13.08.2026, 21:57 ✶
– W porządku. Skoro w grę wchodzi złamane serce: są absolutnie przepiękne. I na pewno dużo ładniejsze od oczu mojego chłopaka z twojego snu – zgodziła się Brenna z powagą. Co do tego ostatniego była zresztą całkiem pewna, że owszem, bo to w końcu był jego sen, czemu umysł Atreusa miałby wrzucać tam kogoś przystojniejszego? – Lukas chyba trafił po Hogwarcie do Niemiec, więc to by i tak nie wyszło…
W gruncie rzeczy to nawet nie „chyba”, biorąc pod uwagę, że wpadła na niego w Niemczech, a jej przyjaciółka prawie zwymiotowała mu na buty. Prawdopodobnie bardzo żałował momentu, w którym postanowił zaczepić dwie Angielki.
Zebrała świece, może z odrobiną rozczarowania, ale w gruncie rzeczy też brała pod uwagę, że może się nie udać. Widmowidzenie bywało kapryśne, a do schwytania śladu potrzeba było zawsze mocniejszego śladu.
– Opisano w nim aresztowanie jednego alchemika. I faktycznie do niego doszło. Potem wypchnęłam Lazaursa spod kół, a potem… no cóż, wzięłam Victorię do Szkocji, do środka Zakazanego Lasu, gdzie wpadłyśmy do siedziby kłusowników, a jeden z nich wybiegł na nas w samych kalesonach. Tego o kalesonach nie było w dzienniku – wyliczyła, gryząc się w ostatniej chwili w język, żeby nie wspomnieć o tym, że gość w kalesonach był piękny niczym sam Adonis. Tego Atreus po rozmowie o jego oczach mógłby nie zdzierżyć. – W każdym razie wszystko się zgodziło, i do celi trafiło pięć osób, ostatecznie kończąc sprawę, która ciągnęła się od czerwca. To co? Lecimy zająć się tym aresztowaniem? – spytała, pochylając się znów nad dziennikiem, by odczytać kilka akapitów.
Nie że zamierzała ufać im niewolniczo: brała pod uwagę, że to mogła być jakaś pułapka.
Ale było oczywiste, że on nie przegapi okazji do zdobycia plusa u zwierzchników, a ona bardzo chciała się przekonać, czy rzeczywiście wpadną na wróżbitę Matthewa.
W gruncie rzeczy to nawet nie „chyba”, biorąc pod uwagę, że wpadła na niego w Niemczech, a jej przyjaciółka prawie zwymiotowała mu na buty. Prawdopodobnie bardzo żałował momentu, w którym postanowił zaczepić dwie Angielki.
Zebrała świece, może z odrobiną rozczarowania, ale w gruncie rzeczy też brała pod uwagę, że może się nie udać. Widmowidzenie bywało kapryśne, a do schwytania śladu potrzeba było zawsze mocniejszego śladu.
– Opisano w nim aresztowanie jednego alchemika. I faktycznie do niego doszło. Potem wypchnęłam Lazaursa spod kół, a potem… no cóż, wzięłam Victorię do Szkocji, do środka Zakazanego Lasu, gdzie wpadłyśmy do siedziby kłusowników, a jeden z nich wybiegł na nas w samych kalesonach. Tego o kalesonach nie było w dzienniku – wyliczyła, gryząc się w ostatniej chwili w język, żeby nie wspomnieć o tym, że gość w kalesonach był piękny niczym sam Adonis. Tego Atreus po rozmowie o jego oczach mógłby nie zdzierżyć. – W każdym razie wszystko się zgodziło, i do celi trafiło pięć osób, ostatecznie kończąc sprawę, która ciągnęła się od czerwca. To co? Lecimy zająć się tym aresztowaniem? – spytała, pochylając się znów nad dziennikiem, by odczytać kilka akapitów.
Nie że zamierzała ufać im niewolniczo: brała pod uwagę, że to mogła być jakaś pułapka.
Ale było oczywiste, że on nie przegapi okazji do zdobycia plusa u zwierzchników, a ona bardzo chciała się przekonać, czy rzeczywiście wpadną na wróżbitę Matthewa.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.