— Hm, pomyślmy… — Dora wyraźnie musiała się zastanowić nad tym, co miała w tym momencie odpowiedzieć. Nie chodziło o to, że nie wiedziała, albo nie chciała mu powiedzieć, ale problem leżał gdzie indziej. W samym zebraniu Zakonu Feniksa. Atmosfera, która wtedy panowała, niesamowicie ją przytłaczała, a słowa które padły w strażnicy, zwyczajnie ją przerażały i napawały smutkiem. Bała się tego, do czego mogli być zdolni ludzie, których kochała i którym ufała. Wiedziała, że los miał dobre i złe strony, ale dla niej była pewna różnica między robieniem rzeczy pod wpływem chwili, a rozważaniu ich w pełni świadomi i tak na chłodno, jakby snuło się plany. Plany morderstwa, żeby być precyzyjnym, bo tak to odbierała młoda Crawleyówna. Wszystko więc mieszało jej w głowie niepomiernie, sprawiając że musiała siegnąć do tamtego momentu, przewertować go na nowo i wychwycić do kogo faktycznie powinien zwrócić się Samuel, jeśli chciał odpowiedzi. — Cóż, Brenna zawsze wie wszystko… — zaczęła od tego, bo akurat w to wierzyła bezgranicznie. Brenna była zawsze i wszędzie, jakby pokonywała prawa czasu i przestrzeni. Miała oczy naokoło głowy i uszy w każdym zakamarku. Niewiele mogło ją zaskoczyć. — Ale myślę, że dobrze byłoby o to zapytać ciocię Tessę. Quintessę. Quintessa Longbottom, mieszka w Dolinie niedaleko Warowni — poprawiła się raz za razem, bo jak się tak nad tym zastanowiła, to nie była pewna czy Sam kojarzył Tessę. — Może też Norę albo Thomasa, bo to chyba miało coś wspólnego z kotkami, ale nie jestem pewna — zastanowiła się, zabierając za kolejną truskawkę, ale jadła ją powoli, malutkimi gryzami i bardziej by się czymś zając. — Ale jak nie chcesz, to ja mogę spróbować się ich bardziej podpytać. Nie robiłam tego wcześniej, bo byłam trochę zajęta i nie chciałam im zawracać głowy — uśmiechnęła się do niego delikatnie, bo wydawał się jej nieco nieśmiałą osobą, więc nie chciała go do niczego zmuszać.
— Ładnie o tym mówisz — zauważyła łagodnie, uśmiechając się nieznacznie. — Myślę, że nazywają to zarazą, bo wnika w ciało. Rośliny inaczej się odżywiają niż zwierzęta czy ludzie. Dodatkowo, jest to odczuwalne, szczególnie poprzez rozrost kwiatostanu na głowie, który zwyczajnie jest bolesny — w jej własnych włosach pyszniły się drobne, błękitne kwiatuszki, przypominające niezapominajki. Dora uważała, że ładnie podkreślają jej kolor oczu, ale oprócz tego ciężko było jej się czesać, więc robiła to ostatnio tylko zaklęciami, żeby nie drażnić roślinności szczotką.
— Przykro mi — odpowiedziała smutno, na wieść o śmierci lekarki. — W sumie… w sumie jest to całkiem zasadna obawa. Z tego co się orientuję, to zawsze można się podobnych narośli pozbyć zabiegowo. Ale myślę, że pójście do apteki wcale nie jest aż takim kiepskim pomysłem. Znaczy może nie do apteki a do kogoś, kto zrobiłby ci maść lub eliksir na zamówienie, a który ograniczyłby rozrost i zmiany. A co do rozpoznawalności przez mugoli… cóż, no zawsze można próbować zaklęć zauroczenia, ale no… nie wiem na ile jesteś z nią zaznajomiony. Ja jestem w niej trochę tragiczna.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.