— No, to przynajmniej tyle — zerkając na niego kątem oka. Zdawał sobie sprawę z tego, że sytuacja w Mungu była wymagająca, a on był jednym z tych lżejszych przypadków. Noga mu się zrosła, pomimo niewielkich problemów, ale były takie osoby, które wymagały długiej i trudnej hospitalizacji. Niczemu pewnie nie pomagał fakt, że w kraju brakowało niektórych materiałów i pewnie to samo tyczyło się eliksirów. Wytwórcy pewnie zwykle nie wyrabiali z wytwarzaniem niektórych rzeczy, a składniki też nie były dostępne przez cały rok. Współczuł Basiliusowi, bo nawet jeśli sam miał po ósmym września ogromną ilość pracy, to kuzyn musiał dodatkowo mierzyć się ze słabościami własnego ciała. Choroba toczyła go, męcząc bardziej i szybciej pozbawiając energii, ale dobrze było widzieć, że pomimo tego jakoś trzymał się na nogach. Chociaż pewnie mógł zrobić coś z tym żałośnie zmęczonym wyrazem twarzy.
— To będzie szybkie, nawet się nie zorientujesz — wykrzywił usta w grymasie, bo Prewett mógł sobie prosić, ale prawda była taka, że czasem ciężko było wytrzymać. Istniała cienka granica między zachcianką, a potrzebą i Atreus był już krok po drugiej stronie. Dlatego różdżka się zapaliła, a zaraz po niej papieros, w czego następstwie uniosły się ku górze kłęby dymu. Było jednak widać, że faktycznie się śpieszył, jakby poświęcając się na kompromis. — To zrób, chętnie sobie spróbuję — zachęcił go jeszcze, kiwając zaraz głową i odprowadzając spojrzeniem. Mógł w spokoju wypalić papierosa i kiedy Basilius wrócił do niego, pozbył się go już. Kawa w sumie była bardzo dobrym pomysłem i przyjął jej kubek z uśmiechem. — Dzięki. No tak, zapominam czasem że jesteś na to uczulony i większość jesiennych potraw to twój największy wróg — prychnął, dmuchając na napój i upijając ostrożny łyk. Nawet nie chodziło o to, że temperatura mu przeszkadzała. Przez bycie zimnym, nieco inaczej ją odczuwał, ale ciało wciąż mogło się normalnie poparzyć, a tego nie chciał. Więcej też było w tym odruchu, niż faktycznej intencji. — Całkiem niezła. Ale wiesz co by było dobre? Gdyby coś do niej dolać. Ociupinkę tak — kiwnął głową i ruszył dalej, pomiędzy stragany. — Słyszałem w ogóle, że pomimo tego, że tyle Doliny Godryka spłonęło, to udało się odratować nieco zbiorów i właśnie można je kupić dzisiaj na kiermaszu. Pieczonych jabłek mają chyba najwięcej. Akurat na ten twój kompot.