09.08.2026, 09:47 ✶
Jessie chyba nie chciał się zastanawiać, jak bardzo inne były relacje między ich odpowiednikami w tym świecie. Chyba nie miał ochoty dowiadywać się, że ktoś jeszcze kogoś nienawidzi, albo, gorzej, ktoś nie żyje. Nawet jeśli nie były to osoby, z którymi Jessie będzie mógł się spotkać za na przykład, tydzień, albo o których będzie z kimś rozmawiać, byłoby niezwykle niewłaściwe i przygnębiające żyć z myślą, że ta osoba nie żyła. W innym świecie i innej wersji siebie, ale jednak.
Pewnie powinien powiedzieć coś w stylu "Nie jest aż tak źle. Zobaczysz, znajdziemy rozwiązanie i niedługo wrócimy do domu", ale sam jeszcze chwilę temu się denerwował, że rozwiązanie, które pozwoliło mu wrócić do domu ostatnim razem, mogło tutaj nie zadziałać, a poza tym, to chyba nie było to, czego Electra potrzebowała. A nie chciał jej denerwować - nie bardziej niż była już denerwowana. Więc tak, wszystko było zjebane i musieli zacząć szukać rozwiązania. Raczej nie powinni łazić po domu, skoro Jessie zdenerwował gospodarza (nie czuł się z tym jakoś specjalnie źle), więc gdyby wpadli na niego przypadkiem w którejś części domu, mogłoby się to nie skończyć dobrze. Wyjście z domu nie brzmiało, jak dobry pomysł, skoro nie znali tego świata i nie mieli pojęcia, jak inni ludzie mogliby zareagować na ich widok, a poza tym, jeśli tu Anthony był wampirem, to pytanie brzmiało, ilu innych krwiopijców chodziło sobie nocami po pobliskich ulicach. Raczej nie powinni tak ryzykować.
Westchnął cicho - on też chciał już wrócić do domu - ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, został pociągnięty przez dziewczynę i ciche "Huh" wyrwało mu się, kiedy zobaczył, gdzie Electra zmierzała. Czy Electra chciała…
Tak, chciała. I to zrobiła. To nie było może najbardziej spektakularne rozwiązanie, ale było tak proste, że można było poczuć się głupio, że się na nie nie wpadło. Z drugiej strony, najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązania pierwsze wypadały z głowy. Jessie walnął głową w lustro zaraz po Electrze.
-Auć - mruknął, masując czoło. - Tak, to brzmi, jak lepsze rozwiązanie, niż bieganie za kluczem.
Rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy walnięcie czołem w lustro faktycznie sprowadziło ich do domu.
Pewnie powinien powiedzieć coś w stylu "Nie jest aż tak źle. Zobaczysz, znajdziemy rozwiązanie i niedługo wrócimy do domu", ale sam jeszcze chwilę temu się denerwował, że rozwiązanie, które pozwoliło mu wrócić do domu ostatnim razem, mogło tutaj nie zadziałać, a poza tym, to chyba nie było to, czego Electra potrzebowała. A nie chciał jej denerwować - nie bardziej niż była już denerwowana. Więc tak, wszystko było zjebane i musieli zacząć szukać rozwiązania. Raczej nie powinni łazić po domu, skoro Jessie zdenerwował gospodarza (nie czuł się z tym jakoś specjalnie źle), więc gdyby wpadli na niego przypadkiem w którejś części domu, mogłoby się to nie skończyć dobrze. Wyjście z domu nie brzmiało, jak dobry pomysł, skoro nie znali tego świata i nie mieli pojęcia, jak inni ludzie mogliby zareagować na ich widok, a poza tym, jeśli tu Anthony był wampirem, to pytanie brzmiało, ilu innych krwiopijców chodziło sobie nocami po pobliskich ulicach. Raczej nie powinni tak ryzykować.
Westchnął cicho - on też chciał już wrócić do domu - ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, został pociągnięty przez dziewczynę i ciche "Huh" wyrwało mu się, kiedy zobaczył, gdzie Electra zmierzała. Czy Electra chciała…
Tak, chciała. I to zrobiła. To nie było może najbardziej spektakularne rozwiązanie, ale było tak proste, że można było poczuć się głupio, że się na nie nie wpadło. Z drugiej strony, najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązania pierwsze wypadały z głowy. Jessie walnął głową w lustro zaraz po Electrze.
-Auć - mruknął, masując czoło. - Tak, to brzmi, jak lepsze rozwiązanie, niż bieganie za kluczem.
Rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy walnięcie czołem w lustro faktycznie sprowadziło ich do domu.