09.08.2026, 01:55 ✶
Bolało. Bolało. Oj naprawdę bolało.
Bolało ją lewe ramię. Bolała ja starta do krwi zewnątrza strona nogi i wszystkie inne zadrapania, nawet jeśli kontuzje zostały już skutecznie załatane przez obecną tutaj magimedyczkę, a eliksir przeciwbólowy powoli zaczynał działać.
A przecież jej obrażenia to i tak było nic w porównaniu z tym, co się przytrafiło Ceolsige. Dlatego Hestia siedziała grzecznie na kanapie, przebrana w wygodniejsze spodenki i luźną koszulkę i po prostu próbowała dzielnie nie marudzić. No i cieszyła się, że obok niej był Henry, który na całe szczęście nie krwawił, a jego kości wydawały się być na miejscu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Ugh… To była jakaś masakra. Wielki potwór złączony z kobiet, ryb i macek – mówiła chłopakowi, chociaż prawdę mówiąc nie był to pierwszy raz podczas ich rozmowy, kiedy o tym wspomniała. – A i tak najgorsze było to, że…
W tym momencie dołączyła do nich Ceolsige i Hestia nie wiedziała, czy ruszyć starszej koleżance na pomoc, czy jednak zaufać, że Burke poradzi sobie sama. Wybrała trzecią sekretną opcję, jaką było zaczerwienienie się, włącznie z jej paznokciami, kiedy Ceolsige nazwała ją i Henry'ego gołąbeczkami. A najgorsze było to, że chyba… Chyba… Istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że chyba chciała porozmawiać później z Ceolsige, uznając ją chyba za wzór dorosłości, o tym, że gdyby czystoteoretycznie, chciałaby zaprosić kogoś na… spotkanie we dwójkę, to jak mogłaby to zrobić, tak aby nie wyszło głupio. Ale może to były tylko dziwne myśli wywołane eliksirami i zmęczeniem. Chyba.
– U mnie wszystko dobrze. Tylko trochę krwi. A ty? Jak ty się czujesz?
Przełkneła ślinę i spojrzała na Henry'ego.
– Właśnie? Co się działo, gdy byliśmy pod ziemią? Może… Widziałeś tamtą mafię?
Bolało ją lewe ramię. Bolała ja starta do krwi zewnątrza strona nogi i wszystkie inne zadrapania, nawet jeśli kontuzje zostały już skutecznie załatane przez obecną tutaj magimedyczkę, a eliksir przeciwbólowy powoli zaczynał działać.
A przecież jej obrażenia to i tak było nic w porównaniu z tym, co się przytrafiło Ceolsige. Dlatego Hestia siedziała grzecznie na kanapie, przebrana w wygodniejsze spodenki i luźną koszulkę i po prostu próbowała dzielnie nie marudzić. No i cieszyła się, że obok niej był Henry, który na całe szczęście nie krwawił, a jego kości wydawały się być na miejscu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Ugh… To była jakaś masakra. Wielki potwór złączony z kobiet, ryb i macek – mówiła chłopakowi, chociaż prawdę mówiąc nie był to pierwszy raz podczas ich rozmowy, kiedy o tym wspomniała. – A i tak najgorsze było to, że…
W tym momencie dołączyła do nich Ceolsige i Hestia nie wiedziała, czy ruszyć starszej koleżance na pomoc, czy jednak zaufać, że Burke poradzi sobie sama. Wybrała trzecią sekretną opcję, jaką było zaczerwienienie się, włącznie z jej paznokciami, kiedy Ceolsige nazwała ją i Henry'ego gołąbeczkami. A najgorsze było to, że chyba… Chyba… Istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że chyba chciała porozmawiać później z Ceolsige, uznając ją chyba za wzór dorosłości, o tym, że gdyby czystoteoretycznie, chciałaby zaprosić kogoś na… spotkanie we dwójkę, to jak mogłaby to zrobić, tak aby nie wyszło głupio. Ale może to były tylko dziwne myśli wywołane eliksirami i zmęczeniem. Chyba.
– U mnie wszystko dobrze. Tylko trochę krwi. A ty? Jak ty się czujesz?
Przełkneła ślinę i spojrzała na Henry'ego.
– Właśnie? Co się działo, gdy byliśmy pod ziemią? Może… Widziałeś tamtą mafię?