18.08.2026, 08:09 ✶
Ściśle rzecz ujmując, Atreus rwał włosy z jej głowy.
Trochę to Brennę bolało, bo dostała nie tak dawno ochrzan od matki, że dała się im przypalić, a teraz jeszcze część tak poleciała, i zapewne Elise Potter też ten fakt skomentuje, ale zniosła to z podziwu godnym spokojem, podobnie jak samą zamianę. Może dlatego, że już wcześniej wpadła na tego poltergeista i wiedziała, do czego jest zdolny? Do klątwołamacza powlokła się za Atreusem… albo za samą sobą… bez większych protestów, chociaż nie liczyła, że diagnoza będzie inna niż wtedy, gdy wydawał ją Basilius.
Dwadzieścia cztery godziny w cudzym ciele.
Nie było to szczególnie komfortowe, w dodatku powzięła mocne postanowienie nie spuszczania Atreusa… znaczy się samej siebie… z oka. Nie chciała się nawet zastanawiać, jak dużych problemów mogłoby narobić, gdyby wpadł w jej postaci na przykład na taką Heather albo na kilka innych osób. Sama prawdopodobnie też wolałaby nie skończyć rozmawiając jako on na przykład z jego matką, najrozsądniej było więc trzymać się blisko siebie i dokonywać strategicznego odwrotu na widok kogokolwiek znajomego. Szczęśliwie szanse na to, że wpadną na takiego akurat w Cardiff były niewielkie, ale co z wieczorem albo rankiem, kiedy trafią do Londynu? Może w ogóle najlepiej było zostać w tym Cardiff, póki to nie minie?
– Nie – stwierdziła, odruchowo unosząc swoją… znaczy się jego rękę i obracając ją. To że nie czuje zimna było jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciła uwagę, ale był wtedy tak przejęty tą całą zamianą, że postanowiła zostawić ten temat. – Najwyraźniej nie utrzymuje przy życiu ciała. Jeśli już, to zagnieżdża duszę.
Albo po prostu wędruje za duszą. Cóż, poltergeist właśnie sprezentował im całkiem sporo informacji: więcej niż zdołali zdobyć u bardzo wielu specjalistów z różnych dziedzin.
– W ogóle, wymieńmy lepiej różdżki? – zasugerowała, bo w tej chwili różdżka Brenny była w kieszeni… no Brenny, ale dusza Brenny była w jego ciele. – Albo w ogóle trzeba sprawdzić, która teraz zadziała, cholera jedna wie.
W teorii nie spodziewali się problemów: wystarczyło zadać kilka pytań i dowiedzieć się, czy człowiek pracujący w tym sklepie wysyłał towary tym konkretnym statkiem. Ale nauczyła się, że jeżeli nie spodziewa się kłopotów, to te pewnie i tak nadciągną, lepiej więc być na to przygotowanym.
Trochę to Brennę bolało, bo dostała nie tak dawno ochrzan od matki, że dała się im przypalić, a teraz jeszcze część tak poleciała, i zapewne Elise Potter też ten fakt skomentuje, ale zniosła to z podziwu godnym spokojem, podobnie jak samą zamianę. Może dlatego, że już wcześniej wpadła na tego poltergeista i wiedziała, do czego jest zdolny? Do klątwołamacza powlokła się za Atreusem… albo za samą sobą… bez większych protestów, chociaż nie liczyła, że diagnoza będzie inna niż wtedy, gdy wydawał ją Basilius.
Dwadzieścia cztery godziny w cudzym ciele.
Nie było to szczególnie komfortowe, w dodatku powzięła mocne postanowienie nie spuszczania Atreusa… znaczy się samej siebie… z oka. Nie chciała się nawet zastanawiać, jak dużych problemów mogłoby narobić, gdyby wpadł w jej postaci na przykład na taką Heather albo na kilka innych osób. Sama prawdopodobnie też wolałaby nie skończyć rozmawiając jako on na przykład z jego matką, najrozsądniej było więc trzymać się blisko siebie i dokonywać strategicznego odwrotu na widok kogokolwiek znajomego. Szczęśliwie szanse na to, że wpadną na takiego akurat w Cardiff były niewielkie, ale co z wieczorem albo rankiem, kiedy trafią do Londynu? Może w ogóle najlepiej było zostać w tym Cardiff, póki to nie minie?
– Nie – stwierdziła, odruchowo unosząc swoją… znaczy się jego rękę i obracając ją. To że nie czuje zimna było jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciła uwagę, ale był wtedy tak przejęty tą całą zamianą, że postanowiła zostawić ten temat. – Najwyraźniej nie utrzymuje przy życiu ciała. Jeśli już, to zagnieżdża duszę.
Albo po prostu wędruje za duszą. Cóż, poltergeist właśnie sprezentował im całkiem sporo informacji: więcej niż zdołali zdobyć u bardzo wielu specjalistów z różnych dziedzin.
– W ogóle, wymieńmy lepiej różdżki? – zasugerowała, bo w tej chwili różdżka Brenny była w kieszeni… no Brenny, ale dusza Brenny była w jego ciele. – Albo w ogóle trzeba sprawdzić, która teraz zadziała, cholera jedna wie.
W teorii nie spodziewali się problemów: wystarczyło zadać kilka pytań i dowiedzieć się, czy człowiek pracujący w tym sklepie wysyłał towary tym konkretnym statkiem. Ale nauczyła się, że jeżeli nie spodziewa się kłopotów, to te pewnie i tak nadciągną, lepiej więc być na to przygotowanym.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.