— Czemu akurat prawda czy wyzwanie? — zapytała, nakładając sobie jakiegoś placka i co ważniejsze, dolewając więcej napitku, bo dość szybko doszła do wniosku, że to chyba był jeden z tych sabatów, których nie można było przetrwać na trzeźwo. Znaczy można było, ale jakim kosztem. Zerknęła pobieżnie po wszystkich; na ganiającą szczuroszczety Nico, na Zenka pałaszującego pieczeń, na Lewisa który wypominał anale przy stole (szczerze miała nadzieje że chodziło mu o rozmawianie o analach przy stole, a nie robieniu anali przy stole), a wreszcie jej spojrzenie padło na samego ojca całej rejwachowej zgrai, czyli Woodiego i nawet zrobiło mu się jej trochę żal. Dlatego zadbała o to, by i jego szklaneczka była pełna po brzegi w procenty, bo mogli sobie tutaj hehe żartować, ale zdawała sobie sprawę, że biedaczek Tarp ciężko znosił gejuchowe tematy.
Nalawszy, odstawiła butelkę na stół i przez moment grzebała widelcem w swoim talerzu, delektując się kęsami jedzenia. Jedno należało Lewisowi przyznać - w tym jego burdelu nauczyli go świetnie gotować, tak że człowiek zaraz zapominał o wszelkich zmartwieniach i bolączkach.
— Wyzywam cię, żebyś dał nam wszystkim podwyżki — rzuciła, uśmiechając się do Tarpa czarująco. Wyzwanie to wyzwanie, prawda?
Blood is rare and sweet as cherry wine