Quidditchem była gotowa interesować jedynie z jednego powodu – uwielbienia do sportu bliźniaka, w którym chęć rywalizacji wrzała nieomal; prawdopodobnie dlatego obstawiał zakłady, tętnił życiem gdy ktokolwiek wspomniał o podniebnych roszadach i z rozognionym spojrzeniem wodził wzrokiem po zawodnikach obecnych drużyn. Wiedziała, jak wiele go kosztuje obracanie się wśród osób, które wciąż tkały swoje niebiańskie kariery, podczas gdy jemu przypadła funkcja urzędnicza. Możliwe, iż się w niej odnajdował; możliwe, że nie stanowiła bolesnego ciernia u boku – nade wszystko jednak nie była w stanie zastąpić prawdziwej, gorejącej w nim pasji.
Prawdopodobnie dlatego Nott był mu niemiły.
Jej z kolei wciąż w pamięci stygły niczym wosk wspomnienia jego ust, ciepłych dłoni i głębin niezbadanych zawierających się w wejrzeniu. Nie chciała go widzieć, wykreśliła go ze swojego życia sakramentalnie, obiecując samej sobie, iż nigdy nie wróci w jego ramiona – szło jej to nieźle, póki co miała ochotę jedynie splunąć mu na te wypastowane, eleganckie buty.
– Bardzo dobrze. Oby… – zamilkła, szukając właściwego imienia – …Steven – a jednak pudło! – zajął się nim należycie. Oby był męczący – spuentowała, aby po chwili błysnąć niewinnym uśmiechem ku Cynthii.
– Nie życzę Nottowi źle. Po prostu mógłby kiedyś spaść z tej miotły – rzekła. – Nie zapłakałabym – podsumowała, ponownie wbijając wzrok nieprzejednanych tęczówek w towarzyszkę.
Obróciła w palcach kulkę zawierającą pierścionek.
– Wymiana zatem – rzekła, wymieniając się kulistymi opakowaniami z zawartością.
Otworzywszy swoją, parsknęła śmiechem nieznacznie, a szeroki uśmiech malujący się na obliczu o piegowatej siateczce, poszerzył się niepewnie.
– Och, mamy ten sam pierścionek. To na swój sposób urocze, nie sądzisz? – zabrzmiała retoryką, wsuwając biżuterię na palec.
Niebieski kamień mienił się niczym sama przejrzysta woda morska, odbijająca refleksy języków światła. W porę dostrzegła jego specjalny efekt w postaci błękitu motyli okraszających ją tak długo, jak ten dzierżyła na palcu.
– To lepsze niż oświadczyny – stwierdziła, przywdziewając ponownie filuterny uśmiech.
Wziąwszy Cynthię pod rękę, ruszyła z nią na polanę, na której miały zostać plecione wianki.