07.08.2026, 23:19 ✶
"Że razem… no" było najdoskonalszym doprecyzowaniem tego co się obecnie działo i Milles w przeciwieństwie do czarnowidztwa Thomasa widziała nadchodzącą przyszłość w innych barwach. Dusznych i migoczących tańcem spalanych świec w pokoju w którym ktoś bardzo prędko będzie musiał nałożyć po powrocie runy wyciszające.
Bardzo.
Prędko.
Na razie leniwie wodziła po skórze głowy " p r z y j a c i e l a " myśląc sobie jak mało wie o Bottcie jej drugi " p r z y j a c i e l ". Łagodny pomruk dobił się z piersi i przez moment pokokosiła się na miękkiej jesiennej trawi z pozoru szukając lepszego ułożenia choć trudno było o lepsze.
Mogłaby… tak… umrzeć…
Nie miałaby nic przeciwko. Ta chwila była warta wieczności.
Nagle coś jednak ją tchnęło i zamiast podążyć za leniwą stróżką słów, jebnęła Thomasa przez ten głupi łeb. Nie żeby boleśnie, ale tak by poczuł jej irytacje.
– EJ to ja byłam ziemią, a Ty wodą młotku! Co mnie nie poprawiasz! – prychnęła, szybko powracając do splatania palców z czarnymi kędziorkami i kładąc ponownie głowę na poduszce z niczego. – Szczerze mówiąc ledwie co pamiętam, poza tym, że Księżycowy Staw tym razem nie próbował mnie utopić, tylko przytulił i powiedział że będzie mnie ochraniać, a potem się okazało, że to Tommy. Ot, taka ciekawostka ćpuńska. Z resztą… Liszek jako powietrze? Nie wiem czy się nie obrazi, ale na pocieszenie w kartach powietrze to karta żelaznego miecza rozsądku. I potężnego kutasa. – Dodała lekko. – Tak tak Liszek, wiedz, że oczekiwania wobec Ciebie są wysokie. – prychnęła, nie zastanawiając się zbytnio nad tym czy wypada czy nie wypada. Zasadniczo, jej mózg wyparował gdy się całowali. Nie na samym początku, ale później, gdy nagle się okazało, że nie tylko ona jest zachłanną dziwką. Westchnęła ciężko. Do wieczora zostało tysiąc godzin. Do momentu kiedy wszyscy zasną dwa tysiące.
Bardzo.
Prędko.
Na razie leniwie wodziła po skórze głowy " p r z y j a c i e l a " myśląc sobie jak mało wie o Bottcie jej drugi " p r z y j a c i e l ". Łagodny pomruk dobił się z piersi i przez moment pokokosiła się na miękkiej jesiennej trawi z pozoru szukając lepszego ułożenia choć trudno było o lepsze.
Mogłaby… tak… umrzeć…
Nie miałaby nic przeciwko. Ta chwila była warta wieczności.
Nagle coś jednak ją tchnęło i zamiast podążyć za leniwą stróżką słów, jebnęła Thomasa przez ten głupi łeb. Nie żeby boleśnie, ale tak by poczuł jej irytacje.
– EJ to ja byłam ziemią, a Ty wodą młotku! Co mnie nie poprawiasz! – prychnęła, szybko powracając do splatania palców z czarnymi kędziorkami i kładąc ponownie głowę na poduszce z niczego. – Szczerze mówiąc ledwie co pamiętam, poza tym, że Księżycowy Staw tym razem nie próbował mnie utopić, tylko przytulił i powiedział że będzie mnie ochraniać, a potem się okazało, że to Tommy. Ot, taka ciekawostka ćpuńska. Z resztą… Liszek jako powietrze? Nie wiem czy się nie obrazi, ale na pocieszenie w kartach powietrze to karta żelaznego miecza rozsądku. I potężnego kutasa. – Dodała lekko. – Tak tak Liszek, wiedz, że oczekiwania wobec Ciebie są wysokie. – prychnęła, nie zastanawiając się zbytnio nad tym czy wypada czy nie wypada. Zasadniczo, jej mózg wyparował gdy się całowali. Nie na samym początku, ale później, gdy nagle się okazało, że nie tylko ona jest zachłanną dziwką. Westchnęła ciężko. Do wieczora zostało tysiąc godzin. Do momentu kiedy wszyscy zasną dwa tysiące.