— Ty… kurwa, faktycznie — mruknął, marszcząc przy tym nieco brwi i uświadamiając sobie, że faktycznie nikt nie napisał o tym w gazetach. Było tylko obwieszczenie Ministerstwa, co prawdę powiedziawszy, było zwyczajnie niezwykle dziwne. Nikt się nie zakręcił dookoła tego tematu, nawet ten cały Bagshot, który przecież robił zdjęcia. Te same, które Atreus od niego brał i wysyłał do Harper razem z raportem odnośnie tego, co wyprawiało się w Dolinie Godryka. Tego wszystkiego było zdecydowanie za dużo, nawet jak na jego nerwy i ogólnie pojęte olewactwo, któremu dość często się oddawał, dlatego w momencie kiedy skończył jednego papierosa, zaraz zaczął macać kieszenie w poszukiwaniu następnego.
— Weź mnie nawet nie denerwuj, błagam cię — nastroszył się wyraźnie, na moment zatrzymując rękę, w połowie ruchu do ust. — Durna jak nie powiem co, robi co chce, a do tego jak ja ją słyszę… Ja rozumiem że ludzie mają jakieś tam swoje kurwa wewnętrzne żarciki i mówią do siebie w różny sposób, ale kiedy jesteś do chuja na służbie, bo bardzo miło by było brać to na poważnie. Wiesz jak ona mówi do Brenny? Mamo. No porzygać się idzie. Jak to pierwszy raz usłyszałem, to je wezwaliśmy do burdelu po świadkowej w sprawie Juliana Mulcibera, bo było potrzeba widmowidza. Jasny chuj, myślałem że mnie tam skręci. — Otrząsnął się z tego wspomnienia, wyglądając przy tym jakby wgryzł się z cytrynę. Przez moment jeszcze patrzył pustym spojrzeniem przed siebie, aż wreszcie pokręcił głową i przytknął papieros do ust.
Bulstrode przeklinał całkiem swobodnie, ale nawet i biorąc to pod uwagę, w tym momencie robił to ze zwiększonym ilorazem. Nie podobało mu się to, bo cholera, mowa tutaj była o przedstawicielkach Ministerstwa Magii na służbie. O funkcjonariuszkach Brygady Uderzeniowej, a potem się ludzie dziwili, czemu miał ogólnie tak mało dobrych rzeczy do powiedzenia o pracownikach BUMu.
— W sumie racja. Zaklęcia machnie się raz dwa i nie trzeba się do tego przesadnie przygotowywać. Uwaga godna zanotowania. A te parę godzin też pewnie wystarczy, jak cała impreza pewnie nie potrwa za długo. Przewiduję jej rychłe zakończenie, bo albo ich wszystkich spacyfikujemy, albo zeżrą ich widma. — Zaciągnął się dymem, unosząc na moment spojrzenie ku górze, kiedy wspomniała o miotłach. — Racja. Widoczność będzie niewielka, ale jak tak o tym myślę, to zaopatrzenie w miotły nie musi być złym pomysłem. To zawsze szybsze, jeśli goni się kogoś uciekającego pieszo. A patrole można obstawić przy polanie, tam się zadba o oświetlenie. Jak ktoś wejdzie do lasu to nieco stracony, jakby nie patrzeć. Iskry też spoko, myślę że dobrze ustalić osobny kolor na pojawienie się widm, dalej wtargnięcie cywili, jakaś potrzebna pomoc… Aha, chyba fajnie żeby dali jakiegoś medyka na miejscu. — przez chwilę jeszcze wodził spojrzeniem po linii lasu, zastanawiając się jeszcze. — Kurwa, wiem. Przypomniało mi się z tymi śmierciożercami podczas Beltane. Oni mieli w kieszeniach świstokliki. Znaczy szyszki, ale potem zostały zbadane i okazało się, że mogli się nimi teleportować. To by było dobre, biorąc pod uwagę bliskość Kniei. Wiesz… może coś z tymi widmami pójść nie tak — chociaż serio liczył na to, że do czegoś takiego nie dojdzie. — Aha, wiem. Plan całej polany, do wglądu dla funkcjonariuszy. Żadnego ujadania i wierzenia na słowo, tylko dokładnie wiemy gdzie co stoi, a nie że się pierwszy raz tam pojawiamy i ze zdziwieniem odkrywamy ze wszystko wygląda nie tak jak powinno.