Widziała dorosłe już dzieci, które zupełnie nie mają czasu dla swojego ojca. Widziała kobietę, chyba byłą już żona, która zostawiła go kilka lat wcześniej dla kogoś, kto był w jej oczach lepszy. Widziała codzienne spotkania z sąsiadami; krótkie rozmowy o niczym prowadzone na ulicy. Widziała wyjścia z psem, który budził swego pana każdej nocy, jeszcze przed tą całą miejską wrzawą, która wybudzała się z nocnego marazmu każdego poranka. Widziała zupełnie zwyczajny, mugolski dom z równiutko przystrzyżonym trawnikiem i różami, które swoim pięknem nigdy nie dorównają, tym widywanym w Maida Vale. Widziała do bólu nudne i wyzute z emocji życie i czuła też samotność, bo ta istniała w praktycznie każdym aspekcie jego życia.
Jednak, w wspomnieniach mugola, tylko pozornie, nie znajdowało się nic ciekawego, bo w końcu poczuła również przeogromny strach. Uczucie nie nadeszło jednak falą — było brutalne, zupełnie jakby ktoś stąpał po cienkiej warstwie lodu i nieprzygotowany, zanurzył się w mroźniej cieczy znajdującej się pod przeźroczystą taflą. Stała przed domem, tym którym widziała w umyśle mugola tak wiele razy wcześniej. Tym razem jednak mężczyzna znajdował się bliżej niż na bezpiecznej ulicy, a jego spojrzenie nie potrafiło oderwać się od wydarzeń dziejących się pośród obcych czterech ścian. I był to obraz zupełnie dla mugola niezrozumiały — Edith jednak dobrze zdawała sobie z tego, czego jest świadkiem.
Zaciekawienie, mieszało się z przerażeniem mężczyzny. Te, razem z każdym kolejnym zaklęciem posłanym w stronę ofiary ataku, wzrastało. Śmierciożercy bawili się swoją ofiarą w najlepsze, a Edith myślała tylko o tym, kiedy się odwrócą i nakryją mężczyznę na gorącym uczynku. Gdybała jeszcze nad tym, co tak właściwie łączy jej ojca z tym całym zamieszaniem? W końcu to on ją do tego wymazania wysłał. Brnęła, więc dalej — poszukując odpowiedzi.
Aż w końcu, zupełnie obcy głos, wyrwał ją z transu legilimecji.
Zaskoczona, odskoczyła od mężczyzny, gdzieś do tyłu. Na jej drodze stała jednak szafka nocna, której wystający blat, wbił się z impetem w jej udo. W oczach Edith w tym samym momencie pojawiły się łzy bólu, z gardła zaś prawie wyrwał jego jęk — ten udało jej się uwięzić w środku, poprzez bolesne zagryzienie dolnej wargi. W ustach, przez chwilę poczuła smak swojej własnej krwi. Nie miała jednak czasu, by przejmować się tępym bólem, zignorowała go całkowicie i tak samo, jak nieznajomy, wycelowała swą różdżkę w stronę jego sylwetki.
Pierwszy raz widziała Śmierciożerce z tak bliskiej odległości i był to widok, mówiąc lekko, niepokojący. Biła od niego moc, która wprowadzała Rookwood w dyskomfort. Dusząca wręcz w swoim jestestwie. Było w tym coś odrażającego i na swój sposób nieludzkiego. Może gdyby wychowywała się w normalniejszych warunkach krzyczałaby donośnie, błagając na kolanach o litość, ale ta cała energia była jej również na swój sposób znajoma. Od najmłodszych lat swego życia, manewrowała przecież wśród czarodziejów różnej maści i różnego pochodzenia, tych którzy zajmowali się najczarniejszą magią. Sama nie była przecież nigdy dobra, zbyt często i zbyt głęboko zatracała się w umysłach swych ofiar, czerpiąc czystą satysfakcję, z zasadzonych przez nią drobnych ziaren nienawiści. Lubiła niszczyć im życie na swój własny sposób i robiła to tylko, i wyłącznie dla swojej osobiste, chorej uciechy.
Przyglądała mu się tak przez chwilę, chyba pierwszy raz nie wiedziała co powinna zrobić, ojciec przygotował ją na wiele, jednak nigdy na bycie w centrum spraw Śmierciożerców.
— Sama nie wiem czego szukałam. Być może odpowiedzi? Może po prostu chciałam zobaczyć co tak naprawdę w sobie skrywa. — rzuciła wyuczonym, spokojnym tonem. I chyba pierwszy raz w życiu, postanowiła nie kłamać. Nie wiedziała wszakże czy Śmierciożerca również nie jest legilimentą. — Oddam Ci swoje wspomnienia, zrobię wszystko bylebyś mnie nie zabijał. — kolejna prawda była wyjątkowo gorzka, ale postanowiła się po prostu poddać. Nie wiedziała czy jest na tyle cenna by pozostać przy życiu i nie liczyła na współczucie czy zaufanie, ona sama nie obdarzała nimi żadnego człowieka. Była wierna swej rodzinie, bo ją tego nauczono, zdecydowanie częściej jednak działała tylko i wyłącznie na swoją własną, egoistyczną korzyść.torment me. IN DETAIL.