08.08.2026, 20:47 ✶
Owszem jego pozycja już na czas rozmowy była diablo swobodna. Zamiast siedzieć za biurkiem, aby ex catedra wygłaszać swoje mądrości, półdupkiem przysiadł na biurku, a przez to, że wskazał Emilowi krzesło przed sobą, żeby mógł spokojnie usiąść na czas konsultacji, siłą rzeczy patrzył nań z góry. Jak sęp na małego niewinnego, nieopierzonego pisklaka.
Prychnął rozbawiony na "pana profesora" bo tak na prawdę nigdy nie zależało mu na jakiejkolwiek akademickiej karierze, ale chyba rzeczywiście ta banda bufonów kazała się tak tytułować całej gromadce tych, którzy chcieli bufonami dopiero zostać. Kiedy zaś padł w całości temat pracy zaśmiał się już całkiem dosłownie wspierając się na jednej ręce, gdy aż głowę odchylił do tyłu, zupełnie jakby Mulciber opowiedział mu najświeższą, najbardziej tłustą i absurdalną plotkę z akademii.
– To by była doskonała praca. W całości do śmieci z miejsca chłopcze, nie wiedziałem, że chcesz oblać ten semestr i to akurat u mnie! – głowa powróciła do "normalnego" stanu, gdyby tylko nie była tak swobodnie przechylona, gdy rozbawiony wykładowca obserwował dalej swoją ofiarę, nieprzerwanie się uśmiechając i eksponując pakiet wampirzego uzębienia. Ciężko mu nie było myśleć o tym jak banalne do zaliczenia byłoby dla początkującego studencika przejście jego przedmiotu. Palce zastukały kilkukrotnie o blat, choć nie było to w żadnej mierze zaproszenie, nawet jeśli oczyma wyobraźni dokonywał przyspieszonej analizy możliwości smakowych. Młodziutki, śliczniutki, kto wie może jeszcze dziewiczy, choć w tym kraju dziewice kończyły się najprawdopodobniej szybciej niż profiterolki latem. Mulciber… czy nie było to angielskie nazwisko? Jedyna wada, łatwa do zapomnienia na ten krótki moment, gdy dostałby wkład młodzika w swoje "zaliczenie" przedmiotu.
– Czyścić trzeba i czyścić się powinno. Trzeba to robić skutecznie, z wprawą i nade wszystko precyzją. Ale o tym z tego co pamiętam kazano mówić mi już z ludźmi, którzy robią magipsychiatryczną specjalizację, czyli… zakładam, nie z Tobą petit poussin. – Sięgnął po odrobinę merytoryki, nim głęboko wciągnął powietrze tracąc z pozoru dość gwałtownie zainteresowanie cała rozmową. – Do zmiany. Przyjdź następnym razem z innym tematem – warknął w ten sam sposób, jak rozpoczęła się ich rozmowa, siedząc wciąż na stole sięgnął po dokumenty i udawał że je przegląda. Był to oczywisty blamaż, ale czego nienawidził to uzdrowicieli, którzy się wahali. Zakładał, że lepiej odsiewać ziarno od plew możliwie prędko. Lekarz powinien umieć walczyć o pacjenta. Jakim lekarzem być może w przyszłości okaże się Mulciber? Młodzik mógł o tym nie wiedzieć, ale prawdziwy sąd na jego temat odbywał się w głowie de la Rochefoucauld'a właśnie teraz. Oczywiście, jego racjonalność i profesjonalizm mógł być banalnie zagłuszony krwią. Cóż mógł jednak poradzić, że ktoś podjął decyzję o zatrudnieniu go w pełni świadomy jego natury i płynnej diety właściwej tejże?
Prychnął rozbawiony na "pana profesora" bo tak na prawdę nigdy nie zależało mu na jakiejkolwiek akademickiej karierze, ale chyba rzeczywiście ta banda bufonów kazała się tak tytułować całej gromadce tych, którzy chcieli bufonami dopiero zostać. Kiedy zaś padł w całości temat pracy zaśmiał się już całkiem dosłownie wspierając się na jednej ręce, gdy aż głowę odchylił do tyłu, zupełnie jakby Mulciber opowiedział mu najświeższą, najbardziej tłustą i absurdalną plotkę z akademii.
– To by była doskonała praca. W całości do śmieci z miejsca chłopcze, nie wiedziałem, że chcesz oblać ten semestr i to akurat u mnie! – głowa powróciła do "normalnego" stanu, gdyby tylko nie była tak swobodnie przechylona, gdy rozbawiony wykładowca obserwował dalej swoją ofiarę, nieprzerwanie się uśmiechając i eksponując pakiet wampirzego uzębienia. Ciężko mu nie było myśleć o tym jak banalne do zaliczenia byłoby dla początkującego studencika przejście jego przedmiotu. Palce zastukały kilkukrotnie o blat, choć nie było to w żadnej mierze zaproszenie, nawet jeśli oczyma wyobraźni dokonywał przyspieszonej analizy możliwości smakowych. Młodziutki, śliczniutki, kto wie może jeszcze dziewiczy, choć w tym kraju dziewice kończyły się najprawdopodobniej szybciej niż profiterolki latem. Mulciber… czy nie było to angielskie nazwisko? Jedyna wada, łatwa do zapomnienia na ten krótki moment, gdy dostałby wkład młodzika w swoje "zaliczenie" przedmiotu.
– Czyścić trzeba i czyścić się powinno. Trzeba to robić skutecznie, z wprawą i nade wszystko precyzją. Ale o tym z tego co pamiętam kazano mówić mi już z ludźmi, którzy robią magipsychiatryczną specjalizację, czyli… zakładam, nie z Tobą petit poussin. – Sięgnął po odrobinę merytoryki, nim głęboko wciągnął powietrze tracąc z pozoru dość gwałtownie zainteresowanie cała rozmową. – Do zmiany. Przyjdź następnym razem z innym tematem – warknął w ten sam sposób, jak rozpoczęła się ich rozmowa, siedząc wciąż na stole sięgnął po dokumenty i udawał że je przegląda. Był to oczywisty blamaż, ale czego nienawidził to uzdrowicieli, którzy się wahali. Zakładał, że lepiej odsiewać ziarno od plew możliwie prędko. Lekarz powinien umieć walczyć o pacjenta. Jakim lekarzem być może w przyszłości okaże się Mulciber? Młodzik mógł o tym nie wiedzieć, ale prawdziwy sąd na jego temat odbywał się w głowie de la Rochefoucauld'a właśnie teraz. Oczywiście, jego racjonalność i profesjonalizm mógł być banalnie zagłuszony krwią. Cóż mógł jednak poradzić, że ktoś podjął decyzję o zatrudnieniu go w pełni świadomy jego natury i płynnej diety właściwej tejże?