Człowiek, który stał się celem, widział zbyt wiele. Słyszał, zbyt wiele. Należało go usunąć. Problematyczną sprawą okazała się jego szybka interwencja ucieczki. Nie teleportował się, nie używał świstoklika. Zwyczajny mugol potrzebował tylko pojazdu, tyle mu wystarczyło, aby w jedną noc wyjechać do Walii. Był świadkiem ataku na dom sąsiadów, nieświadomym tego, że zamieszkiwany był przez czarodziei. Widział coś, czego jego oczom się nie śniło. Coś, co wiadome było tylko w bajkach – magia. Prawdziwa, czysta magia. Oni ją użytkowali do walki. Co więcej, to była zacięta walka, gdyż jeden w czarnej szacie stracił maskę. Widział jego twarz. Ale nie potrafił do nikogo jej przypisać. Był w totalnym szoku. Gdy tylko ujrzał obcy wzrok, natychmiast uciekł. Uciekł, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechał. Tak po prostu. Wiedział, że nikt mu nie uwierzy w to co widział. Ciągle powtarzał sobie, że to koszmar. To zły sen. To nie dzieje się naprawdę.
Czy ucieczka była dobrym rozwiązaniem?
Obie strony o nim wiedziały. Był świadkiem, który nie powinien przeżyć. Był mugolem, który nie powinien pamiętać. Brakowało pracowników w wydziałach po masowych atakach Śmierciożerców w różnych miejscach. Nie mogli być wszędzie.
Cytat:"Patrick Christopherson, mugol, widział zbyt wiele. Aż za wiele. O jedną twarz za dużo. Znajdziesz go w Walii. Dokończ to, czego nie zdołał jeden z naszych."Liścik jaki trzymał w dłoni Travers, uległ samozapłonowi, gdy tylko został odczytany. Zlecenie, które Nicholas nie mógł zlekceważyć. W drugiej dłoni trzymał broszkę, celtyckiego wzoru, będącą najpewniej świstoklikiem. A także kawałek kartki z zapisanym adresem, gdzie przebywa jego cel. Nie zastanawiając się, ubrał strój śmierciożercy i po zabezpieczeniu swojego miejsca zamieszkania, użył broszki, przenosząc się do Walii. W bezpiecznym miejscu, gdzie ów miejsce zamieszkania, miał nieopodal. Teleportował się, zjawiając w drzwiach ofiary.
Nie wiedział, że ktoś był już przed nim.
Z pomocą zaklęcia, włamał się do środka. Odziany w dosłowną czerń, szaty z kapturem na głowie i maską, wyglądał niczym przychodząca Śmierć po swoją ofiarę. W lewej dłoni trzymał różdżkę. Aby być gotów na wypadek niespodziewanego. Zachowywał czujność i ostrożność. Zajrzał do każdego pomieszczenia, trafiając ostatecznie do tego, w którym ktoś jeszcze był. Stał nad śpiącym mugolem na kanapie. Podróż musiała wykończyć mężczyznę, że pozwolił sobie na sen. Cóż czyniła kobieta, stojąca przy nim?
Travers zmarszczył brwi, obserwując jej działanie. Magię, jaką używała. Nie przypominała mu takiej, jaką mogli używać amnezjatorzy, albo hipnotyzerzy. A nawet magimedycy. To było coś, co było mu znane. Sam tego doświadczał, ucząc się oklumencji od swojego mentora. Z czyjego polecenia ona działała?
Wyszedł z ukrycia, powoli zmierzając w jej kierunku. Ze spokojem, opanowaniem.
- Czego w nim szukasz?Odezwał się głosem przez maskę nieco zniekształconym, pozbawionym emocji i uczuć. Tak zimnym, jak jego własne skute lodem serce. Różdżkę celując w jej kierunku, nie wiedząc jakim może być zagrożeniem dla niego. Choć pytanie skierował pod postać, na której używała swojej magii. A nie miejsce, w którym oboje przebywali.