18.08.2026, 18:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2026, 18:24 przez Gustave Delacour.)
Jego podopieczna nie odpowiedziała na wzmiankę o zmarłej matce. Gustaw spróbował odnaleźć jej spojrzenie i utrzymać z nią kontakt wzrokowy, kiedy spuściła głowę. Chciał dać kobiecie do zrozumienia, że nie musiała przechodzić przez to wszystko samotnie. Żałował, że nie potrafił zrobić więcej.
Nigdy nie postrzegał siebie w kategoriach ojcowskich. Daleko było mu do roli, którą zwykło się przypisywać rodzicielstwu, a różnica wieku pomiędzy nimi nie wydawała mu się wystarczającym powodem, aby przyjmować na siebie taką odpowiedzialność. Jednocześnie przez sześć lat zdążył przywyknąć do myśli, że dobro Lany nie było mu obojętne. Jeśli więc nie mógł ochronić jej przed cierpieniem, mógł przynajmniej pomóc jej odnaleźć w sobie siłę, dzięki której pewnego dnia przestanie potrzebować czyjejkolwiek ochrony.
Być może właśnie tego powinien ją nauczyć. Podnosić głowę. Dostrzegać księżyc i gwiazdy.
— Zgadza się. Różni czarodzieje reagują na stratę na różne sposoby — przyznał. — Masz jednak pełne prawo być zdruzgotana. Zastosuj, proszę, własną radę. Nie zamykaj wszystkiego w sobie. Na dłuższą metę nikt na tym nie zyskuje. Ani ty, ani ludzie, których pokochałaś i których mam nadzieję jeszcze pokochasz.
Uśmiechnął się łagodnie, zachęcając ją, aby mówiła dalej.
— Pan Shafiq zawsze doskonale wie, jak się sprzedać, prawda? — zauważył z rozbawieniem. — Trafił się nam jak ślepej kurze ziarno. Właściwie to zwrócił się do mnie z prośbą o przygotowanie dokumentów założycielskich. Zamierzam mu zatem pomóc na tyle, na ile pozwalała moja profesja, a skoro już o tym mowa… to że znaleźliśmy się tutaj w Szkocji, jest również jego zasługą. Nie chciałem zanadto przeszkadzać bliskim, którzy również postanowili obecnie rezydować na wyspach — westchnął cicho. — Chociaż obawiam się, że przyjdzie mi jeszcze zweryfikować, jak długo będę mógł sobie na tę uprzejmość pozwalać.
Wrócił spojrzeniem do Lany.
— Sama propozycja nie wydaje mi się zła. Jeżeli rzeczywiście chciałabyś się w to zaangażować, nie widzę powodu, aby cię od tego odwodzić. Zastrzegłbym jedynie jedno. Nie oczekuj od pracy, badań ani fundacji, że zabiorą ci żałobę. Człowiek nie powinien tak łatwo pozbywać się tego, co było dowodem jego przywiązania do drugiej osoby. Możesz natomiast pozwolić sobie na to, aby przez kilka godzin dziennie zajęło to twoje myśli. To nie zdrada wobec zmarłych.
Nigdy nie postrzegał siebie w kategoriach ojcowskich. Daleko było mu do roli, którą zwykło się przypisywać rodzicielstwu, a różnica wieku pomiędzy nimi nie wydawała mu się wystarczającym powodem, aby przyjmować na siebie taką odpowiedzialność. Jednocześnie przez sześć lat zdążył przywyknąć do myśli, że dobro Lany nie było mu obojętne. Jeśli więc nie mógł ochronić jej przed cierpieniem, mógł przynajmniej pomóc jej odnaleźć w sobie siłę, dzięki której pewnego dnia przestanie potrzebować czyjejkolwiek ochrony.
Być może właśnie tego powinien ją nauczyć. Podnosić głowę. Dostrzegać księżyc i gwiazdy.
— Zgadza się. Różni czarodzieje reagują na stratę na różne sposoby — przyznał. — Masz jednak pełne prawo być zdruzgotana. Zastosuj, proszę, własną radę. Nie zamykaj wszystkiego w sobie. Na dłuższą metę nikt na tym nie zyskuje. Ani ty, ani ludzie, których pokochałaś i których mam nadzieję jeszcze pokochasz.
Uśmiechnął się łagodnie, zachęcając ją, aby mówiła dalej.
— Pan Shafiq zawsze doskonale wie, jak się sprzedać, prawda? — zauważył z rozbawieniem. — Trafił się nam jak ślepej kurze ziarno. Właściwie to zwrócił się do mnie z prośbą o przygotowanie dokumentów założycielskich. Zamierzam mu zatem pomóc na tyle, na ile pozwalała moja profesja, a skoro już o tym mowa… to że znaleźliśmy się tutaj w Szkocji, jest również jego zasługą. Nie chciałem zanadto przeszkadzać bliskim, którzy również postanowili obecnie rezydować na wyspach — westchnął cicho. — Chociaż obawiam się, że przyjdzie mi jeszcze zweryfikować, jak długo będę mógł sobie na tę uprzejmość pozwalać.
Wrócił spojrzeniem do Lany.
— Sama propozycja nie wydaje mi się zła. Jeżeli rzeczywiście chciałabyś się w to zaangażować, nie widzę powodu, aby cię od tego odwodzić. Zastrzegłbym jedynie jedno. Nie oczekuj od pracy, badań ani fundacji, że zabiorą ci żałobę. Człowiek nie powinien tak łatwo pozbywać się tego, co było dowodem jego przywiązania do drugiej osoby. Możesz natomiast pozwolić sobie na to, aby przez kilka godzin dziennie zajęło to twoje myśli. To nie zdrada wobec zmarłych.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw