17.08.2026, 16:26 ✶
Lucy otworzyła usta, aby zaprzeczyć… Czemu tak właściwie? Chyba wszystkiemu. Kiedy wspomniał, że mogliby nauczyć się czerpania przyjemności z ich wiecznego życia, chciała zadrwić z niego. Jednak gdy chwilę później powiedział o tych, którzy uważali, że wieczność nie ma sensu… Nagle w jej głowie pojawiło się wiele kontrargumentów. Na całe szczęście kolejne przemyślenia mogła skrytykować bez większych oporów.
– Oh tak. Szczęście współdzielenia wieczności – odpowiedziała takim tonem, jakby mówiła o wyjątkowo paskudnej chorobie. – Rzeczywiście myślałam, że miałam kogoś takiego. Wiesz monsieur jak się on teraz miewa? Ja nie, bo trwamy w dość silnym postanowieniu, aby nigdy więcej się do siebie nie odzywać.
Wtedy, gdy była w Poisy myślała też przez chwilę, że może znalazła chociaż przyjaciela… Że może hrabia… Ale no cóż. Nie ważne.
Przez dłuższy moment przyglądała się przez okienko karocy paryskiemu krajobrazowi, aż wreszcie powróciła spojrzeniem do swojego przewodnika i nieznacznie przechyliła głowę.
– Ciekawe – skomentowała krótko, ale ton jej głosu był jak najbardziej szczery. – I trochę zabawne. Lutecja to dawny Paryż, prawda? Przeszłe pokolenia chciały pozostawić przyszłym miasto, a tymczasem przy okazji dodały do niego szczyptę samozniszczenia. – Uśmiechnęła się wyraźnie rozbawiona tą myślą. – A o cmentarzu nic nie wiem. Skąd ta nazwa? Pochowano tam wrogów publicznych któregoś króla, a po latach, ludność zorientowała się, że może niesłusznie? Czy może wręcz przeciwnie? Leży tam ktoś, komu śmierć się należała, ale Francuzi z jakiegoś powodu wciąż twierdzą, że był niewinny?
– Oh tak. Szczęście współdzielenia wieczności – odpowiedziała takim tonem, jakby mówiła o wyjątkowo paskudnej chorobie. – Rzeczywiście myślałam, że miałam kogoś takiego. Wiesz monsieur jak się on teraz miewa? Ja nie, bo trwamy w dość silnym postanowieniu, aby nigdy więcej się do siebie nie odzywać.
Wtedy, gdy była w Poisy myślała też przez chwilę, że może znalazła chociaż przyjaciela… Że może hrabia… Ale no cóż. Nie ważne.
Przez dłuższy moment przyglądała się przez okienko karocy paryskiemu krajobrazowi, aż wreszcie powróciła spojrzeniem do swojego przewodnika i nieznacznie przechyliła głowę.
– Ciekawe – skomentowała krótko, ale ton jej głosu był jak najbardziej szczery. – I trochę zabawne. Lutecja to dawny Paryż, prawda? Przeszłe pokolenia chciały pozostawić przyszłym miasto, a tymczasem przy okazji dodały do niego szczyptę samozniszczenia. – Uśmiechnęła się wyraźnie rozbawiona tą myślą. – A o cmentarzu nic nie wiem. Skąd ta nazwa? Pochowano tam wrogów publicznych któregoś króla, a po latach, ludność zorientowała się, że może niesłusznie? Czy może wręcz przeciwnie? Leży tam ktoś, komu śmierć się należała, ale Francuzi z jakiegoś powodu wciąż twierdzą, że był niewinny?