16.08.2026, 16:46 ✶
Émile mógłby w tej sytuacji wyjść z łzami w oczach. Mógłby zacząć się korzyć, na szybko wymyślić inny temat pracy i wydukać, że zrobi coś mało odkrywczego, byle tylko zaliczyć przedmiot u tego świra. Mógłby zamknąć się w sobie, mógłby zaproponować swoją krew, bo wampir na pewno by się skusił na napicie się młodej, świeżej zdrowej posoki. Nie zrobił żadnej z tych rzeczy, gdyż – wbrew przekonaniom de la Rochefoucalda – nie był ofiarą. Wzrok wampira mierzył chłopaka z góry, kiedy ten miał usiąść na krześle. Śmiech, marna sztuczka, by wzbudzić u innej osoby niepewność. By okazać jej pogardę. Mulciber wychowywał się we francuskiej socjecie, a takie triki znał zanim nauczył się chodzić.
Dlatego zrezygnował z siedzenia. Zmierzył wykładowcę poważnym spojrzeniem. Był nawet nieco wyższy od profesora, który nonszalancko siedział na biurku. Kolejny wyraz braku szacunku. Wyższości. Émile wbrew rozsądkowi poczuł się w takiej sytuacji pewniej, niż gdyby zachowanie wykładowcy było w pełni taktowne.
– Z całym szacunkiem, panie profesorze, ale temat przeze mnie wybrany jest w pełni zgodny z sylabusem i tematyką zajęć. Przyniosłem panu listę lektur, po które sięgnąłem przy kwerendzie. Każda to recenzowane pismo naukowe lub książka szanowanego badacza. Wybrałem je ze względu na to, że chciałbym jak najwięcej dowiedzieć się w dziedzinie magipsychiatrii, nawet jeśli nie robię specjalizacji w tej dziedzinie. – Położył przed nauczycielem kartkę. – Nie zamierzam zmieniać tematu tylko dlatego, że pan się nie zgadza z moją tezą. Środowisko akademickie w swych ideałach ma wolnomyślicielstwo, a jeśli panu ten ideał nie jest bliski i zamierza pan „oblać” mnie jedynie z tego powodu, będę zmuszony pójść do dziekana i tę sprawę zgłosić. A także to, że używa pan wobec mnie stwierdzeń, które wykraczają poza akademicki savoir vivre. Proszę więc, by pamiętał pan, jaką funkcję pełni pan i jaką pełnię ja – rzekł tonem niecierpiącym sprzeciwu, kogoś, kto najlepiej wiedział, jak być powinno. Przemówił głosem lekarza.
Dlatego zrezygnował z siedzenia. Zmierzył wykładowcę poważnym spojrzeniem. Był nawet nieco wyższy od profesora, który nonszalancko siedział na biurku. Kolejny wyraz braku szacunku. Wyższości. Émile wbrew rozsądkowi poczuł się w takiej sytuacji pewniej, niż gdyby zachowanie wykładowcy było w pełni taktowne.
– Z całym szacunkiem, panie profesorze, ale temat przeze mnie wybrany jest w pełni zgodny z sylabusem i tematyką zajęć. Przyniosłem panu listę lektur, po które sięgnąłem przy kwerendzie. Każda to recenzowane pismo naukowe lub książka szanowanego badacza. Wybrałem je ze względu na to, że chciałbym jak najwięcej dowiedzieć się w dziedzinie magipsychiatrii, nawet jeśli nie robię specjalizacji w tej dziedzinie. – Położył przed nauczycielem kartkę. – Nie zamierzam zmieniać tematu tylko dlatego, że pan się nie zgadza z moją tezą. Środowisko akademickie w swych ideałach ma wolnomyślicielstwo, a jeśli panu ten ideał nie jest bliski i zamierza pan „oblać” mnie jedynie z tego powodu, będę zmuszony pójść do dziekana i tę sprawę zgłosić. A także to, że używa pan wobec mnie stwierdzeń, które wykraczają poza akademicki savoir vivre. Proszę więc, by pamiętał pan, jaką funkcję pełni pan i jaką pełnię ja – rzekł tonem niecierpiącym sprzeciwu, kogoś, kto najlepiej wiedział, jak być powinno. Przemówił głosem lekarza.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.