• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange)

[17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
Dzisiaj, 00:21  ✶  
Zamówiona herbata dotarła do ich stolika w mgnieniu oka. Czarownica siedziała wyprostowana, z dłońmi spoczywającymi luźno przy filiżance, i przez chwilę pozwalała, by gwar herbaciarni przepływał obok nich niczym rzeka, której nurtu nie trzeba było słuchać. Para znad świeżo zaparzonej herbaty unosiła się cienką smugą ku światłu i na kilka krótkich chwil pozwoliła ukoić się zapachem jaśminu. Nie uśpiło to jednak czujności i wyłapała jego zwątpienie.
- To nie troska, tylko uprzejmość - skłamała gładko. Słowa opuściły jej usta z taką łatwością, jak gdyby od dawna czekały na swoją kolej, by stanąć pomiędzy nią a prawdą. Astoria nie spuściła przy tym wzroku. Przeciwnie - patrzyła na Rodolphusa uważnie, badawczo, jakby właśnie jego twarz mogła dostarczyć jej dowodu, że odpowiedź ta została przyjęta bez podejrzeń. Nie było w niej ani śladu zakłopotania, które mogłoby zdradzić kłamstwo; jedynie lekko uniesiona brew i ten spokojny wyraz oblicza, którym zwykła zasłaniać myśli, gdy nie życzyła sobie, aby ktokolwiek zaglądał głębiej. A jednak gdzieś pod tą starannie zbudowaną powierzchnią coś drgnęło. Troska. Nie lubiła tego słowa. Było nazbyt miękkie, nazbyt bezbronne, jakby samo jego brzmienie odbierało człowiekowi część należnej mu ostrożności. Troszczyć się oznaczało dopuścić kogoś na odległość, z której można już było zostać zranionym. Oznaczało przyznać, choćby przed samą sobą, że czyjś los nie jest obojętny. A Lestrange z całą pewnością powinien być jej obojętny. Tak byłoby rozsądniej.
- Następnym razem mógłbyś spróbować wybrać mniej dramatyczny sposób odwiedzin - kącik jej ust uniósł się nieznacznie. Wspomnienie tamtego wieczoru wciąż miało w sobie coś niedorzecznego. By zatrzeć ten posmak, upiła łyk herbaty. Mandarynka rozeszła się po języku słodką, cierpką nutą, a jaśmin zostawił na podniebieniu delikatny, kwiatowy ślad. Astoria odstawiła filiżankę i oparła dłoń przy jej podstawie. Przyglądała się spokojowi jego oczu, sposobowi, w jaki siedział, drobnym ruchom dłoni, które nie zdradzały już gorączkowego napięcia. Szukała w nim człowieka, którego ujrzała przed kilkoma dniami.
- Nie masz za co dziękować, w zasadzie niewiele udało mi się osiągnąć - stwierdziła spokojnie. Nie lubiła, kiedy przypisywano jej większą dobroć, niż rzeczywiście zamierzała okazać. Pomoc była pomocą; nie musiała od razu przybierać szat poświęcenia. Tym bardziej że sama dobrze wiedziała, jak wiele z jej ówczesnych działań nie wynikało ze szlachetności. Nie zwracała uwagi na otoczenie, dlatego na razie nie zaszczyciła rubasznych mężczyzn nawet spojrzeniem.
- Dobrze, jestem tylko trochę skołowana - przyznała w końcu, dość niechętnie, ale było to na tyle logiczne i widoczne, że ukrywanie się byłoby bezcelowe.
- Dziękuję - kiwnęła głową, przyzwyczajona do komplementów i uparcie ignorująca przyspieszone bicie serca na jego komplement. - Ty też wyglądasz znacznie lepiej, niż kiedy cię ostatni raz widziałam.
Była to kolejna zasłona, kolejny kamień dokładany do muru, który tak dobrze znała. Bo przecież mogła powiedzieć: martwiłam się. Mogła przyznać, że przez te kilka dni myśl wracała czasem do jego twarzy, do tamtego przerażającego bezruchu w jego oczach, do słów, których nie powinien był wypowiedzieć, a które mimo wszystko pozostały w jej pamięci. Nie powiedziała tego. Nie była jeszcze gotowa, by przyznać, że pod całą tą ciekawością, podejrzliwością i potrzebą rozszyfrowania go kryło się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
- To… o czym chciałeś porozmawiać? - zaczęła, zgodnie ze swoim charakterem, przechodząc od razu do sedna. Odwróciła głowę dopiero na dźwięk zbitego wazoniku. Niektórzy naprawdę nie potrafili zachować się w towarzystwie. Wszyscy są równi? Wystarczy spojrzeć na ulice, by zobaczyć, że to kłamstwo. Wystarczy spojrzeć na tych trzech mężczyzn. Zatrzymała wzrok na jednym z nich. Przez jedną krótką chwilę nie wydarzyło się nic. Potem pamięć rozpoznała go za nią. Nie był tamtym człowiekiem. Wiedziała to. Rozum podsunął tę pewność prawie natychmiast. Tamten napastnik miał inne oczy, inny głos, inną twarz. A jednak podobieństwo było zatrważające. To wystarczyło. Jedna rysa na powierzchni teraźniejszości. I atak ze Spalonej Nocy przelał się przez nią gwałtownie, nie jako wspomnienie, lecz jako fizyczne uderzenie. Przez ciało przebiegł jej zimny dreszcz, żołądek ścisnął się boleśnie, a serce zaczęło bić tak gwałtownie, że przez chwilę słyszała je wyraźniej niż wszystko wokół. Penelope przemknęła przez jej myśl niczym błysk - twarz, głos, śmierć - i zniknęła, pozostawiając po sobie pustkę jeszcze straszniejszą niż sam obraz.
Zaczęła oddychać, zbyt szybko i im bardziej próbowała złapać głębszy oddech, tym większe miała wrażenie, że nie może go nabrać. Klatka piersiowa zacisnęła się boleśnie. Palce zaczęły jej drżeć, najpierw delikatnie, potem tak wyraźnie, że musiała oprzeć dłonie o stół. Chciała powiedzieć, że nic się nie dzieje. Nie zdołała. Gardło miała ściśnięte. Usta poruszyły się bezgłośnie. Czarownica zacisnęła palce na krawędzi stołu. Paznokcie wbiły się w drewno. Próbowała zwolnić oddech, lecz każdy kolejny przychodził zbyt szybko. Poczuła wilgoć pod włosami przy karku i nagłą słabość w nogach, jak gdyby organizm przygotowywał się do ucieczki, choć ona sama nie miała pojęcia, dokąd miałaby pobiec.


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1446), Rodolphus Lestrange (1153)




Wiadomości w tym wątku
[17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange) - przez Astoria Avery - Wczoraj, 01:39
RE: [17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange) - przez Rodolphus Lestrange - Wczoraj, 09:14
RE: [17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange) - przez Astoria Avery - Dzisiaj, 00:21
RE: [17.10.1972] Shaken truth between us (Astoria Avery & Rodolphus Lestrange) - przez Rodolphus Lestrange - Dzisiaj, 09:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa