Czuł, że jest trochę na przegranej pozycji i nie może Asenie powiedzieć nie. Dalej był obsrany i ten wampir, nawet z zatkanymi ustami wydawał się mu straszny. No, ale przecież łamaczem klątw był! I to całkiem niezłym. Czasem. Najczęściej zupełnym przypadkiem. Ale nie takie potwory w swoim życiu widział, nie? Jedna z potwór to mu nawet żebra kiedyś pogruchotała, jak się z jej mieszkania ulotnił zbyt wcześnie i ukradkiem, przed wspólnym śniadaniem i jej pobudką. Więc ruszył do przodu, chociaż nie do końca pewnie, ale trudno było ocenić czy to przez te procenty czy może przez ogólne obsranie i strach, jaki ciągle, gdzieś głęboko, nawet jeśli obiecywał sobie, że wcale go nie czuje, czuł.
Najgorzej, że on się nie znał zupełnie na leczeniu. Opuścił tarczę i nachylił się nad nią i, że idiotą był, a po procentach to już całkowicie, dźgnął ofiarę wampira, końcówką swej magicznej różdżki (ale nie tej co ją nosił w spodniach, hehe). I co on niby powinien robić dalej? Może dźgnąć ją w okolicy żeber? To zbudziłoby każdego, on sam miał w tym miejscu niesamowite łaskotki, wiec mówił na podstawie własnych doświadczeń. Nic się nie stało.
Rozejrzał się po zaułku, zupełnie zdezorientowany, w tych otaczających ich murowanych cegłach i obszczanych zaułkach szukając jakiegokolwiek rozwiązania, ale nic nie znalazł. W końcu, bo nie miał żadnego innego pomysłu, pizdnął jej w twarz z liścia, takiego ocudzacza, tak jak i jemu koledzy wielokrotnie pizgali, gdy trzeba go było nagle otrzeźwieć. I kurwa nic się nie stało. Spojrzał na jej klatkę, na trupiobladą cerę i szukał cechy, która dałaby mu jasno znać, że ona żyje i nie odfrunęła na wieczność, by latać w chmurach z aniołkami. Klatka piersiowa kobiety się nie podnosiła, położył dłoń na jej czole, a to było przerażająco zimne.
Spojrzał na Asene, na swoją ulubioną Asenę spojrzał i z wielkim trudem, bo przykro mu się zrobiło, że ktoś tak skończył — wyssany z calutkiej krwi na śmierć, rzucił głosem, takim pełnym emocji i takiego smutku szczerego.
— Asena, chyba powinniśmy zawiadomić aurorów. On ją wyssał do ostatniej kropli, kurwa. — Bill wyprostował się, jak struna i w jednej chwili zrobił się poważny. Cała ta wesołość, którą czuł z powodu upojenia alkoholowego wyparowała. Zostało tylko współczucie i smutek, bo to była czyjaś córka. Może i matka i żona? To był człowiek, który nie zasłużył na taki los.
W tych całych emocjach znów wymierzył cios i znów był to brzuch wampira. Tym razem nie powstrzymywał się, wsadził w to całą swą niechęć i obrzydzenie i nienawiść do istoty, która od tak, odebrała komuś życie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zastanawiał się czy może, jakby zareagowali trochę szybciej, zrobili coś więcej, to ona dalej mogłaby żyć?
On tak bardzo musiał się teraz napić.
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river