsce na swoje stacjonowanie, tak też zdecydowała Urd, póki wiatr znad Morza Północnego nie przegoni jej gdzieś indziej.
Chciała załatwić to szybko, złapać butelkę, może dwie i pospiesznie wrócić do siostry, gdy jej oczy ściągnął stragan z szatami przeganiającymi wszelkie straszliwości gnębiące umysł. Oczywiście sam koncept wyśmiała, bo nie straszne był jej duchy (ostatecznie jej specjalizacja, ale i słodka niewiedza klątw jakie krążyły wśród ludzi nękanych upiorami Spalonej Nocy). Magiczne owoce ususzone w popiele – mały, drewniany koszyczek wypełniony czarnymi węgielkami, które okazywały się całkiem niezłe w smaku i miały wspierać aktywności dnia następnego. Urd nie cierpiała na bezsenność (aczkolwiek dopytała sprzedawcy, czy ma może też coś wzmacnianego na leczenie kaca), ale lubiła zbierać różne śmieszne fanty, bo kto wie kiedy mogły się przydać. Zwykle wiodła dość przygodowe życie, lubiła ryzyko i wsadzanie nosa w przegrane sprawy, toteż garść spalonych dopalaczy mógł się okazać bardziej niż przydatny.
Zaopatrzona w swoje zakupy, podśpiewując pod nosem wróciła do mieszkanka Brynji, by dalej świętować prawdopodobnie najlepsze w swoim życiu Mabon.
Postać opuszcza sesję