09.08.2026, 08:03 ✶
Gest zakończył się porażką, a to wybiło go z rytmu jeszcze bardziej. Rozejrzał się wokół, zmarszczył brwi. Brakowało mu czasu na wyrysowanie sobie w wyobraźni wszystkiego, co musieli zrobić, żeby przeżyć, ale najwyraźniej nie zabrakło mu go na cofnięcie się do kuchni. Podniósł jakiś czysty, pocięty materiał i zwilżył go, żeby mu przynajmniej obmyć twarz z tej krwi.
Kiedy się przed Zenkiem znalazł, wyglądał spokojniej, niż kiedy znikał za framugą.
– Nie dmuchaj – pokręcił głową dla podkreślenia, że to nie był dobry pomysł. Nie mogli sobie pozwolić na to, żeby zaczął teraz krwawić mocniej.
Uniósł ten materiał w górę i zaczął go nim obmywać. Robił to delikatnie, a przynajmniej na tyle delikatnie, jak bardzo mógł robić to ktoś jego pokroju, bo przecież człowiekiem delikatnym nie był, o czym krzyczały nawet te palce – szorstkie, brudne, pogryzione. Wiecznie się kaleczył, raził prądem, wylewał na skórę dziadostwa, które nie chciały schodzić. Troskę znów przykrywało skupienie. Miał na rozluźnienie wiele opowieści o tym, jak ktoś mu dał w gębę i spuchł dwa razy mocniej. Chyba nawet z kilka razy on i Waughy zbierali go z podłogi, ale ciężko mu było to wspomnienie w całości przypomnieć, a i… nie oszukując się, nikłą była szansa na to, że by je z siebie teraz wydusił. Zamiast tego oceniał uszkodzenia. Właściwie, to nie było aż tak źle, jak myślał. Czubek nosa był zarysowany od zewnątrz, to nie kość przebiła skórę, ale… była teraz ułożona tak krzywo, że nawet on to wyczuł. Przygryzł wargę. Jeszcze raz rzucił spojrzeniem za okno, po czym chwycił jego ręce i ułożył je na swojej kurtce, tak żeby Zenek mógł się go mocno złapać.
Szmata opadła na podłogę, a on znów uniósł ręce w górę i stało się coś niebezpiecznego – ta troska wróciła, ale wraz z nią nie wróciły słowa. Zamiast tego Crow ułożył swoje palce na jego twarzy tak, żeby za moment wypchnąć kość na miejsce. Nie czekał na zgodę. Czekał na zaprzeczenie, ale kiedy się nie pojawiło, to jednym zdecydowanym i silnym ruchem nacisnął kciukami i palcami wskazującymi w stronę środka. Bolesne chrupnięcie uznał za dopuszczalny dźwięk. Krzyk lub ujadanie – nie. Więc jeśli krzyk się pojawiły, błyskawicznie zatkał mu usta własnymi.
@Zenon Kozioł
Kiedy się przed Zenkiem znalazł, wyglądał spokojniej, niż kiedy znikał za framugą.
– Nie dmuchaj – pokręcił głową dla podkreślenia, że to nie był dobry pomysł. Nie mogli sobie pozwolić na to, żeby zaczął teraz krwawić mocniej.
Uniósł ten materiał w górę i zaczął go nim obmywać. Robił to delikatnie, a przynajmniej na tyle delikatnie, jak bardzo mógł robić to ktoś jego pokroju, bo przecież człowiekiem delikatnym nie był, o czym krzyczały nawet te palce – szorstkie, brudne, pogryzione. Wiecznie się kaleczył, raził prądem, wylewał na skórę dziadostwa, które nie chciały schodzić. Troskę znów przykrywało skupienie. Miał na rozluźnienie wiele opowieści o tym, jak ktoś mu dał w gębę i spuchł dwa razy mocniej. Chyba nawet z kilka razy on i Waughy zbierali go z podłogi, ale ciężko mu było to wspomnienie w całości przypomnieć, a i… nie oszukując się, nikłą była szansa na to, że by je z siebie teraz wydusił. Zamiast tego oceniał uszkodzenia. Właściwie, to nie było aż tak źle, jak myślał. Czubek nosa był zarysowany od zewnątrz, to nie kość przebiła skórę, ale… była teraz ułożona tak krzywo, że nawet on to wyczuł. Przygryzł wargę. Jeszcze raz rzucił spojrzeniem za okno, po czym chwycił jego ręce i ułożył je na swojej kurtce, tak żeby Zenek mógł się go mocno złapać.
Szmata opadła na podłogę, a on znów uniósł ręce w górę i stało się coś niebezpiecznego – ta troska wróciła, ale wraz z nią nie wróciły słowa. Zamiast tego Crow ułożył swoje palce na jego twarzy tak, żeby za moment wypchnąć kość na miejsce. Nie czekał na zgodę. Czekał na zaprzeczenie, ale kiedy się nie pojawiło, to jednym zdecydowanym i silnym ruchem nacisnął kciukami i palcami wskazującymi w stronę środka. Bolesne chrupnięcie uznał za dopuszczalny dźwięk. Krzyk lub ujadanie – nie. Więc jeśli krzyk się pojawiły, błyskawicznie zatkał mu usta własnymi.
@Zenon Kozioł
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.