Całe szczęście dla Elise Potter, Atreus tych włosów wcale nie wyrywał dosłownie. Chyba trochę zapominał, że aktualnie znajduje się w ciele Brenny, a sobie niczego by z głowy nie wyrwał! Wszyscy mogli więc pozostać spokojni; Brenna o ochrzan od matki, jej matka o jej fryzurę, a Atreus… nie no, on nie mógł być spokojny. Tym bardziej, że wyrok zapodany przez klątwołamacza był absolutnie tragiczny. Dwadzieścia cztery godziny zamienionych ciał, okropne. Przynajmniej większość musieli spędzić w swoim towarzystwie, uganiając się za przestępcami.
Bulstrode nie miał też zamiaru wpadać w tej postaci na nikogo. Nie miał zwyczajnie ochoty zaprzątać sobie głowy takimi problemami, ale pewnie gdyby już mu się zdarzyło, pełen złości na wstępie by oznajmił, że cholerny Poltergeist ich podmienił, tak żeby nikt nie miał wątpliwość co do tego, że należy się od niego oddalić w trybie natychmiastowym.
— Ciekawe… — mruknął, jakoś tak spokojniej bo chyba zanadto się w tym momencie zdziwił. Chwycił ją (siebie?) za rękę, jakby chcąc sprawdzić i faktycznie, jej dłoń była ciepła. — W sumie jak tak sobie o tym myślę, to robi to sens. Nie wpadliśmy ciałami do limbo — zastanowił się, — Ale w sumie do tej pory się zwyczajnie nad tym nie zastanawiałem — puścił ją, bo trzymanie samego siebie za rękę było trochę dziwaczne.
— Dobry pomysł — podsunął w jej stronę tę, którą znalazł w kieszeni, czy gdzie tam ją sobie trzymała. — Nie jestem specjalistą, ale chyba jak zażywasz taki eliksir wielosokowy, to wtedy musisz się wymienić, bo cudza świruje. To może tutaj jest tak samo? Z resztą, nawet jak nie, to może nie będzie aż tak źle. A przynajmniej mam nadzieję.