Fajnie było się przegrzebywać w tonach pluszaków, ale niestety szybko się okazało, że miała rację i szczuroszczety ciężko było uświadczyć. Westchnęła ciężko, przebierając zabawki coraz wolniej i wolniej, aż wreszcie Keyleth wzięła sprawy w swoje ręce. Była bardzo rezolutną dziesięciolatką, to jej należało przyznać.
Senka uśmiechnęła się, wyraźnie rozbawiona poczynaniami dziewczynki, spojrzeniem wodząc od jej blond główki, do samej sprzedawczyni. Pani stojąca za stoiskiem wydawała się nieco zakłopotana całą sytuacją, jakby liczyła na łatwy zarobek, a nie tak trudne pytania.
— Ależ dziecko moje drogie, popatrz tylko, taki duży wybór. Może być zwykły szczurek, co ty na to? — zaćwierkała słodkim, lepkim wręcz głosikiem, próbując zaprezentować małej Nico pluszowego szczurka. — Moja wnuczka ma takiego i ostatnio skończyło się na tym, ze wszystkie jej koleżanki takie kupiły! — zachwalała dalej, chociaż było widać że zerka na Greyback, oczekując tam jakiejś pomocy.
— Widzi pani, siostra ostatnio zobaczyła szczuroszczeta w atlasie i teraz nic tylko szczuroszczety i szczuroszczety. Wie pani jakie są dzieci — i dorośli, bo ona sama też bardzo by chciała takiego pluszaczka. Te kokardki na wyrostkach wcale nie były takim głupim pomysłem.
— Można… można własnoręcznie dorobić im macki? — zasugerowała niepewnie kobieta, próbując zachęcić Keyleth do pomysłu uśmiechem.
Blood is rare and sweet as cherry wine