Chociaż raz Stella nie będzie udawała świętej. Ta myśl zrodziła się w głowie Stanleya kiedy w bardzo entuzjastyczny sposób wypowiedziała się o grzanym winie. Sam najchętniej napiłby się piwa… Ale miał skłonność do przechowywania ilości spożytego złotego trunku.
- Tak. To Twoja całkowita wina - przyznał jej rację - Jak Ty w ogóle śmiałaś tak postąpić - udawał urażenie całą sytuacją. Co ona sobie w ogóle myślała? Przecież jak nie zda tego egzaminu to będzie jej całkowita wina - Bierzesz na siebie całą odpowiedzialność przed moją matką, że nie zdałem tych testów, jak coś. O-S-T-R-Z-E-G-A-M zawczasu, abyś zdążyła sobie ułożyć jakiś plan obrony własnej - poinformował ją. Powiedział to całkowicie poważnie. Nie drgnęła mu powieka nawet na moment.
- Żartuję przecież. Bardzo się cieszę, że wyszłaś z propozycją - zaśmiał się. Dłużej już tak nie mógł wytrzymać - Przybyłaś niczym książe na swoim rumaku po to aby uratować księżniczkę z opałów - przyłożył ręce do swojego podbródka aby wskazać na siebie - Oczywiście ja jestem tą księżniczką. Piekną brunetką, chociaż powinienem być blondynką… Ale mniejsza o to… - humor mu dopisywał - Miałem już dość tych książek całych - przejechał ręką po stole - Już wypełnianie raportów jest osiem razy ciekawsze niż czytanie tych wszystkich przepisów i innych tego typu artykułów.
- No chyba się ministerstwo nie zawali bez Stanleya Borgina? - zapytał i spojrzał na nią - Proszę przekazać, że jest dzisiaj niedostępny. Zajęty. Umówione ma już spotkanie na dzisiaj - podyktował formułkę Stelli jakby była co najmniej jego sekretarką - Oczywiście, że mam wolne. Ja mam zawsze wolne… Poza momentami w którym go nie mam - sprostował całą sprawę.
Nie minęła długa chwila kiedy na ich stole pojawiły się dwa grzane wina. Pachniały wyśmienicie, a smakowały jeszcze lepiej. Rozgrzewały nie tylko ciało ale także duszę i serce człowiekowi. To było to czego było im trzeba.
- Mmm… - wymruczał wahając stojący przed nim trunek - Ten chyba mój - wskazał na kubek Stelli sugerując, że doszło do jakiejś pomyłki - Jest w nim więcej. A jak wiadomo, większy może więcej - wskazał na siebie aby podkreślić, że to właśnie on jest większy z ich dwójki. Trudno się było zresztą z tym nie zgodzić - Niech stracę. Tym razem Ci odpuszczę - pogroził jej palcem, a następnie się lekko pochylił - Ale jak przy drugim kubku sytuacja się powtórzy, to będę zmuszony tutaj wrócić z nakazem aresztowania - zapewnił ją. Chwilę później się wyprostował by następnie skosztować stojącego przed nim wina.
- Bardzo dobre - skomentował po pierwszym łyku. Czuł jak przyjemnie ciepełko rozchodzi się po całym jego ciele - Dla takich momentów, to ta zima może przychodzić - dodał, a następnie wziął kolejny łyk. Już teraz Stanley wiedział, że to dzisiejsze spotkanie nie zakończy się na jednym kubku, a przynajmniej nie dla niego.
Siedzieli przez niedługą chwilę cicho kiedy rozkoszowali się zawartością swoich naczyń.
- Proponuję zagrać w grę. Chociaż to nie do końca gra ale jednak. Ciężko mi to jakoś nazwać - zaczął mówić - Graliśmy w to jeszcze w Hogwarcie, a czasami nawet po tym jak skończyliśmy szkołe - kontynuował budując powoli napięcie - Zagrajmy w “Prawdę”? Co Ty na to? - zapytał - Zasady są bardzo proste. Jedna osoba zadaje 3 pytania, a druga musi na nie szczerze odpowiedzieć. Później następuje zamiana… I tak dalej… Rozumiesz? - pokazał palcem raz na siebie, a raz na panne Avery aby podkreślić zamianę ról - Ufamy sobie prawda? - spojrzał na nią, aby spróbować odczytać jej intencje - Dlatego zakładamy, że druga strona mówi prawdę. Ale jakby się kiedyś okazało albo wyszło, że nie powiedziało się najszczerszej prawdy to druga strona może skazać pierwszego na wieczne potępienie - oparł swoją prawą rękę o stół, a następnie wyprostował w jej kierunku mały palec od tej dłoni - Zgoda? - uśmiechnął się aby zachęcić ją do zaproponowanej rozgrywki.
- Ja zacznę, jeśli pozwolisz - zaczął się rozglądać wokół za inspiracją odnośnie pytań - Wiem. Mam pierwsze pytanie - podniósł palec przy swojej głowie - Kiedy masz urodziny? Bo w sumie to chyba nigdy o tym nie rozmawialiśmy bo tak jakoś nie było okazji. Takie rzeczy razem przeżyliśmy, a jakby ktoś się nas o coś zapytał, to byśmy się wywrócili na najprostszych pytaniach - zaśmiał się.
- Co by mogło być drugim… Hmm.. - podrapał się po karku - Dlaczego sztuka? Dlaczego muzyka? Czemu wiolonczela, a nie gitara? - zapytał kiedy przypomniał sobie na czym panna Avery pogrywa. Może grała też na innych instrumentach ale się tym nigdy nie chwaliła? Teraz był idealny moment aby się o tym przekonać.
- A trzecie to… - pociągnął solidny łyk z kubka - Jakbyś musiała pracować w ministerstwie. Który departament byś wybrała? - spojrzał z zainteresowaniem na Stellę - Jak nie znasz departamentów z ministerstwa, to możesz też powiedzieć czym byś się zajmowała - zaproponował alternatywę dla swojego pytania. Nie każdy przecież kojarzył jak wygląda u nich to wewnętrzne zorganizowanie.
Z pytaniami też trzeba było zacząć spokojnie. Od czegoś łagodnego. Nie mógł z nimi wskoczyć od razu na głęboką wodę. A kilka kolejnych miał już z tyłu głowy.
Odchylił się do tyłu, oczekując na swoje pytania. Dzisiaj będą całkowicie otwarte karty. I to wino mi w tym pomoże. Podparł swoją głowę lewą dłonią i podniósł zawadiacko kącik ust, tak jak to miał momentami w zwyczaju.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972