Była zadowolona, że Erik nawet nie próbował oponować i wziął torbę, którą wypełniła pączkami. W końcu powinno się dbać o tych, którzy pilnowali tutaj porządku. Niech stróże prawa również mają coś z życia.
Panna Figg sprzedała większość ciastek, zrobiła porządek na stoisku, bo tego potrzebowało po tym dosyć intensywnym czasie. Kiedy wszystko wyglądało w miarę, przynajmniej na pierwszy rzut oka postanowiła odezwać się do swojego kota. - Salem, czy będziesz miał coś przeciwko temu, jeśli pójdę zobaczyć, jak się ma sprawa z tymi wiankami? - Miała nadzieję, że nie. Zresztą kocur raczej nigdy nie oponował, gdy go o coś poprosi. - Ktoś musi zostać i przypilnować stoiska, ewentualnie sprzedać tę resztkę naszych słodkości. - Wierzyła, że pozbędą się wszystkiego i nie będą musieli wracać z tym do Londynu.
- Jakby był jakiś problem, to przyślij kogoś po mnie, wrócę jak najszybciej się da. - Powiedziała jeszcze, gdy zaczęła się oddalać w kierunku wysokich pali.